– Odwołałabym akcję i zaciągnęła was za uszy do Munga – i nie chodziło o to, że byliby niekompetentni, czy coś w tym rodzaju, ale wystarczyło sobie wyobrazić, że takie dziesięciolatki nie miałyby fizycznej siły dorosłego, a w tej księgarni mogły się zdarzyć różne rzeczy, z niczego nie spodziewającymi się przemytnikami w roli głównej. Dzieci miały chociażby inny wysięg rąk, czy nóg i byłoby to bardziej niż niebezpieczne, zwłaszcza dla nich samych.
– Tak, ty – potwierdziła z pełna powagą, jakby nie było się tu czemu dziwić. Bo w zasadzie to nie było. Brenna była błyskotliwa, była ładna, była żywotna, o dobrym sercu i tak cholernie niedomyślna w sprawach damsko-męskich. – I tak, o czekoladową żabę – Victoria skrzywiła się lekko, bo właśnie wtedy uświadomiła Sauriela, że wie o tych wszystkich flirtach z innymi kobietami, co ucięło dalszą scenę zazdrości o głupią żabę w pudełku. – Mogłoby oznaczać, gdybym była facetem, nie wiem – palnęła, nie zastanawiając się za bardzo nad tym, co właśnie mówiła. Bo zazdrość o żabę wymykała się poza jej zdolności rozumowania, ale pojęła wtedy, że zazdrosnym można być o byle pierdołę, a chociaż jakieś spojrzenia czy przeczytane słowa mają większy sens od żaby podarowanej, gdy druga osoba źle się fizycznie czuje.
– Bzdura. Potrzebowałaś coś wyjaśnić żeby zrozumieć zachowanie, którego nie wytłumaczył ci sam – w swej niezmiernej łaskawości, cisnęło jej się na myśl, ale tego nie dodała. Victoria była wręcz przekonana, że gdyby nie zauważyła twarzy Brenny, gdyby się nie zainteresowała co się stało i gdyby Atreus nie chlapnął tego i owego, to Longbottom nadal by była boleśnie nieświadoma całej sytuacji. Victoria wiedziała, że była tego zapalnikiem, ale nie zamierzała przepraszać za coś, co miała przed oczami jak na dłoni i czego sama wcale nie wymusiła, a sytuacja po prostu sama się tak rozwinęła w toku rozmowy. Ewidentnie bardzo potrzebnej rozmowy, która swój finał miała na zapleczu księgarni. – Pewnie nieraz słyszałaś o tych stereotypowych kobietach, które każą się domyślać mężczyznom co zrobili nie tak, albo co mają na myśli. No więc, Bren, faceci są pod tym względem jeszcze gorsi – oto była największa życiowa mądrość. Jeśli Victoria miałaby też wskazać największe plotkary, to to również byliby mężczyźni.
I nie winiła tutaj Brenny za nic. Może i była stronnicza, ale nie mogłaby nie trzymać strony przyjaciółki, nawet jeśli gdzieś po drodze miała ochotę bardzo ciężko westchnąć. I nie chodziło nawet o samo zamknięcie drzwi, tylko o to, jak została wypchnięta z tamtego pomieszczenia i właśnie wtedy drzwi zostały zatrzaśnięte jej przed nosem. Tutaj dochodziła do głosu jej duma i to, że nie zgadzała się na podobne traktowanie – zupełnie jak wtedy, gdy Atreus wyładowywał na nią swoją złość za to, że gówniarze ukradły mu różdżkę, a ona chciała mu pomóc ją odzyskać. Może i moment na rozmowę nie był najlepszy – w trakcie włamania do księgarni – ale mogła im dać tę minutę czy pięć na osobności i to nawet z chęcią, ale czy trzeba było ją traktować jak takie niepotrzebne koło u wozu, które się gdzieś pcha na siłę? Do Victorii nawet nie docierało, że jej złość i złe samopoczucie podbijały inne ostatnie wydarzenia w jej życiu, przez które czuła się zwyczajnie… nie dość dobra. Niepotrzebna.
– Martwisz się o co? – powtórzyła za nią i lekko nawet zmarszczyła brwi.