5 godzin(y) temu ✶
Ceolsige siedziała na miotle bokiem, zachowując nienagannie wyprostowaną sylwetkę, która w blasku lewitującego lampionu Peregrinusa zdawać się mogła niemal posągowa. Naturalna gracja kobiety oraz zapraszający wyraz twarzy nadawał tej pozie jednak ciepłej żywotności. Prawą dłonią pewnie dzierżyła trzonek, podczas gdy lewa spoczywała bezwładnie na udach. Biel jej koszuli, zdobionej misternymi haftami, odcinała się jaskrawo od mroku ruin, a lśniąca broszka w kształcie kłosów co rusz łapała refleksy magicznego światła, w ruchu wywoływanym chyba jedynie jej oddechem. Jedynie kilka niesfornych, zmierzwionych blond kosmków, tańczących wokół jej twarzy, zdradzało, że lot nie należał do najspokojniejszych.
Gdy stopy Ceolsige, wystające spod rąbka butelkowo zielonej spódnicy, w końcu musnęły gruzowisko, miotła znieruchomiała, a ona sama nie spieszyła się z zejściem na ziemię. Zamiast tego posłała mężczyznom swój charakterystyczny, miękki uśmiech. Charakterystyczny wyraz uprzejmości, który nawet w zaułkach Nokturnu potrafił otworzyć więcej drzwi niż nawet magiczne wytrychy.
— Hannibalu, Peregrinusie — przywitała ich melodyjnym, spokojnym głosem, który miał w sobie kojącą nutę profesjonalnej dystynkcji. Skinęła uprzejmie głową każdemu z nich. Mimo typowej uprzejmości, kontrast pomiędzy tym powitaniem, a przywitaniem na początku wycieczki mógł zdradzać pewien dystans.
Jej spojrzenie, choć na pozór łagodne, było niezwykle czujne. Choć aktor szybko rozluźnił chwyt na szacie jasnowidza Ceolsige nie przeoczyła tego gestu, podobnie jak napięcia malującego się na jego twarzy. Jej wzrok spoczął na chwilę wymownie na różdżce Hannibala. Gest, który okazała się zupełnie niepotrzebny w obliczy wyraźnie postępującego rozluźnienia u Hannibala.
Słysząc ostrzeżenie o „niebyciu samymi”, przechyliła lekko głowę. Jej lewa ręka drgnęła, a materiał chusteczki Hestii, owinięty wokół kciuka, zaszeleścił cicho o zieloną tkaninę spódnicy. Wskazującym palcem wyczuła twardy kształt różdżki ukryty w kieszeni stroju.
— Zbieg okoliczności bywa najciekawszym z narzędzi losu, Hannibalu. Ciekawa jestem czy podążacie podobnym tropem. — odparła, a jej uśmiech nieznacznie się pogłębił, choć oczy pozostały badawcze. — Skoro jednak sugerujesz, że okolica stała się… tłoczna, być może warto byłoby najpierw uściślić naturę tego towarzystwa. Wyglądacie na ludzi, którzy właśnie odebrali bardzo niepokojącą wiadomość.
Obejrzała się na Hestię. - Jesteśmy blisko? - Zapytała samej rozglądając się po okolicznych ruinach w poszukiwaniu dodatkowej, zamaskowanej lub ukrytej obecności.
Rzucam na percepcję ◉◉○○○: szukam oznak zamaskowanych lub niewidocznych istot, które mogą się czaić w okolicy.
Gdy stopy Ceolsige, wystające spod rąbka butelkowo zielonej spódnicy, w końcu musnęły gruzowisko, miotła znieruchomiała, a ona sama nie spieszyła się z zejściem na ziemię. Zamiast tego posłała mężczyznom swój charakterystyczny, miękki uśmiech. Charakterystyczny wyraz uprzejmości, który nawet w zaułkach Nokturnu potrafił otworzyć więcej drzwi niż nawet magiczne wytrychy.
— Hannibalu, Peregrinusie — przywitała ich melodyjnym, spokojnym głosem, który miał w sobie kojącą nutę profesjonalnej dystynkcji. Skinęła uprzejmie głową każdemu z nich. Mimo typowej uprzejmości, kontrast pomiędzy tym powitaniem, a przywitaniem na początku wycieczki mógł zdradzać pewien dystans.
Jej spojrzenie, choć na pozór łagodne, było niezwykle czujne. Choć aktor szybko rozluźnił chwyt na szacie jasnowidza Ceolsige nie przeoczyła tego gestu, podobnie jak napięcia malującego się na jego twarzy. Jej wzrok spoczął na chwilę wymownie na różdżce Hannibala. Gest, który okazała się zupełnie niepotrzebny w obliczy wyraźnie postępującego rozluźnienia u Hannibala.
Słysząc ostrzeżenie o „niebyciu samymi”, przechyliła lekko głowę. Jej lewa ręka drgnęła, a materiał chusteczki Hestii, owinięty wokół kciuka, zaszeleścił cicho o zieloną tkaninę spódnicy. Wskazującym palcem wyczuła twardy kształt różdżki ukryty w kieszeni stroju.
— Zbieg okoliczności bywa najciekawszym z narzędzi losu, Hannibalu. Ciekawa jestem czy podążacie podobnym tropem. — odparła, a jej uśmiech nieznacznie się pogłębił, choć oczy pozostały badawcze. — Skoro jednak sugerujesz, że okolica stała się… tłoczna, być może warto byłoby najpierw uściślić naturę tego towarzystwa. Wyglądacie na ludzi, którzy właśnie odebrali bardzo niepokojącą wiadomość.
Obejrzała się na Hestię. - Jesteśmy blisko? - Zapytała samej rozglądając się po okolicznych ruinach w poszukiwaniu dodatkowej, zamaskowanej lub ukrytej obecności.
Rzucam na percepcję ◉◉○○○: szukam oznak zamaskowanych lub niewidocznych istot, które mogą się czaić w okolicy.
Rzut N 1d100 - 93
Sukces!
Sukces!