Nie można było mu przynajmniej zarzucić, że Stella się przy nim nudzi. Za każdym razem coś się działo, to, że były to niekoniecznie pozytywne nie było specjalnie istotne. Grunt, że coś się działo. Avery nie miała do niego pretensji, nie był przecież jasnowidzem, a przynajmniej jak do tej pory nie wspominał, że nim jest. Znali się krótko, nie mógł wiedzieć o niej wszystkiego, może z czasem będzie wiedział więcej, jeśli nadal będą ze sobą przebywać. W końcu dopiero powoli dowiadywali się o sobie wielu rzeczy.
- Tak, emocje są tym, czego zawsze mi brakuje. - Uśmiechnęła się, jednak trochę słabo wyszedł jej ten uśmiech. Starała się naprawdę cieszyć tym wydarzeniem tak jak Borgin, jednak trudno było udawać, gdy mecz był czymś, co zupełnie ją nie interesowało. Do tego zaczynała się gubić w tym kto z kim gra, kto ma wygrać, komu kibicują. Za dużo informacji, jeszcze chwila i zacznie panikować. Wzięła głęboki oddech, musiała się uspokoić i to w taki sposób, żeby on nie zauważył, że jest niespokojna.
Widziała, że jej udawane zainteresowanie najwyraźniej nie zostało wyłapane przez Borgina i myślał, że rzeczywiście zaczęła się interesować sportem, nie miała pojęcia, że wyjdzie jej to tak dobrze. Zresztą może niepotrzebnie aż tak grała. Teraz trudno będzie jej się z tego wykręcić, a co jak zaprosi ją na kolejny mecz, bo pomyśli sobie, że jej się podobało? Będzie musiała znaleźć wymówkę, bo więcej na pewno się nie pojawi na stadionie. Jeden raz - jak najbardziej, żeby sprawić mu przyjemność, ale to będzie ostatni raz, tego była pewna.
- Pewnie nie raz Cię jeszcze zaskoczę. - Rzekła uśmiechając się przy tym promiennie. Naprawdę chciała zrobić wszystkim wokół przyjemność, zawsze, przez co przytrafiały się jej sytuacje, jak ta, gdzie sama nie była przez to zadowolona. Pozostało jednak jakoś się przemęczyć.
Na samą górę . Uniosła wzrok, żeby zobaczyć, jak daleko będą zmierzać. Piętnaście minut nie brzmiało specjalnie optymistycznie, jednak powinni sobie jakoś poradzić, będzie musiała przyspieszyć tempo. - Zdążymy? - Zapytała jeszczcze, bo nie była tego do końca pewna.
Sektor do którego zmierzali wyróżniał kolor niebieski, taki sam mieli na szalikach, była ciekawa, czy drużyna będzie miała takie same barwy strojów. Może uda jej się dzięki temu zorientować, komu mają kibicować. - Fakt, nie spodziewałam się, że tyle ludzi lubi oglądać kilka osób latające na miotłach za piłkami. - Skomentowała jeszcze, bo faktycznie ją to zdziwiło. Może rzeczywiście dla niektórych to była świetna rozrywka? Sama właściwie nie pamiętała kiedy ostatnio była na meczu, pewnie jakoś w Hogwarcie.
Kolejka poruszała się bardzo powoli. Miała wrażenie, że nie dotrą tam przed rozpoczęciem, może to i lepiej, czas szybciej zleci. Wtedy poczuła się przestawiona, Stanley przesunął ją dosyć sprawnym ruchem przed siebie. Odwróciła się tylko, kiedy to zrobił i posłała mu pytające spojrzenie. Nie wiedziała dlaczego tak zrobił.
Wzięła bilet, który jej przekazał do ręki, obejrzała go dokładnie. - Nie boję się wysokości, nie żebym była jej jakąś ogromną pasjonatką, ale nie będę panikować. - Zrozumiałe, że o to zapytał. Lepiej teraz, niż gdyby weszła na trybuny i zaczęła panikować.
Borgin ponownie zaczął opowiadać o quidditchu, Stella starała się go uważnie słuchać, ale doszła do tego matematyka i naprawdę coraz mnie rozumiała. Jeszcze chwila, moment, a już nic nie będzie wiedzieć. - 10 punktów to chyba niewiele, może się zdarzyć wszystko. - Próbowała to jakoś sobie zobrazować. Poczuła jego rękę lądującą na jej ramieniu, jednak na to nie zareagowała, za bardzo była przejęta tym, że nie rozumie nic z quidditcha.
- To się może tak szybko skończyć? - Zapytała z dosyć sporym entuzjazmem. Czyli mogła mieć jeszcze nadzieję, że sprawa skończy się bardzo szybko. Pewnie Borgin byłby nieszczęśliwy, ale ona zupełnie przeciwnie.
- Nie wiem jak Ty to wszystko ogarniasz Stanley, to jakieś poważne wyliczenia, chyba mnie przerastają. - Postanowiła przyznać, że nie bardzo się w tym odnajduje.
Avery była przyzwyczajona do tego, że muzyka brzmi nieco inaczej, ale nie dało się nie usłyszeć skandujacych kibiców, pewnie za chwilę zacznie się to spotkanie. - Też będziesz śpiewał? - Pewnie tak, zauważyła już, że naprawdę się tym mocno interesował, dałaby sobie rękę obciąć, że zna wszystkie przyśpiewki.
Stella również podała bilet, żeby móc wejść do środka, pozostawało się jeszcze wdrapać pp schodach i będą na miejscu. Czuła się, jakby przebiegła maraton, nie sądziła, że to będzie takie trudne. - Oczywiście, jakby coś to mnie łap, tylko tak, żeby sobie nie zrobić przy okazji krzywdy. - Jak zawsze był gotowy służyć jej pomocą, ogromnie jej to schlebiało.
Jakimś cudem udało im się wdrapać na górę, mogli zająć swoje miejsca. Stella starała się powoli oddychać i uspokoić oddech, bo kosztowało ją to sporo wysiłku. Trochę żałowała, że nie poprosiła Stanleya o piwo, ale nie zamierzała się teraz po nie wracać.