Leviathan niestety nie wiedział, jak to było znajdować pocieszenie w braku emocji, którą prezentowały oglądane trzecim okiem przedmioty. Co jednak był w stanie zrozumieć, to przyjemność jaka płynęła z obcowania z czymś, co było człowiekowi zwyczajnie bliskie. Lana więc miała swoje rzeczy oglądane pod szkiełkiem widmowidzenia, a on miał magiczne stworzenia, wśród których czuł się bardziej na miejscu, niż w towarzystwie innych ludzi. Duchy jednak absolutnie do kategorii stworzeń się nie zaliczały. Zanadto ludzkie, a jednocześnie już dawno nienależące do świata żywych. Marty była mu więc niemal wrogiem, szczególnie kiedy odstawiała takie cyrki, a nie było zanadto co z nią zrobić niż wdawać się w pyskówki lub próbować udobruchać ją jakimiś miłymi słówkami.
Bibliotekarka wychynęła zza regałów akurat w momencie, gdy Jęcząca Furiatka zniknęła z pola widzenia, na pożegnanie rozrzucając na nowo stosy notatek i pergaminów. Rowle zacisnął usta sfrustrowany, ale przynajmniej mieli najgorsze za sobą. W końcu wszyscy wiedzieli jaka Marta potrafiła być uciążliwa.
- Przepraszamy, pani profesor, nie byliśmy sobie w stanie poradzić z Jęczącą Martą - wytłumaczył w ślad za Laną. Kobieta, wyraźnie niezadowolona, obrzuciła ich badawczym spojrzeniem, które przebiegło zaraz po całym bałaganie, który panował teraz dookoła nich.
- To jest biblioteka, przypominam wam więc, że obowiązuje w niej cisza. A teraz proszę, żebyście to posprzątali i nie robili więcej tyle hałasu - stwierdziła i po chwili zawahania poszła dalej. Może nie podejrzewała ich o celowe wszczynanie awantur, a może chodziło o słowa prefekta, ale zostawiła ich samych.
- Pozbierajmy to wszystko i miejmy nadzieję, że już nie wróci - westchnął z ulgą do Lany, samemu kucając i zaczynając zbierać papiery. Czy natomiast chodziło mu o Martę czy samą bibliotekarkę, to już trudno było powiedzieć.
Go on, stick your bloody head in the jaws of the beast