14.03.2023, 19:03 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 14.03.2023, 19:29 przez Louvain Lestrange.)
Tak właściwie to liczył, że wylosuje jakiś śmieszny, a najlepiej żenujący i wstydliwy prezent dla Loretty, znając podejście do jej zaślubin. Ot takie cacuszko, personifikacja wszystkich odczuć i emocji towarzyszących temu, nadchodzącemu wydarzeniu. Gadżet do szczeniackich wybryków, bo tak mógłby w swojej ocenie nadać klasę, wylosowanemu winu, był żenujący, chociaż nie w takim wydaniu jakie oczekiwał. Stłumionym parsknięciem wyraził swoją opinie o nagrodzie, prezentując siostrzyczce zdobycz. Natomiast jej wygrana przebiła nawet jego złośliwe wyobrażenia i niewypalony, cięty dowcip. Tym razem parsknął gromko, rozlewając kufel kremowego piwo szerokim gestem do ziemi. Pochylił się do przodu, opierając się dłońmi na zgiętych kolanach, próbując zapanować nad skurczowym śmiechem. - Źle się prowadzisz, słodka, oj źle. - wydusił, próbując wyrównać oddech w przeponie. Dobrze, że to ona wylosowała ten fant, a nie on. Nie miałby ochoty, do końca życia, wracać do tego, przynajmniej, niezręcznego dowcipu jaki uknuł przed nim ten parszywiec, goblin. Pomyślał, że nic już lepszego się dzisiaj nie wydarzy. I miał rację. Bo czelności nie brakło Nottowi, by psuć tą sielankową atmosferę. - Ciebie też dobrze widzieć Nott. - odpowiedział przeciągając ciszę, aż do niezręcznej pauzy. Kłamał rzecz jasna, bo ani trochę nie przepadał za Philipem. Za tym jakiego rycerzyka robił z własnej osoby. - Napijesz się wina? - zapytał z ironicznym uśmiechem, obracając w dłoni butelkę świeżo nabytego wina. Dla sytuacji w której Nott czka jak opętany przy fanach, mógłby wrócić do szczenięcych lat i jeszcze raz podłożyć mu świnię. No bo tak, grał nieczysto i ani trochę go to nie krępowało, ani wstydziło. Był graczem wygrywającym i to, aż do ostatnich dni w swojej karierze. Wygranej czasem trzeba było pomóc, wrócić na właściwie tory, a czego sędzia na meczu nie dostrzeże, to go nie zaboli. W przeciwieństwie do Philipa, któregoś dnia. Na domiar złego do ich trójki podeszła jeszcze dwójka osób w tym przynajmniej jedna obłąkana, bo facet najwidoczniej uważał się za fana pana-rycerzyka. Pokręcił głową i przewrócił teatralnie oczami, okazując swoje całkowite zniesmaczenie sytuacją. Potem jednak przyjrzał się dokładniej towarzyszce fana Notta i rozpoznał w niej Cynthię, co od razu wywołało uśmiech na jego twarzy. Skłonił się elegancko, prostując swój prochowiec w kierunku kumpeli, jej przynajmniej nie mógł posądzać o prostackie zainteresowanie quidditchem w wydaniu Philipa Notta.