03.05.2026, 14:59 ✶
Ceolsige nie spieszyła się z zejściem na ziemię. Pozostała na lewitującej miotle, pozwalając, by to Hestia przejęła ciężar relacjonowania ich ostatnich przygód. Siedziała swobodnie, bokiem, z jedną dłonią opartą o trzonek, co nadawało jej wyglądowi pewnej nonszalancji, niemal niepasującej do powagi sytuacji. Jedynie na moment jej twarz wykrzywił grymas – ni to nagłego ukłucia bólu, ni to głębokiej dezaprobaty – gdy spróbowała poruszyć opatrzonym kciukiem. Szybko jednak odzyskała maskę uprzejmego spokoju, a jej dłoń wróciła do bezruchu na zielonym materiale spódnicy.
Kiedy Peregrinus wspomniał o duchu, oczy Ceolsige rozbłysły, a na jej ustach wykwitł zagadkowy uśmiech pewnej satysfakcji. Jakby to co powiedziała Peregrinus były tym co spodziewała się, że zostanie powiedziane. Twarz pokraśniała nieco cieplejszym uśmiechem skierowanym do jasnowidza.
— Mafię? — powtórzyła za Hannibalem, a w jej głosie pobrzmiewała nuta wyniosłej, niemal złośliwej satysfakcji. — Grubiańska zbieranina, którą pokarał sam budynek za niechlujnie przeprowadzone przeszukanie. Powinni byli zająć się raczej remontem dachu. Rozrywkowa acz mało owocna wizyta, gdyby nie znaleziska Hestii. - Wykonała dłonią delikatny gest zgarniając kilka kosmków na miejsce. Ruch palców stracił sporo zwyczajowej płynności i gest mimo całego powaby wydał się nieco bardziej sztywny niż nonszalancki.
- Twoje pytania wydają się krążyć wokół właściwych tropów. Wasze odkrycie Panowie wydaje się elegancko wpasowywać w układankę. - Skinęła uprzejmie głową w jednym płynnym ruchu obu panom. Gest potwierdzenie ale i też aprobaty. - Leonard może być duchem i to starym, który opętał kobietę w sposób bardziej romantyczny niż tradycyjne środki istot eterycznych. Informacje wskazują na fana i bywalca rewii, ale jednocześnie pracownicy nigdy kochanka nie spostrzegli i nawet podejrzewali, że to mugol z miasteczka. Zręczność z jaką unikał wykrycia wskazywałaby, że zna dość dobrze nawiedzany teren.
Podlewitowała na miotle bliżej naprawionej runy chwile się jej przyglądając. - Dobrze. - Odparła trochę sztywno. -Ze skrytki zabrano już to czego chroniła. Pozostaje nadzieja, że ukrywa się tam wskazówka odnośnie tego gdzie należy udać się następnie. Skoro Leonard zdążył was jeszcze nawiedzić to ich plan najpewniej nadal jest w toku i możemy ocalić kurort przed stratą najładniejszego ogona. -
Trąciła czubkiem buta wystający z ziemi kawałek muru, traktując go jak kotwicę dla miarowo bujającej się miotły.
- Myślę, że Leonard nie będzie skory do współpracy. Jeżeli nie macie nic przeciwko to chciałabym poszukać wejścia w zupełnej ciszy. Może jedno z was wspomogłoby mnie wyczarowaniem odpowiednio bezgłośnej strefy? - Skierowała pytanie w sposób uprzejmy, zostawiając wygodna przestrzeń do decyzji towarzyszom.
Kiedy Peregrinus wspomniał o duchu, oczy Ceolsige rozbłysły, a na jej ustach wykwitł zagadkowy uśmiech pewnej satysfakcji. Jakby to co powiedziała Peregrinus były tym co spodziewała się, że zostanie powiedziane. Twarz pokraśniała nieco cieplejszym uśmiechem skierowanym do jasnowidza.
— Mafię? — powtórzyła za Hannibalem, a w jej głosie pobrzmiewała nuta wyniosłej, niemal złośliwej satysfakcji. — Grubiańska zbieranina, którą pokarał sam budynek za niechlujnie przeprowadzone przeszukanie. Powinni byli zająć się raczej remontem dachu. Rozrywkowa acz mało owocna wizyta, gdyby nie znaleziska Hestii. - Wykonała dłonią delikatny gest zgarniając kilka kosmków na miejsce. Ruch palców stracił sporo zwyczajowej płynności i gest mimo całego powaby wydał się nieco bardziej sztywny niż nonszalancki.
- Twoje pytania wydają się krążyć wokół właściwych tropów. Wasze odkrycie Panowie wydaje się elegancko wpasowywać w układankę. - Skinęła uprzejmie głową w jednym płynnym ruchu obu panom. Gest potwierdzenie ale i też aprobaty. - Leonard może być duchem i to starym, który opętał kobietę w sposób bardziej romantyczny niż tradycyjne środki istot eterycznych. Informacje wskazują na fana i bywalca rewii, ale jednocześnie pracownicy nigdy kochanka nie spostrzegli i nawet podejrzewali, że to mugol z miasteczka. Zręczność z jaką unikał wykrycia wskazywałaby, że zna dość dobrze nawiedzany teren.
Podlewitowała na miotle bliżej naprawionej runy chwile się jej przyglądając. - Dobrze. - Odparła trochę sztywno. -Ze skrytki zabrano już to czego chroniła. Pozostaje nadzieja, że ukrywa się tam wskazówka odnośnie tego gdzie należy udać się następnie. Skoro Leonard zdążył was jeszcze nawiedzić to ich plan najpewniej nadal jest w toku i możemy ocalić kurort przed stratą najładniejszego ogona. -
Trąciła czubkiem buta wystający z ziemi kawałek muru, traktując go jak kotwicę dla miarowo bujającej się miotły.
- Myślę, że Leonard nie będzie skory do współpracy. Jeżeli nie macie nic przeciwko to chciałabym poszukać wejścia w zupełnej ciszy. Może jedno z was wspomogłoby mnie wyczarowaniem odpowiednio bezgłośnej strefy? - Skierowała pytanie w sposób uprzejmy, zostawiając wygodna przestrzeń do decyzji towarzyszom.