13.04.2026, 09:02 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 13.04.2026, 09:02 przez Primrose Lestrange.)
Podobno już po kilku sekundach znajomości człowiek wiedział, czy inna osoba interesuje go w sposób romantyczny. Po kilku minutach wiedziało się już, jak bardzo mu na tej relacji zależy. Primrose w pewnym sensie poznawała teraz Elliotta na nowo, jej poprzednie pierwsze wrażenie umykało gdzieś we wspomnieniach i na piedestał wynosiła doświadczenia dnia dzisiejszego i... Musiała przyznać, że to niebezpieczna gra, te całe uczucia. Zaczynałaś zastanawiać się czy cokolwiek może z tego wyjść, a on nagle mówił coś w stylu:
Uznałem, że sama opowiesz, jeżeli będzie w tym cokolwiek godnego uwagi.
I nagle świat pod twoimi nogami się zapadnie. Wiedział? Oczywiście, że musiał coś wiedzieć. O tym wstydzie przeszłości, o byciu powodem cudzego nieszczęścia przez próbę odebrania komuś innemu czegoś, co chciało się mieć tylko dla siebie. To było bardzo, ale to bardzo wstydliwe. Nie do opowiedzenia na pierwszej randce. Błyskawicznie zachciało jej się pić, ale to była gra dwóch oszustów – i Primrose wiedziała, że to właśnie wydawało nieumiejętnych kłamców. Nie można było teraz sięgnąć po kieliszek, bo zanurzenie ust w trunku od razu zdradzało, że coś tam ciążyło na sercu. Tylko co z tego? Co jej po ukryciu się w cieniu swoich rzęs i łagodnego uśmiechu, jeśli Malfoy mógł ją w ten sposób zaczepiać? Narastająca w niej panika dusiła i ustaliła dopiero w momencie, w którym rozmowa toczyła się dalej. Całe to napięcie pękło niczym bańka mydlana, kiedy ją coś w wypowiedzi blondyna personalnie ubodło.
Zmarszczyła lekko nos. Tak, była śliczną dziewczyną z marzeniami o zostaniu żoną i matką, mogła czasem drżeć kiedy przychodziło jej robić rzeczy wymagające czegoś więcej niż mruganie, a na rodzinnych kolacjach milczała pozwalając mówić innym, ale była rzecz drażniąca ją bardziej niż cokolwiek innego.
Primrose kochała swoją rodzinę i zrobiłaby dla niej wszystko. Gdyby kazali jej rzucić się z czternastego piętra na beton, to by to zrobiła.
– Monsieur, kiedy mówi się o przereklamowanych Aurorach, mówi się o mojej ukochanej siostrze, która wskoczyła do płonącego ogniska, żeby ratować ludzi na sabacie i wielokrotnie stawała twarzą twarz z siłami zła, żebyśmy mogli siedzieć tu dzisiaj i jeść spokojnie kolację. Bez żołnierzy takich jak Victoria Lestrange, wojna toczona przez Ministerstwo byłaby przegrana już trzy lata temu. To słowa wypowiadane z uprzywilejowanej pozycji, mój dom w Dolinie Godryka spłonął doszczętnie i ostało się jedynie kilkanaście ksiąg z Biblioteki Maeve oraz... – to brzmiało tak absurdalnie, kiedy zadzierała głowę – jedno krzesło.
Dopiero kiedy powiedziała to wszystko, dotarło do niej, jak to ledwie przed chwilą martwiła się jego opinią na swój temat i perspektywą braku kolejnego spotkania, a teraz z taką otwartością negatywnie skomentowała jego słowa. Z drugiej strony – czy chciałaby być z mężczyzną potrafiącym się z nią w tym nie zgodzić? Szczerze liczyła na to, że Malfoy się z nią, mimo wszystko, zgodzi.
– Potrzeba nam poetów, nauczycieli, lekarzy i urzędników – przyznała, żeby lepiej zrozumiał jej stanowisko – ale bohaterowie nie zyskują tego miana bez powodu.
Odchrząknęła. To chyba największa liczba słów, jaką wypowiedziała dzisiaj jednym ciągiem. I każde z nich było reklamą jej siostry... Cóż...
– Taak, całkiem lubię podróżować... ale skłamałabym mówiąc, że widziałam wiele poza Anglią.
Uznałem, że sama opowiesz, jeżeli będzie w tym cokolwiek godnego uwagi.
I nagle świat pod twoimi nogami się zapadnie. Wiedział? Oczywiście, że musiał coś wiedzieć. O tym wstydzie przeszłości, o byciu powodem cudzego nieszczęścia przez próbę odebrania komuś innemu czegoś, co chciało się mieć tylko dla siebie. To było bardzo, ale to bardzo wstydliwe. Nie do opowiedzenia na pierwszej randce. Błyskawicznie zachciało jej się pić, ale to była gra dwóch oszustów – i Primrose wiedziała, że to właśnie wydawało nieumiejętnych kłamców. Nie można było teraz sięgnąć po kieliszek, bo zanurzenie ust w trunku od razu zdradzało, że coś tam ciążyło na sercu. Tylko co z tego? Co jej po ukryciu się w cieniu swoich rzęs i łagodnego uśmiechu, jeśli Malfoy mógł ją w ten sposób zaczepiać? Narastająca w niej panika dusiła i ustaliła dopiero w momencie, w którym rozmowa toczyła się dalej. Całe to napięcie pękło niczym bańka mydlana, kiedy ją coś w wypowiedzi blondyna personalnie ubodło.
Zmarszczyła lekko nos. Tak, była śliczną dziewczyną z marzeniami o zostaniu żoną i matką, mogła czasem drżeć kiedy przychodziło jej robić rzeczy wymagające czegoś więcej niż mruganie, a na rodzinnych kolacjach milczała pozwalając mówić innym, ale była rzecz drażniąca ją bardziej niż cokolwiek innego.
Primrose kochała swoją rodzinę i zrobiłaby dla niej wszystko. Gdyby kazali jej rzucić się z czternastego piętra na beton, to by to zrobiła.
– Monsieur, kiedy mówi się o przereklamowanych Aurorach, mówi się o mojej ukochanej siostrze, która wskoczyła do płonącego ogniska, żeby ratować ludzi na sabacie i wielokrotnie stawała twarzą twarz z siłami zła, żebyśmy mogli siedzieć tu dzisiaj i jeść spokojnie kolację. Bez żołnierzy takich jak Victoria Lestrange, wojna toczona przez Ministerstwo byłaby przegrana już trzy lata temu. To słowa wypowiadane z uprzywilejowanej pozycji, mój dom w Dolinie Godryka spłonął doszczętnie i ostało się jedynie kilkanaście ksiąg z Biblioteki Maeve oraz... – to brzmiało tak absurdalnie, kiedy zadzierała głowę – jedno krzesło.
Dopiero kiedy powiedziała to wszystko, dotarło do niej, jak to ledwie przed chwilą martwiła się jego opinią na swój temat i perspektywą braku kolejnego spotkania, a teraz z taką otwartością negatywnie skomentowała jego słowa. Z drugiej strony – czy chciałaby być z mężczyzną potrafiącym się z nią w tym nie zgodzić? Szczerze liczyła na to, że Malfoy się z nią, mimo wszystko, zgodzi.
– Potrzeba nam poetów, nauczycieli, lekarzy i urzędników – przyznała, żeby lepiej zrozumiał jej stanowisko – ale bohaterowie nie zyskują tego miana bez powodu.
Odchrząknęła. To chyba największa liczba słów, jaką wypowiedziała dzisiaj jednym ciągiem. I każde z nich było reklamą jej siostry... Cóż...
– Taak, całkiem lubię podróżować... ale skłamałabym mówiąc, że widziałam wiele poza Anglią.