• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Pokątna v
« Wstecz 1 2 3 4 5 … 10 Dalej »
[19.10.1972] Let's talk about curses | Benjy & Nora

[19.10.1972] Let's talk about curses | Benjy & Nora
Local Dumbass
I’m gonna give you fair warning that I…
I’m not a saint, but I could be if I try
Lord knows I've got habits to break
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / potężnie zbudowany, szerokie barki, rozbudowany kark, ciężka masa mięśni bardziej przypominająca taran niż sylwetkę biegacza / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka i pęknięty, częściowo brakujący fragment lewej jedynki / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#12
01.05.2026, 00:24  ✶ (Ten post był ostatnio modyfikowany: 01.05.2026, 01:32 przez Benjy Fenwick.)  
Nie rozwinąłem tego, z czym do niej przyszedłem, od razu, bo wiedziałem, że jeśli zacznę od końca, od wniosków, które dla mnie były już prawie oczywiste, to dla niej zabrzmi to jak coś wyjętego znikąd, a tego chciałem uniknąć - wiedziałem też, iż każde słowo od tego momentu będzie miało znaczenie, którego nie da się już cofnąć ani złagodzić, a chociaż niespecjalnie się znaliśmy, nie byliśmy sobie bliscy i trudno byłoby nawet nazwać nas „kolegami”, dzieliliśmy wspólnych bliskich. Nora Figg była ważną częścią życia kogoś, kto był dla mnie jak rodzina, poza tym zdążyłem całkiem ją polubić, odczuwałem wobec niej coś na kształt sympatii, więc należało, bym zachowywał się wobec niej tak jak na to zasługiwała - a zasługiwała na przemyślane, wyważone przedstawienie jej mojej wersji wydarzeń.
- Infolmasje się pszydadzą. - Odpowiedziałem, nie odrywając od niej wzroku, bo to nie była uprzejma wymiana zdań, tylko coś, co wymagało precyzji. - Chociasz część jusz mam. Muszę je tylko potwieldziś. - Nie mówiłem nic o tym, jakobym mógł też jakieś wykluczyć, ponieważ nie wydawało mi się, by to był ten przypadek, w którym mógłbym się spektakularnie mylić i podnosić fałszywy alarm - nie powiedziałem tego, by ją zaniepokoić, raczej żeby przygotować grunt pod to, co miało nadejść, bo im dłużej słuchałem jej tonu, tej lekkości, z jaką mówiła o sprawach, które dla mnie zaczynały wyglądać zupełnie inaczej, tym wyraźniej widziałem, jak bardzo nasze spojrzenia na tę samą rzecz się rozmijały.
- Nie chodzi o to, czy o tym myślałem. - Pokręciłem głową, poprawiając ją, ale ani nie zaprzeczając, ani nie potwierdzając tego, czy powinna się martwić. W moim spojrzeniu pojawiło się coś cięższego niż wcześniej, coś, czego nie przykrywał już ani półuśmiech, ani luźny ton rozmowy. - Chodzi o to, dlaczego nie pszestałem. - To była subtelna różnica, ale istotna, taka, która wyznaczała granicę między przeczuciem a czymś, co zaczynało opierać się na konkretnych obserwacjach. Czasem rzeczy wychodziły na wierzch dopiero wtedy, kiedy wszystko inne przestawało zagłuszać sygnał.
- Powinnaś zwlóciś na to uwagę. - Dodałem bez ogródek, ale też bez ostrości, raczej rzeczowo niż surowo. - Nie dlatego, sze o tym myślałem, tylko dlatego, sze miałem powód, szeby do tego wlacaś. Maltwienie się samo w sobie niczego nie zmienia. Pytanie, czy jest powód. - Westchnąłem cicho, bardziej pod nosem, niż na głos.
Oparłem dłonie o blat, splatając palce mocniej, niż było to konieczne, przyglądałem jej się uważnie, kiedy odpowiadała na moje wcześniejsze spostrzeżenie, i choć jej reakcja była dokładnie taka, jakiej można było się spodziewać - lekka, niemal żartobliwa, sprowadzająca wszystko do cechy charakteru, do wrodzonej niezdarności - to właśnie ta pewność, z jaką to mówiła, sprawiła, że moje podejrzenia tylko się umocniły. W tym, co dla niej było zwykłą codziennością, dla mnie kryło się coś znacznie mniej oczywistego - coś, co nie pasowało do obrazu zwykłego roztrzepania, chociaż z zewnątrz mogło się jako takie bez trudu maskować. Obserwowałem ją jeszcze uważniej, analizując nie tylko słowa, ale i sposób, w jaki je wypowiadała, tę pewność, która nie była oparta na sprawdzeniu, w czym tkwił problem, tylko na przyzwyczajeniu, na latach powtarzania sobie, że „tak już jest”.
Pytanie o to, czy to problem, zawisło między nami na moment dłużej, niż powinno, bo odpowiedź nie była tak prosta, jak mogłaby chcieć - choć mówiła lekko, niemal żartobliwie, to dla mnie to, co uznawała za zwyczajne, układało się w coś znacznie mniej niewinnego, co nie pasowało ani do przypadku, ani do zwykłego roztargnienia, ani tym bardziej do tego, jak funkcjonowała w innych obszarach swojego życia - zbyt sprawnie, zbyt precyzyjnie, zbyt konsekwentnie, by to wszystko można było zrzucić na jeden, prosty wniosek. Westchnąłem cicho, przeciągając dłonią po karku i wbijając spojrzenie w kubek przede mną, zanim znów na nią spojrzałem - poczułem znajome ukłucie irytacji, nie skierowanej w jej stronę, tylko w stronę tej całej sytuacji, która była aż zbyt podręcznikowa, by uznać ją za przypadek, a jednocześnie na tyle subtelna, by przez długi czas uchodzić za zwykłą cechę charakteru.
- Nie pszekonuje mnie, sze to tylko „taki ulok”. - Stwierdziłem, już bez tej warstwy uprzejmości, która towarzyszyła naszej wcześniejszej rozmowie, podwójne znaczenie tego określenia nie było przypadkowe, co jak co, ale od uroku do przekleństwa była już całkiem krótka droga. - Widzisz… To nie jest spójne. Nie do końca. - Nie powiedziałem tego z satysfakcją, a z tym specyficznym ciężarem, który trudno było ukryć, bo wiedza, którą się posiadało, czasem była bardziej kłopotliwa niż jej brak, zwłaszcza gdy dotyczyła kogoś, kto siedział tuż obok i najwyraźniej nie zdawał sobie sprawy z tego, że coś było nie tak. Nie była to krytyka, nie było w tym osądu, to była chłodna obserwacja, oparta na tym, co widziałem i co zdążyłem zapamiętać, bo właśnie na tym polegała moja praca - na wyłapywaniu rzeczy, które nie zgadzały się ze sobą, nawet jeśli na pierwszy rzut oka wyglądały niewinnie.
- Ludzie balso łatwo pszyzwyczajają się do szeszy, któle zmieniają się powoli. - Kontynuowałem, spokojnie, całkiem rzeczowo, jak na mój zwyczajowy styl rozmowy. Wiedziałem, że nie dało się tego przyjąć od razu bez oporu, bez prób zepchnięcia tego z powrotem do kategorii drobnych, nieszkodliwych przywar, które można było skwitować uśmiechem i wzruszeniem ramion - co sam pewnie próbowałbym zrobić, będąc na miejscu Nory - a jednak to, co widziałem, nie mieściło się już w tej wygodnej definicji. To, że do tego wróciłem, oznaczało, że nie pasowało mi to na tyle, żeby nie dać temu spokoju. - Jeśli coś pszesuwa się o milimetl dziennie, po tygodniu nikt nie zauwaszy lósznicy. Po miesiącu uzna to za nolmę. Nim się obejszy, tkwi w jakimś „zawsze”. Tyle tylko, sze to „zawsze” nie jest stałą. I jeśli chcesz znaś moje zdanie, to „zawsze” plawie nigdy nie jest stabilne. Glanica tego, co mosna uznaś za „nolmę” jest balso elastyczna. - Nie mówiłem tego, żeby ją przestraszyć, ale też nie zamierzałem łagodzić przekazu bardziej, niż było to konieczne. - Nie twielsę, sze wszystko, co lobisz, wynika s jakiegoś zewnętsznego bodźca - zrobiłem krótką, znaczącą pauzę - ale twielsę, sze byś mosze coś wpływa na twoją pelcepcję. Na kooldynację. Na to, jak odbielasz pszestszeń wokół siebie. - Głos miałem niski, równy, pozbawiony zbędnych emocji, jak wtedy, gdy analizowałem coś w pracy. - Nie chodzi o to, sze telas lobisz komuś kszywdę, ale jeśli mam byś s tobą szczely, to… To mose postępowaś. - Zawahałem się na ułamek sekundy, nie dlatego, że nie wiedziałem, co powiedzieć - wręcz przeciwnie - dlatego, że wiedziałem dokładnie, jak to zabrzmi. - A jeśli będzie postępowaś, to w pewnym momencie plawdopodobnie pszestanie dotyczyś tylko ciebie. - Pozwoliłem, by to wybrzmiało, bo z pewnością oboje wiedzieliśmy, iż nawet teraz, kiedy robiła sobie krzywdę „przypadkiem”, to nie działo się to w próżni - ludzie wokół to widzieli, reagowali, próbowali pomóc, zatrzymać ją, złapać, kiedy traciła równowagę… I wystarczył jeden raz, kiedy coś przesunie się odrobinę bardziej niż powinno, jeden moment, w którym ktoś znajdzie się nie tam, gdzie myślał, że jest, i wtedy…


[Obrazek: 4GadKlM.png]
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Benjy Fenwick (7571), Nora Figg (5358)




Wiadomości w tym wątku
[19.10.1972] Let's talk about curses | Benjy & Nora - przez Nora Figg - 21.04.2026, 09:54
RE: [19.10.1972] Let's talk about curses | Benjy & Nora - przez Benjy Fenwick - 21.04.2026, 12:21
RE: [19.10.1972] Let's talk about curses | Benjy & Nora - przez Nora Figg - 21.04.2026, 13:47
RE: [19.10.1972] Let's talk about curses | Benjy & Nora - przez Benjy Fenwick - 21.04.2026, 17:30
RE: [19.10.1972] Let's talk about curses | Benjy & Nora - przez Nora Figg - 21.04.2026, 19:46
RE: [19.10.1972] Let's talk about curses | Benjy & Nora - przez Benjy Fenwick - 21.04.2026, 21:42
RE: [19.10.1972] Let's talk about curses | Benjy & Nora - przez Nora Figg - 22.04.2026, 00:40
RE: [19.10.1972] Let's talk about curses | Benjy & Nora - przez Benjy Fenwick - 24.04.2026, 12:37
RE: [19.10.1972] Let's talk about curses | Benjy & Nora - przez Nora Figg - 24.04.2026, 20:24
RE: [19.10.1972] Let's talk about curses | Benjy & Nora - przez Benjy Fenwick - 30.04.2026, 19:42
RE: [19.10.1972] Let's talk about curses | Benjy & Nora - przez Nora Figg - 30.04.2026, 22:36
RE: [19.10.1972] Let's talk about curses | Benjy & Nora - przez Benjy Fenwick - 01.05.2026, 00:24
RE: [19.10.1972] Let's talk about curses | Benjy & Nora - przez Nora Figg - 04.05.2026, 20:41
RE: [19.10.1972] Let's talk about curses | Benjy & Nora - przez Benjy Fenwick - 07.05.2026, 14:58
RE: [19.10.1972] Let's talk about curses | Benjy & Nora - przez Nora Figg - 07.05.2026, 20:29
RE: [19.10.1972] Let's talk about curses | Benjy & Nora - przez Benjy Fenwick - 15.05.2026, 13:31
RE: [19.10.1972] Let's talk about curses | Benjy & Nora - przez Nora Figg - 20.05.2026, 17:19

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa