20.04.2026, 22:35 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 20.04.2026, 23:38 przez Helloise Rowle.)
26 września
spóźniona i bardzo poważna rozmowa
![[Obrazek: imgproxy.php?id=Vd23tGL.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=Vd23tGL.png)
Nieznany Śmierciożerca zniknął. Helloise tkwiła martwo pośrodku chaty. Niby obrócona w kamień, gdyby nie to, że pierś kobiety lekko falowała wraz z oddechem. Leviathan zaoferował, że wypali ją do gołej ziemi.
Czarownica poruszyła karkiem, kręgi strzeliły, a ich trzask poniósł się nadzwyczaj głośno przez opustoszałą kuchnię. Wiedźma pomruknęła cicho, poprawiła sukienkę i w milczeniu poszła do sypialni, żeby się położyć. Łóżko pachniało kojąco znajomo, a on wypaliłby ją do gołej ziemi. Skubiąc w zamyśleniu niteczkę narzuty, płynnym ruchem różdżki odpaliła świece: ogień pobiegł wokół niewielkiego ciemnego pokoiku i chmara płomyczków uniosła się w powietrze, tworząc wokół łóżka kręgi. Ich przytłumiona jasność wyciągnęła z szarości zmierzchu kształty i cienie roślin.
Może kryło się coś za tym, że był gotów ją palić. Może miał jakiś plan, jakąś myśl siegającą dalej niż jej rozumienie, ale ona pamiętała tylko te słowa i zimne, drapieżne oczy gada.
Na stoliku nocnym wciąż leżały ostatnie listy od niego. Helloise podniosła je i czytała w migotliwym ciepłym blasku świec. Potrzebował od niej eliksiru chroniącego przed ogniem. Dom jest odporny, ale ja nie jestem, wiodła palcami po skreślonych przez Rowle’a literach. Och, nie jest. Jego również można było wypalić. I choć porastał łuską — jak smok, rodzony brat tych gadów podniebnych, przeznaczony do życia przy ogniu — odporny nie był. Smocza skóra dawała tylko złudzenie smoczej potęgi. Ogień pożarłby Leviathana tak samo łakomie, jak pożarłby Helloise.
Czarownica wyciągnęła rękę i chwyciła zwieszony w powietrzu, dopalający się ogarek. Wosk był plastyczny, jej palce tonęły w ciepłej masie. Przystawiła płomień do listu, czekając, aż papier się zajmie, po czym puściła świecę. Patrzyła, jak ogień zlizuje imię, jak znika Levi, a za imieniem wszystkie słowa, które od niego dostała. Kartka sczerniała i skruszała w rękach Helloise. Otchłanie czystych błękitnych oczu łykały roztańczony płomień, pozwoliły mu rozhulać się w swoich odbiciach. Gdy gorąc sparzył jej skórę, czarownica odrzuciła pokurczone, żarzące się zwłoki listu na podłogę.
Leviathan również mógł spłonąć.
dotknij trawy