12.04.2026, 21:22 ✶
Nie chciał kłamać, choć robił to nagminnie. Szmer przekwitajacych liści drzewa rodzinnego mącił w głowie perswazją półprawd - czy milczący sekret waży tyle samo, co głośne oszustwo; czy nie tak odległa przeszłość powinna wślizgnąć się do niedalekiej przyszłości?
- Ah tak, nie chciałem omylnie ukazać się jako osoba wścibska, więc nie dopytywałem o twój czas w Ministerstwie. Uznałem, że sama opowiesz, jeżeli będzie w tym cokolwiek godnego uwagi - odparł gładko. Oczywiście, że pamiętał Primrose. Chociaż, nie mógł ukryć, że w tamtym momencie niewiele go interesowała jako osoba. Była asystentką - mostem do poprzedniego Kanclerza, po którym nie potrzebował przechodzić, bo ojciec załatwił mu przepłynięcie tej rzeki podmuchem wiatru wpływów.
Przesunął wąską nóżkę kieliszka pomiędzy najmniejszym palcem, a kciukiem; uderzający o szkło materiał sygnetu utonął w bogactwie pomieszczenia. Po wcześniejszym zaskoczeniu nie było śladu, powrócił uprzejmy uśmiech na twarzy niedotkniętej stresem starzenia się - urok nie oddający wieku, a przedstawiający komfort, niezauważalny przywilej.
Też chciałam zostać Aurorką, tak w ogóle przemielił słowa, te odbiły się echem o brąz zakątków umysłu, tonąc w kolorze bliźniaczych oczu. Victorii to ten plan na życie wyszedł trochę lepiej znajoma zazdrość ścisnęła za serce, zaciskujące je, chłodne palce siostry nie miały niczego wspólnego z rajem, za to z pozoru gładki jak ciepły karmel głos Primrose, wydawał się szeptać: 'nie jesteś w tym sam'.
Zaraz, czy oczy Simone były brązowe? Nie pamiętał. Może były niebieskie? Twarz zmarłej żony była tryptykiem matczynej i siostrzanej złośliwości, popędzającej go zazdrości, chęci przebijajacej się empatii duszonej ojcowską wolą.
Utrzymał kontakt wzrokowy i, choć tonął w głębi spojrzenia Primrose, tym samym, o którym poeci mieli się rozpisywać, tak ostatkiem sił przytrzymał się złotej obwódki, dotykając znajomej barwy, łapczywie łykając powietrze i słowa, którymi był karmiony. Czy tak czuli się mężczyźni z którymi rozmawiał? Cóż, jeżeli tak, to musiał przyznać, że był to stan przyjemnie błogi.
Musiał się otrząsnąć. To zauroczenie zdawało się inne, nie miało w sobie fizyczności, przyciągania, któremu ulegał przyglądając się wyrzeźbionemu marmurowi greckich herosów. Mimo to, chęć zatracenia się w dalszym rytmie rozmowy wydawał się o wiele bardziej pocigający niż jakikolwiek ogień, który dotąd w nim zapłonął, topiąc łańcuchy rodzinnych zobowiązań. Tym razem, sam zdawał trzymać się klucz, gotowy, by pozbyć się ciężaru i stanąć z nim twarzą w twarz.
- Eden też wiele rzeczy wyszło lepiej - odparł, odstawiając kieliszek i czując gorycz wychylonego alkoholu - Ale to bardzo dziwna miara, tak myślę. Wszyscy odnajdujemy się w innych dziedzinach. Bycie Aurorem, z dzisiejszej perspektywy, wydaje mi się niesamowicie przereklamowane. Należy temu poświęcać więcej czasu niż bym chciał, a narażanie życia, choć honorowe i bohaterskie, może okazać się bezużyteczne - wzruszył lekko ramionami, gotowy na słowa krytyki - Lekarzy nam potrzeba bardziej niż żołnierzy. Ekspertów od finansow, cóż, to zależy - zaśmiał się delikatnie, ukazując rząd perłowo białych zębów, kontrastujących z czerwienią pocięgnięcia szminki na wargach Primrose.
- Czasami wracam do szkolnych marzeń o idealnie wytrenowanej czujności i walkach, śledztwach, ale w ostateczności wolę pojechać z synem do Włoch, pracować z domu, gdy mi się tego zachce i... Cóż, posiadać pasję poza pracą zamiast piętrzących się papierów. Zwłaszcza w aktualnej sytuacji. Ja jestem bardzo zajęty, nie wyobrażam sobie jak musi wyglądać praca w terenie i późniejsze oddawanie dokumentów przełożonym - potraktował emocje racjonalnością, jak miał w zwyczaju, choć, w przeciwieństwie do poprzednich razów, pozwolił poczuć sobie zazdrość, acz się jej nie ponieść, nie piętrzyć. Spojrzeć przed siebie, a nie unikać ciekawego rozwoju akcji w imię zemsty i skupiania się na krzywdach. Życie było czymś więcej niż rozpamietywaniem.
- Uczucie niesienia pomocy bywa zbawieniem, nawet jeżli trochę samolubnie to brzmi, ale jeżeli obydwie strony wychodzą z tranzakcji bogatsze, to nie ma co na siłę się zamartwiać - nie mógł nie odpowiedzieć na wypowiedź o satysfakcji i konsekwencjach jaki niósł zawód Primrose, jej ton wydał mu zabarwiony uczuciem, którego kobieta nie chciała mu pokazać. Toteż potraktował ją uśmiechem, choć już nie tak szerokim, to wydającym się bardziej tajemniczym, jakby ta sentencja miała w sobie więcej głębi niż powinna.
- Wspomniałaś Paryż. Lubisz podróżować? - zagadnął, ku swojemu zaskoczeniu nie szukając tematów na siłę, by zapełnić czas, a z czystej ciekawości i chęci podzieleniem się historiami ze swoich własnych wyjazdów, po usłyszeniu odpowiedzi.
- Ah tak, nie chciałem omylnie ukazać się jako osoba wścibska, więc nie dopytywałem o twój czas w Ministerstwie. Uznałem, że sama opowiesz, jeżeli będzie w tym cokolwiek godnego uwagi - odparł gładko. Oczywiście, że pamiętał Primrose. Chociaż, nie mógł ukryć, że w tamtym momencie niewiele go interesowała jako osoba. Była asystentką - mostem do poprzedniego Kanclerza, po którym nie potrzebował przechodzić, bo ojciec załatwił mu przepłynięcie tej rzeki podmuchem wiatru wpływów.
Przesunął wąską nóżkę kieliszka pomiędzy najmniejszym palcem, a kciukiem; uderzający o szkło materiał sygnetu utonął w bogactwie pomieszczenia. Po wcześniejszym zaskoczeniu nie było śladu, powrócił uprzejmy uśmiech na twarzy niedotkniętej stresem starzenia się - urok nie oddający wieku, a przedstawiający komfort, niezauważalny przywilej.
Też chciałam zostać Aurorką, tak w ogóle przemielił słowa, te odbiły się echem o brąz zakątków umysłu, tonąc w kolorze bliźniaczych oczu. Victorii to ten plan na życie wyszedł trochę lepiej znajoma zazdrość ścisnęła za serce, zaciskujące je, chłodne palce siostry nie miały niczego wspólnego z rajem, za to z pozoru gładki jak ciepły karmel głos Primrose, wydawał się szeptać: 'nie jesteś w tym sam'.
Zaraz, czy oczy Simone były brązowe? Nie pamiętał. Może były niebieskie? Twarz zmarłej żony była tryptykiem matczynej i siostrzanej złośliwości, popędzającej go zazdrości, chęci przebijajacej się empatii duszonej ojcowską wolą.
Utrzymał kontakt wzrokowy i, choć tonął w głębi spojrzenia Primrose, tym samym, o którym poeci mieli się rozpisywać, tak ostatkiem sił przytrzymał się złotej obwódki, dotykając znajomej barwy, łapczywie łykając powietrze i słowa, którymi był karmiony. Czy tak czuli się mężczyźni z którymi rozmawiał? Cóż, jeżeli tak, to musiał przyznać, że był to stan przyjemnie błogi.
Musiał się otrząsnąć. To zauroczenie zdawało się inne, nie miało w sobie fizyczności, przyciągania, któremu ulegał przyglądając się wyrzeźbionemu marmurowi greckich herosów. Mimo to, chęć zatracenia się w dalszym rytmie rozmowy wydawał się o wiele bardziej pocigający niż jakikolwiek ogień, który dotąd w nim zapłonął, topiąc łańcuchy rodzinnych zobowiązań. Tym razem, sam zdawał trzymać się klucz, gotowy, by pozbyć się ciężaru i stanąć z nim twarzą w twarz.
- Eden też wiele rzeczy wyszło lepiej - odparł, odstawiając kieliszek i czując gorycz wychylonego alkoholu - Ale to bardzo dziwna miara, tak myślę. Wszyscy odnajdujemy się w innych dziedzinach. Bycie Aurorem, z dzisiejszej perspektywy, wydaje mi się niesamowicie przereklamowane. Należy temu poświęcać więcej czasu niż bym chciał, a narażanie życia, choć honorowe i bohaterskie, może okazać się bezużyteczne - wzruszył lekko ramionami, gotowy na słowa krytyki - Lekarzy nam potrzeba bardziej niż żołnierzy. Ekspertów od finansow, cóż, to zależy - zaśmiał się delikatnie, ukazując rząd perłowo białych zębów, kontrastujących z czerwienią pocięgnięcia szminki na wargach Primrose.
- Czasami wracam do szkolnych marzeń o idealnie wytrenowanej czujności i walkach, śledztwach, ale w ostateczności wolę pojechać z synem do Włoch, pracować z domu, gdy mi się tego zachce i... Cóż, posiadać pasję poza pracą zamiast piętrzących się papierów. Zwłaszcza w aktualnej sytuacji. Ja jestem bardzo zajęty, nie wyobrażam sobie jak musi wyglądać praca w terenie i późniejsze oddawanie dokumentów przełożonym - potraktował emocje racjonalnością, jak miał w zwyczaju, choć, w przeciwieństwie do poprzednich razów, pozwolił poczuć sobie zazdrość, acz się jej nie ponieść, nie piętrzyć. Spojrzeć przed siebie, a nie unikać ciekawego rozwoju akcji w imię zemsty i skupiania się na krzywdach. Życie było czymś więcej niż rozpamietywaniem.
- Uczucie niesienia pomocy bywa zbawieniem, nawet jeżli trochę samolubnie to brzmi, ale jeżeli obydwie strony wychodzą z tranzakcji bogatsze, to nie ma co na siłę się zamartwiać - nie mógł nie odpowiedzieć na wypowiedź o satysfakcji i konsekwencjach jaki niósł zawód Primrose, jej ton wydał mu zabarwiony uczuciem, którego kobieta nie chciała mu pokazać. Toteż potraktował ją uśmiechem, choć już nie tak szerokim, to wydającym się bardziej tajemniczym, jakby ta sentencja miała w sobie więcej głębi niż powinna.
- Wspomniałaś Paryż. Lubisz podróżować? - zagadnął, ku swojemu zaskoczeniu nie szukając tematów na siłę, by zapełnić czas, a z czystej ciekawości i chęci podzieleniem się historiami ze swoich własnych wyjazdów, po usłyszeniu odpowiedzi.
“An immense pressure is on me
I cannot move without dislodging the weight of centuries”
♦♦♦