Wczoraj, 12:44 ✶
Uwaga o tym, ile pieniędzy trafiało do sakiewki Helloise, nie doczekała się komentarza innego niż lekki uśmiech i skinienie głową. Ceolsige nie musiała wiedzieć, że niekoniecznie tak było. Bynajmniej nie przez brak talentów, a biznesowego zmysłu, który umiałby te talenty wykorzystać. Wiedźma pieniędzy nie liczyła zbyt skrupulatnie, dopóki starczało jej na zaspokojenie podstawowych potrzeb. Nie rozgłaszała się ze swoimi usługami, a dom, w którym należało jej szukać, stał na uboczu. Broniła się wyłącznie jakością wyrobów, a i te nieraz oddawała charytatywnie na rzecz inicjatyw bliskich jej sercu — Kowenowi czy Ostoi dla magicznych istot.
W razie kłopotów z większym wydatkiem sięgnąć mogła jednak innych rozwiązań. Urodziła się w zamożnej rodzinie i nie wszystkie więzi łączące ją z rodem zostały zerwane. Wiedziała, kogo pytać, gdy miała coś kosztownego na myśli.
Ach, jakąż przyjemnością było obserwować, jak Burke staje się z minuty na minutę coraz mocniej zaangażowana w temat i jak docieka go z różnych stron. Prawdziwa pasja zawsze większą miała wartość niż suchy interes. Ceolsige była bez wątpienia właściwym człowiekiem na właściwym miejscu.
— Nie spodziewam się od razu ani odpowiedzi, ani obietnic — uspokoiła ją Helloise. — To nie jest pilne. Nie kieruje mną potrzeba, a… ciekawość. — Marzenie.
Nie spodziewała się niczego, ponieważ nie miała pojęcia, gdzie należało kierować kroki podczas takich poszukiwań, gdzie szukać kolekcjonerów, jak zdobyć dostęp do archiwów podziemnych domów aukcyjnych. Była w tej kwestii skazana na zaufanie do fachowca.
— Zdaje się, że przywiózł ten papier do Anglii handlarz, który zaopatruje pewien sklep w Dolinie. — Helloise odwróciła się od drugiej czarownicy i przeszła kilka kroków po kuchni, jako że ruch pomagał jej w przymglonej głowie szukać właściwych wspomnień. — Zapiszę ci nazwę. Ten człowiek był tam, za wodą, w tym muzeum i widział księgę. Wyglądała według jego słów podejrzanie, ale on to nie ekspert od oceniania wiarygodności przedmiotów. — Wiedźma wróciła do Burke i spojrzała przeciągle na ulotkę w jej rękach. Znów się wahała, lecz po krótkiej chwili nadeszła decyzja: — Zatrzymaj ją.
W razie kłopotów z większym wydatkiem sięgnąć mogła jednak innych rozwiązań. Urodziła się w zamożnej rodzinie i nie wszystkie więzi łączące ją z rodem zostały zerwane. Wiedziała, kogo pytać, gdy miała coś kosztownego na myśli.
Ach, jakąż przyjemnością było obserwować, jak Burke staje się z minuty na minutę coraz mocniej zaangażowana w temat i jak docieka go z różnych stron. Prawdziwa pasja zawsze większą miała wartość niż suchy interes. Ceolsige była bez wątpienia właściwym człowiekiem na właściwym miejscu.
— Nie spodziewam się od razu ani odpowiedzi, ani obietnic — uspokoiła ją Helloise. — To nie jest pilne. Nie kieruje mną potrzeba, a… ciekawość. — Marzenie.
Nie spodziewała się niczego, ponieważ nie miała pojęcia, gdzie należało kierować kroki podczas takich poszukiwań, gdzie szukać kolekcjonerów, jak zdobyć dostęp do archiwów podziemnych domów aukcyjnych. Była w tej kwestii skazana na zaufanie do fachowca.
— Zdaje się, że przywiózł ten papier do Anglii handlarz, który zaopatruje pewien sklep w Dolinie. — Helloise odwróciła się od drugiej czarownicy i przeszła kilka kroków po kuchni, jako że ruch pomagał jej w przymglonej głowie szukać właściwych wspomnień. — Zapiszę ci nazwę. Ten człowiek był tam, za wodą, w tym muzeum i widział księgę. Wyglądała według jego słów podejrzanie, ale on to nie ekspert od oceniania wiarygodności przedmiotów. — Wiedźma wróciła do Burke i spojrzała przeciągle na ulotkę w jej rękach. Znów się wahała, lecz po krótkiej chwili nadeszła decyzja: — Zatrzymaj ją.
dotknij trawy