14.03.2023, 09:19 ✶
A rezon łapała całkiem szybko, bo gdy już do niej dotarło to, co dzieje się w jej otoczeniu, i że już nie lecą, to nawet wracały do jej twarzy jakieś kolory. Przestawała być taka, z braku lepszego słowa, trupio blada. Prawdę mówiąc to teraz robiło jej się wstyd, a z tego wstydu aż gorąco. Odetchnęła raz i drugi, a to że nie była tutaj sama… prawdę mówiąc to się cieszyła że nie była, nawet jeśli pokazała się z tak… miękkiej i wrażliwej strony, o której nie mówiło się ludziom na co dzień.
Aż trudno było uwierzyć, że Sauriel potrafi być taki opiekuńczy jak teraz. Że z nią tutaj siedział, uspokajał, próbował dodać otuchy… i zapewniał, że mają czas więc żeby doszła do siebie, pomimo niewygód na jakie go moment temu naraziła i to bez słowa wytłumaczenia czy ostrzeżenia. Była mu wdzięczna, naprawdę. Że nie było śmiechu, drwin czy czegoś takiego. To pozwoliło jej odetchnąć raz jeszcze i przestać się bawić tak nerwowo swoimi włosami.
- Już jest okej – powiedziała nieco pewniej niż jeszcze chwilę temu i z westchnieniem odwróciła się do okienka, by wyjrzeć i rozeznać się w sytuacji. Teraz, gdy nie byli w powietrzu, to zrobiła to całkiem chętnie. - Dziękuję – powiedziała cicho, nie patrząc teraz na Sauriela. Ale było to szczere, pełne wdzięczności i zawstydzenia "dziękuję".
Niewiele jednak zobaczyła. Bo nie dość, że było ciemno to jeszcze lało. I to coraz mocniej. Abraksan może i się zamknął, ale rżał niezadowolony. Victoria obróciła się nieco, chcesz zobaczyć pod nieco innym kątem i wtedy zobaczyła światła, nie tak wcale daleko.
- Tam jest chyba jakiś budynek – oznajmiła, mając w myślach, że z tej ulewy to się może zrobić równie dobrze jakąś wiosenna burza i przecież nie będą… lecieć… w takich warunkach. Nie? Dopiero co wylądowali i Victoria nie była na to jeszcze gotowa. - Możemy… zapytać gdzie w ogóle jesteśmy – zaoferowała. Choć jak na jej to było na jakimś kompletnym zadupiu, co dawało całkiem sporą szansę, że trafią akurat na dom jakiegoś czarodzieja, a nie mugola, bo oni woleli mieszkać w grupach.
Aż trudno było uwierzyć, że Sauriel potrafi być taki opiekuńczy jak teraz. Że z nią tutaj siedział, uspokajał, próbował dodać otuchy… i zapewniał, że mają czas więc żeby doszła do siebie, pomimo niewygód na jakie go moment temu naraziła i to bez słowa wytłumaczenia czy ostrzeżenia. Była mu wdzięczna, naprawdę. Że nie było śmiechu, drwin czy czegoś takiego. To pozwoliło jej odetchnąć raz jeszcze i przestać się bawić tak nerwowo swoimi włosami.
- Już jest okej – powiedziała nieco pewniej niż jeszcze chwilę temu i z westchnieniem odwróciła się do okienka, by wyjrzeć i rozeznać się w sytuacji. Teraz, gdy nie byli w powietrzu, to zrobiła to całkiem chętnie. - Dziękuję – powiedziała cicho, nie patrząc teraz na Sauriela. Ale było to szczere, pełne wdzięczności i zawstydzenia "dziękuję".
Niewiele jednak zobaczyła. Bo nie dość, że było ciemno to jeszcze lało. I to coraz mocniej. Abraksan może i się zamknął, ale rżał niezadowolony. Victoria obróciła się nieco, chcesz zobaczyć pod nieco innym kątem i wtedy zobaczyła światła, nie tak wcale daleko.
- Tam jest chyba jakiś budynek – oznajmiła, mając w myślach, że z tej ulewy to się może zrobić równie dobrze jakąś wiosenna burza i przecież nie będą… lecieć… w takich warunkach. Nie? Dopiero co wylądowali i Victoria nie była na to jeszcze gotowa. - Możemy… zapytać gdzie w ogóle jesteśmy – zaoferowała. Choć jak na jej to było na jakimś kompletnym zadupiu, co dawało całkiem sporą szansę, że trafią akurat na dom jakiegoś czarodzieja, a nie mugola, bo oni woleli mieszkać w grupach.