- Twoje słowa brzmią niemal pokrzepiająco - odpowiedział z pewnym przekąsem. Co prawda ledwo wyczuwalnym i nie kierowanym bezpośrednio do niej, ale coś w nim niechętnie przyznawało jej rację. Nazwisko liczyło się bardziej niż to jak prezentował się czarodziej, ale nie pasowanie do reszty ludzi w wyraźny sposób, mogło wprawiać w pewnego rodzaju paranoję na tym punkcie. Leviathan miał kompleksy na punkcie swojej klatwy, tym bardziej podsycane, im mocniej przypatrywał się temu jak momentami był traktowany Lazarus. Jego ojciec miał momentami wiele do powiedzenia, i nie chodziło tutaj o jakieś czystokrwiste postulaty, a zwykłą potrzebę dbania o stworzenia i środowisko. Wszystko zbywane i odrzucane dlatego, że nie pasował. Że pochłaniała go klątwa, kawałek po kawałku. Jego syn nie mógł pozbyć się wrażenia, że jego też czekał taki los. Jeśli nie od rodziny to od reszty społeczeństwa i już teraz widział tego zaczątki. Ba, widział to juz w szkolnych czasach.
- Tak szybko po zerwaniu zaręczyn? Jeszcze ktoś uznałby mnie za desperata - odparł, niby w równie żartobliwym tonie, nawet jeśli tej odpowiedzi nie wymagała. Było wiele rzeczy, które ciągnęły go do tyłu na różnych polach, a na tym matrymonialnym oprócz klątwy, był to prosty fakt że jeszcze z trzy miesiące temu był zaręczony. Rozstanie się z Macmillan nigdy nie urosło do skali skandalu, ale dało się zauważyć że jej rodzina była niepocieszona. Jego z resztą też, bo podobno (a może mu się to tylko wydawało) Lazarus i ojciec Sary darzyli się jakąś sympatią, jeśli nie powiedzieć przyjaźnią. A to jak stary Rowle formułował słowa w liście do syna sugerowało, że mu na tym skojarzeniu zależało.
- Obawiam się to za dużo powiedziane - odpowiedział po chwili zastanowienia. - Może to klątwa, a bardzo bym nie chciał, by coś takiego się za mną ciągnęło. Albo urok. Jeśli ktoś mnie prześladuje, to cóż, życzę mu powodzenia w patrzeniu na krajobrazy Snowdonii, przynajmniej napatrzy się na cudy natury - prychnął, trochę próbując to zmienić w żart. - Jeśli miałabyś na to czas, to nie omieszkam skorzystać z twojej pomocy - nie drgnął nawet, kiedy wyciągnęła do niego ręce, poddając się bez oporów badaniom których się podjęła. - Przykro mi, że musisz teraz tyle czasu spędzać z biurze. Potrafię sobie wyobrazić, że akurat Departament Przestrzegania Prawa cierpi teraz na największe nakłady pracy. Mam jednak nadzieję, że wszystko szybko wróci do normy. Przynajmniej dla ciebie.
Go on, stick your bloody head in the jaws of the beast