15.04.2026, 20:24 ✶
Pandora czasem nadużywała tego słowa, wiedziała o tym, ale miała dużo wiary i sympatii do ludzi. Brenna była zupełnie inna, ostrożna. Dostrzegała to w sposobie jej wypowiedzi, gestach i tym, jak długo zajmowało, aby mówiła cokolwiek o sobie. W dzisiejszych czasach to było najrozsądniejsze podejście, jakie mogła mieć. Brunetka uśmiechnęła się jedynie, kiwając głową. - Przyjaźń to duże słowo, wiem, ale ciesze się, że się pojawiłaś. Bywał tu trochę samotny, na pewno poczuł się lepiej, jak Cię zobaczył.
Wyjaśniła tonem, który sugerował po prostu wdzięczność i radość z tego, że brunetka się pofatygowała, aby sprawdzić. Takie rzeczy miały największe znaczenie, były kotwicą do lepszych, bardziej prawdziwych i przede wszystkim trwałych relacji. Zarumieniła się, nie mogąc stłumić uśmiechu. - Jest cudowny. To taki łagodny misiek, nieśmiały. Wiesz, że chciał mnie zabić, gdy się poznaliśmy? Jestem przekonana, że tak było. Popsułam mu polowanie, bo spadłam z drzewa. - wyjaśniła z delikatnym wzruszeniem ramion, a przed oczami zatańczyły jej obrazy z tamtych wydarzeń na Islandii. Zaskakująco często do tego wracała.
- Myślę, że go przekonam. Mogę to zrobić na siebie, nie mam żadnych wrogów, nie licząc oczywiście fanek Hjalmara i pewnie tych zamaskowanych idiotów siejących nieszczęście, ale oni samych siebie nie lubią.
Dodała jeszcze pół żartem, pół serio, wywracając oczami. Miała sposoby, aby przekonać ojca do zrobienia tego, co chciała. - Mhm, im ciszej przygotowania, tym lepiej. Jestem jednak pewna, że wspomną o tym gazety przy otwarciu, chyba że ich przekupię, żeby siedzieli cicho. Tak, wiem, że to bardzo brzydko, ale czasem to pomocne. - przerwała na chwilę, przenosząc na nią wzrok. Znów się uśmiechnęła, jakby dostrzegając iskrę nadziei w tej szarości i dymie, które opanowały ostatnio świat i rzeczywistość. - Zajmę się tym jeszcze dziś lub jutro, może lepiej udać się do niego osobiście.
Przesunęła palcami po szyi w zamyśleniu, a potem spojrzała na chwilę w niebo, poprawiając torbę. Nie chciała się zastanawiać nad tym, co złego mogło się stać i ściągać złej energii, której i tak było za dużo. Musiały trzymać się czegoś dobrego, bo oszaleją. One i wszyscy ludzie, którzy nie zasługiwali na to, jak śmierciożercy ich traktowali.
- Niech będzie, że to wystarczy i Ci wierzę.
Na pewno nie odpoczywała z własnej woli, bo Pandora była pewna, że Brenna była pracoholikiem.
Wzięły się do pracy, atmosfera zupełnie się zmieniła. Brunetka nie gadała tyle, gdy wykonywała obowiązki, chcąc to zrobić jak najlepiej. Większość mechanizmów była prosta, ale czasem dało się słyszeć, jak komentowała coś pod nosem lub analizowała na głos to, co powinna zrobić, aby usprawnić działanie przedmiotu lub zwiększyć jego zasięg. Zapewnienie bezpieczeństwa i komfortu ludziom było wielką odpowiedzialnością, nie chciała tego popsuć. To nie było przygotowywanie mapy nieba, to mogło chodzić o życie. Po ciele kobiety przebiegł dreszcz, ale uśmiechnęła się jedynie, chcąc dodać sobie odwagi. Uśmiech przecież mógł zmienić wszystko.
- Może powinnam zapewnić im mojego koliberka? Mogliby mieć podgląd na to, co działo się przed domem. - zapytała, siedząc na podłodze i odkładając śrubokręt. Zebrała szybko narzędzia, wrzucając je do torby, a potem wyjęła z niej mały mechanizm przypominający ptaszka. Jakoś tworzenie mechanizmów zwierząt zawsze sprawiało jej najwięcej przyjemności.
Wyjaśniła tonem, który sugerował po prostu wdzięczność i radość z tego, że brunetka się pofatygowała, aby sprawdzić. Takie rzeczy miały największe znaczenie, były kotwicą do lepszych, bardziej prawdziwych i przede wszystkim trwałych relacji. Zarumieniła się, nie mogąc stłumić uśmiechu. - Jest cudowny. To taki łagodny misiek, nieśmiały. Wiesz, że chciał mnie zabić, gdy się poznaliśmy? Jestem przekonana, że tak było. Popsułam mu polowanie, bo spadłam z drzewa. - wyjaśniła z delikatnym wzruszeniem ramion, a przed oczami zatańczyły jej obrazy z tamtych wydarzeń na Islandii. Zaskakująco często do tego wracała.
- Myślę, że go przekonam. Mogę to zrobić na siebie, nie mam żadnych wrogów, nie licząc oczywiście fanek Hjalmara i pewnie tych zamaskowanych idiotów siejących nieszczęście, ale oni samych siebie nie lubią.
Dodała jeszcze pół żartem, pół serio, wywracając oczami. Miała sposoby, aby przekonać ojca do zrobienia tego, co chciała. - Mhm, im ciszej przygotowania, tym lepiej. Jestem jednak pewna, że wspomną o tym gazety przy otwarciu, chyba że ich przekupię, żeby siedzieli cicho. Tak, wiem, że to bardzo brzydko, ale czasem to pomocne. - przerwała na chwilę, przenosząc na nią wzrok. Znów się uśmiechnęła, jakby dostrzegając iskrę nadziei w tej szarości i dymie, które opanowały ostatnio świat i rzeczywistość. - Zajmę się tym jeszcze dziś lub jutro, może lepiej udać się do niego osobiście.
Przesunęła palcami po szyi w zamyśleniu, a potem spojrzała na chwilę w niebo, poprawiając torbę. Nie chciała się zastanawiać nad tym, co złego mogło się stać i ściągać złej energii, której i tak było za dużo. Musiały trzymać się czegoś dobrego, bo oszaleją. One i wszyscy ludzie, którzy nie zasługiwali na to, jak śmierciożercy ich traktowali.
- Niech będzie, że to wystarczy i Ci wierzę.
Na pewno nie odpoczywała z własnej woli, bo Pandora była pewna, że Brenna była pracoholikiem.
Wzięły się do pracy, atmosfera zupełnie się zmieniła. Brunetka nie gadała tyle, gdy wykonywała obowiązki, chcąc to zrobić jak najlepiej. Większość mechanizmów była prosta, ale czasem dało się słyszeć, jak komentowała coś pod nosem lub analizowała na głos to, co powinna zrobić, aby usprawnić działanie przedmiotu lub zwiększyć jego zasięg. Zapewnienie bezpieczeństwa i komfortu ludziom było wielką odpowiedzialnością, nie chciała tego popsuć. To nie było przygotowywanie mapy nieba, to mogło chodzić o życie. Po ciele kobiety przebiegł dreszcz, ale uśmiechnęła się jedynie, chcąc dodać sobie odwagi. Uśmiech przecież mógł zmienić wszystko.
- Może powinnam zapewnić im mojego koliberka? Mogliby mieć podgląd na to, co działo się przed domem. - zapytała, siedząc na podłodze i odkładając śrubokręt. Zebrała szybko narzędzia, wrzucając je do torby, a potem wyjęła z niej mały mechanizm przypominający ptaszka. Jakoś tworzenie mechanizmów zwierząt zawsze sprawiało jej najwięcej przyjemności.