23.04.2026, 23:10 ✶
– Naprawdę? Dziękuję. Ty również wyglądasz pięknie. – dla śmietanki towarzyskiej komplementy były utartymi formułkami, podobnie jak powitania czy pytania o samopoczucie. Sentymenty wyrażone przez rozmówcę nie musiały być autentyczne, ponieważ liczyły się wyłącznie dobre maniery. W relacji między starymi koleżankami istniało jednak o wiele więcej swobody, a co za tym szło, również szczerości. Lana wiedziała, że pochwała z ust Astorii miała pokrycie w rzeczywistości, gdyż nie musiały wymieniać na siłę pustych komplementów. Należało więc zaufać słowom kustoszki, zwłaszcza, że sama prezentowała się aktualnie jak dzieło sztuki. – To największa wyspa Walii, leży na północnym zachodzie. Przebywając tam czasami można odnieść wrażenie, że czas zapomniał o tym miejscu. Jeśli jednak głębiej się poszuka, można odnaleźć magiczne artefakty z wielu epok. Miałam ogromne szczęście... Och, wybacz. Opowiem ci, jak już gdzieś usiądziemy. – fakt, że Avery słuchała jej wypowiedzi z uwagą, ucieszył Dolohovównę (chyba nawet bardziej niż komentarz na temat wyglądu). Niewiele było osób gotowych do wytrzymania jej słowotoku, a już mniej takich, którzy robili to nie zajmując się jednocześnie zawodowo historią. Lana była więc ogromnie wdzięczna za swoją garstkę przyjaciół, która nie zraziła się do niej przez te wszystkie lata.
– Ach, czyli obie wpadłyśmy na ten sam pomysł. – uśmiechnęła się lekko, na wieść o prezencie. Zapewne mogła się spodziewać, że podczas spotkania w okresie świątecznym koleżanka czymś ją obdaruje, ale wciąż był to bardzo miły gest. Aromat roztaczający się wokół stoiska z grzanym winem był kuszący oraz intensywny. Dolohovówna wciąż czuła się trochę oszołomiona przez wszystkie otaczające ją bodźce, lecz na szczęście towarzystwo drugiej czarownicy działało na nią uspokajająco. – Tak, poproszę. – przytaknęła na propozycję przyjaciółki. Cytrusy, zwłaszcza z goździkami, były właśnie tym co nadawało świątecznemu napojowi jego charakterystyczny zapach. Lana zamknęła oczy i spróbowała wyciszyć umysł, by skupić się wyłącznie na tej sensacji. Chciała w ten sposób odgrodzić się od wszelkich natrętnych bodźców, lecz nie udało się, gdyż dotarły do niej odgłosy kłótni.
Otworzyła oczy i tak jak Astoria, podążyła wzrokiem za źródłem hałasu. Z urywków rozmowy między dwoma rozemocjonowanymi czarodziejami domyśliła się, co też zawierał pergamin trzymany przez jednego z nich. Manifest Czarnego Pana. Można było odnieść wrażenie, że mieszkając w Anglii nie dało się uniknąć tego tematu. Dolohovówna powróciła do ojczyzny już po ogłoszeniu i niemal od razu odczuła zmianę w atmosferze, jaką wywołało. Jakby już na zawsze miała pozostać skażona konfliktem. Co prawda w magicznym społeczeństwie podziały istniały niemal od zawsze, jednak tak skrajnych poglądów nie głosił nikt od czasów Grindelwalda. Lana nie wiedziała jak się odnaleźć w tej sytuacji, więc starała się spojrzeć na obecne wydarzenia z dystansu, jak gdyby była historykiem badającym jakiś okres z przeszłości.
– To... Nie spodziewałam się, że ludzie zaczną się wykłócać nawet w miejscach publicznych. Ale każdy zdaje się mieć zdanie na ten temat. – każdy poza nią samą.
– Ach, czyli obie wpadłyśmy na ten sam pomysł. – uśmiechnęła się lekko, na wieść o prezencie. Zapewne mogła się spodziewać, że podczas spotkania w okresie świątecznym koleżanka czymś ją obdaruje, ale wciąż był to bardzo miły gest. Aromat roztaczający się wokół stoiska z grzanym winem był kuszący oraz intensywny. Dolohovówna wciąż czuła się trochę oszołomiona przez wszystkie otaczające ją bodźce, lecz na szczęście towarzystwo drugiej czarownicy działało na nią uspokajająco. – Tak, poproszę. – przytaknęła na propozycję przyjaciółki. Cytrusy, zwłaszcza z goździkami, były właśnie tym co nadawało świątecznemu napojowi jego charakterystyczny zapach. Lana zamknęła oczy i spróbowała wyciszyć umysł, by skupić się wyłącznie na tej sensacji. Chciała w ten sposób odgrodzić się od wszelkich natrętnych bodźców, lecz nie udało się, gdyż dotarły do niej odgłosy kłótni.
Otworzyła oczy i tak jak Astoria, podążyła wzrokiem za źródłem hałasu. Z urywków rozmowy między dwoma rozemocjonowanymi czarodziejami domyśliła się, co też zawierał pergamin trzymany przez jednego z nich. Manifest Czarnego Pana. Można było odnieść wrażenie, że mieszkając w Anglii nie dało się uniknąć tego tematu. Dolohovówna powróciła do ojczyzny już po ogłoszeniu i niemal od razu odczuła zmianę w atmosferze, jaką wywołało. Jakby już na zawsze miała pozostać skażona konfliktem. Co prawda w magicznym społeczeństwie podziały istniały niemal od zawsze, jednak tak skrajnych poglądów nie głosił nikt od czasów Grindelwalda. Lana nie wiedziała jak się odnaleźć w tej sytuacji, więc starała się spojrzeć na obecne wydarzenia z dystansu, jak gdyby była historykiem badającym jakiś okres z przeszłości.
– To... Nie spodziewałam się, że ludzie zaczną się wykłócać nawet w miejscach publicznych. Ale każdy zdaje się mieć zdanie na ten temat. – każdy poza nią samą.
She was like a star,
nothing but a beautiful echo of death.
nothing but a beautiful echo of death.