13.04.2026, 22:54 ✶
Nie pierwszy raz w tym tygodniu w kontekście tego, co narodziło się w Kniei, Helloise usłyszała o końcu czy innej nieuniknionej przemianie. Poprzednim razem zareagowała głęboką niezgodą — być może dlatego, że wygłaszający tę teorię Leviathan wielokrotnie pokazał jej, że nie ma w nim szacunku dla świętości, więc w jego słowach widziała jedynie kolejny fortel, którym próbował ją zmanipulować.
Opinii Dægberhta jednakże była ciekawa…
— Usłyszałam od kogoś, że koniec, który nadchodzi, zgodny jest z wolą boską — powiedziała powoli, nie nadając temu stwierdzeniu żadnej własnej oceny. — Musisz wiedzieć, jaka czeka na ciebie rola? Już teraz? — Czarownica zamknęła oczy, wsłuchując się w ciche dźwięki chaty. — Nie ufasz, że usłyszysz, którędy iść… gdy nadejdzie czas?
Choć Helloise nie słyszała głosu Bogini w swojej głowie, to próbowała szukać przewodnictwa w bardziej instynktowny sposób. Niektóre rzeczy wydawały się naturalnie właściwe, inne naturalnie niewłaściwe — to się wiedziało w sobie. Bogini szeptała w człowieku, ostrzegała go i prowadziła.
Czarownica milczała dłuższą chwilę, gdy usłyszała o nadziei, bo rzeczywiście, z trudnością przychodziło jej krzesać nadzieje na odwrócienie losów swojego lasu. Potrzebowała momentu, aby zorientować się, że to przecież nie ta kwestia budzi w krótkowzrocznych ludziach żal, i dopiero wówczas odpowiedziała to, co pierwsze przyszło jej na myśl:
— Pod popiołami gleba jest żyźniejsza.
Opinii Dægberhta jednakże była ciekawa…
— Usłyszałam od kogoś, że koniec, który nadchodzi, zgodny jest z wolą boską — powiedziała powoli, nie nadając temu stwierdzeniu żadnej własnej oceny. — Musisz wiedzieć, jaka czeka na ciebie rola? Już teraz? — Czarownica zamknęła oczy, wsłuchując się w ciche dźwięki chaty. — Nie ufasz, że usłyszysz, którędy iść… gdy nadejdzie czas?
Choć Helloise nie słyszała głosu Bogini w swojej głowie, to próbowała szukać przewodnictwa w bardziej instynktowny sposób. Niektóre rzeczy wydawały się naturalnie właściwe, inne naturalnie niewłaściwe — to się wiedziało w sobie. Bogini szeptała w człowieku, ostrzegała go i prowadziła.
Czarownica milczała dłuższą chwilę, gdy usłyszała o nadziei, bo rzeczywiście, z trudnością przychodziło jej krzesać nadzieje na odwrócienie losów swojego lasu. Potrzebowała momentu, aby zorientować się, że to przecież nie ta kwestia budzi w krótkowzrocznych ludziach żal, i dopiero wówczas odpowiedziała to, co pierwsze przyszło jej na myśl:
— Pod popiołami gleba jest żyźniejsza.
dotknij trawy