04.05.2026, 21:17 ✶
– Tak – odpowiedział na pytanie, które być może wcale na tę odpowiedź nie czekało, a jednak Dolohov uznał to za na tyle istotne, aby wciąć się Trelawneyowi w wypowiedź. – Nasze rozmowy. – I tyle wystarczyło.
Nie chodziło tu nawet o to, jak dobrze słuchało mu się jego głosu, ani o to, w jaki sposób oboje pięknie dobierali słowa. Nie chodziło o flow, nie chodziło o zbliżoną wiedzę pozwalającą na podejmowanie tematów, których zwyczajnie nie mógł podjąć z innymi, bo zbyt szybko coś co miało być dialogiem zamieniało się w wykład. Każda relacja Dolohova opierała się w mniejszym lub większym stopniu na fałszu. Każda, absolutnie każda, z wyjątkiem tej jednej. Czuł się w niej wręcz nagi. Peregrinus wiedział aż za dużo – wiedział o jego nerwowości, wiedział o jego obsesjach, o jego żonie, o Morpheusie. On wiedział o wszystkim! Widział każdą szklaneczkę ginu, każdą wyrzucaną do kosza paczkę papierosów. Obserwował uważnie sukcesy, porażki i rozczarowania. Pozostawało kwestią czasu, aż dowie się o tym, jak naprawdę wyglądało dzieciństwo w smutnej posiadłości w Little Hangleton. To było przerażające i w jakiś sposób wzbudzało w nim lęki, ale jednocześnie było bardzo, ale to bardzo… proste. Człowiek będący spełnieniem jego marzeń peszył się właśnie objęty kościstą ręką chodzącej ruiny, jaką był Dolohov, a starzejący się prorok potrafił zastanawiać się tylko nad jednym – czy on w ogóle wiedział, jak bardzo jego szef pragnął mieć obok siebie kogoś, komu mógłby minimalnie zaufać? Czy on wiedział, jak bardzo był w tej relacji czczony? Od lata rzadko pojawiało się coś, czym nie chciał się z nim podzielić.
To prawdopodobnie największe błogosławieństwo dla wszechświata, że Peregrinus nie okazał się być kimś moralnie złym. Uzależnienie od drugiego człowieka, kiedy ten ciągnie cię w dół jest niebezpieczne. Dolohov natomiast nie zrujnowałby swoim upadkiem jedynie swojego życia – razem ze sobą pociągnąłby wielu.
– W takim razie styl życia, jaki prowadzą znani homoseksualiści chroni twój komfort – zauważył dość sprawnie, przesuwając spojrzeniem po jego twarzy. Nie krył lekkiego rozbawienia. – Mając na uwadze jak bardzo lubię zewnętrzny połysk, nogi odpadłyby ci po drugim przyjęciu, na którym byś mi towarzyszył. Zawsze frustrowało mnie to, że stoisz w tłumie i patrzysz się, kiedy ja próbuję nie pomylić kroków. – Wypuścił szybciej powietrze. – Nie chodzi mi o to, że cię chcę zamęczyć. Po prostu... – Zatrzymał się nagle. Ich wędrówka zaprowadziła ich w pobliże stawu. Vakel nie wpatrywał się jednak w wodę, tylko w swojego partnera. Nie ściągnął z niego ręki. – Moje małżeństwo i cała jego otoczka jest oczywiście fałszem, ale nie jest kłamstwem to, że to właśnie takiego życia zawsze pragnąłem. Kiedy byłem dzieckiem, naiwnie marzyłem o publicznych, romantycznych gestach i deklaracjach na ślubnym kobiercu. Takich nie będących bzdurami wyssanymi z palca. To nie jest... Nie interpretuj tego jako mojego nieszczęścia. Właściwie to bardzo podoba mi się to, że na przekór wszystkiemu, mogę stać tu z tobą i wpatrywać się w to, jak światło księżyca otula ci twarz. – Jego uśmiech się pogłębił.
W świecie, w którym mógłby żyć w taki sposób, w jaki zaplanował sobie przed osiągnięciem dojrzałości, tak naprawdę nigdy by się nie spotkali. A nawet jeśli – z pewnością nie wiązałaby ich tego typu relacja.
Nie chodziło tu nawet o to, jak dobrze słuchało mu się jego głosu, ani o to, w jaki sposób oboje pięknie dobierali słowa. Nie chodziło o flow, nie chodziło o zbliżoną wiedzę pozwalającą na podejmowanie tematów, których zwyczajnie nie mógł podjąć z innymi, bo zbyt szybko coś co miało być dialogiem zamieniało się w wykład. Każda relacja Dolohova opierała się w mniejszym lub większym stopniu na fałszu. Każda, absolutnie każda, z wyjątkiem tej jednej. Czuł się w niej wręcz nagi. Peregrinus wiedział aż za dużo – wiedział o jego nerwowości, wiedział o jego obsesjach, o jego żonie, o Morpheusie. On wiedział o wszystkim! Widział każdą szklaneczkę ginu, każdą wyrzucaną do kosza paczkę papierosów. Obserwował uważnie sukcesy, porażki i rozczarowania. Pozostawało kwestią czasu, aż dowie się o tym, jak naprawdę wyglądało dzieciństwo w smutnej posiadłości w Little Hangleton. To było przerażające i w jakiś sposób wzbudzało w nim lęki, ale jednocześnie było bardzo, ale to bardzo… proste. Człowiek będący spełnieniem jego marzeń peszył się właśnie objęty kościstą ręką chodzącej ruiny, jaką był Dolohov, a starzejący się prorok potrafił zastanawiać się tylko nad jednym – czy on w ogóle wiedział, jak bardzo jego szef pragnął mieć obok siebie kogoś, komu mógłby minimalnie zaufać? Czy on wiedział, jak bardzo był w tej relacji czczony? Od lata rzadko pojawiało się coś, czym nie chciał się z nim podzielić.
To prawdopodobnie największe błogosławieństwo dla wszechświata, że Peregrinus nie okazał się być kimś moralnie złym. Uzależnienie od drugiego człowieka, kiedy ten ciągnie cię w dół jest niebezpieczne. Dolohov natomiast nie zrujnowałby swoim upadkiem jedynie swojego życia – razem ze sobą pociągnąłby wielu.
– W takim razie styl życia, jaki prowadzą znani homoseksualiści chroni twój komfort – zauważył dość sprawnie, przesuwając spojrzeniem po jego twarzy. Nie krył lekkiego rozbawienia. – Mając na uwadze jak bardzo lubię zewnętrzny połysk, nogi odpadłyby ci po drugim przyjęciu, na którym byś mi towarzyszył. Zawsze frustrowało mnie to, że stoisz w tłumie i patrzysz się, kiedy ja próbuję nie pomylić kroków. – Wypuścił szybciej powietrze. – Nie chodzi mi o to, że cię chcę zamęczyć. Po prostu... – Zatrzymał się nagle. Ich wędrówka zaprowadziła ich w pobliże stawu. Vakel nie wpatrywał się jednak w wodę, tylko w swojego partnera. Nie ściągnął z niego ręki. – Moje małżeństwo i cała jego otoczka jest oczywiście fałszem, ale nie jest kłamstwem to, że to właśnie takiego życia zawsze pragnąłem. Kiedy byłem dzieckiem, naiwnie marzyłem o publicznych, romantycznych gestach i deklaracjach na ślubnym kobiercu. Takich nie będących bzdurami wyssanymi z palca. To nie jest... Nie interpretuj tego jako mojego nieszczęścia. Właściwie to bardzo podoba mi się to, że na przekór wszystkiemu, mogę stać tu z tobą i wpatrywać się w to, jak światło księżyca otula ci twarz. – Jego uśmiech się pogłębił.
W świecie, w którym mógłby żyć w taki sposób, w jaki zaplanował sobie przed osiągnięciem dojrzałości, tak naprawdę nigdy by się nie spotkali. A nawet jeśli – z pewnością nie wiązałaby ich tego typu relacja.
with all due respect, which is none