Dopiero gdy rozsiadła się wygodnie zaczęła się rozglądać. Faktycznie, miejsce było całkiem ciekawe, naprawdę sporo można było stąd zobaczyć, a ta wysokość dodawała temu wszystkiemu uroku. Pewnie jeszcze lepiej by było spoglądać w ten sposób na jakieś, jezioro, czy morze, a nie stadion, jednak w tym momencie musiała się cieszyć tym, co miała. Najważniejsze, że Stanley był szczęśliwy - co do tego miała pewność. Nie dało się nie zauważyć jego entuzjazmu związanego z tym wydarzeniem.
Co najważniejsze udało im się dotrzeć na czas, pomimo tego, że Avery była pewna, że im się nie uda. Jak widać nie zawsze miała rację. Może to i lepiej, Borgin na pewno nie mógłby sobie wybaczyć, gdyby przegapił początek. Nie pozostawało nic innego, jak poczekać te kilka minut, spotkanie miało się zacząć lada moment.
- Nam się zawsze wszystko udaje. - Powiedziała z uśmiechem, tym razem szczerym do Borgina. W sumie ostatnio kiedy współpracowali odnosili same sukcesy, najwyraźniej im to służyło, chociaż gdyby Stanley przyszedł tu sam, to na pewno znalazłby się na trybunach dużo szybciej, nie miałby balastu w postaci Stelli, ale wolała już nie drążyć tego tematu.
Zaczęło się robić głośno, coraz głośniej. Kibice przejmowali inicjatywę. Czuła, że Ci ludzie są tutaj razem, nie było między nimi żadnych podziałów, śpiewali jednym głosem pieśń dla swojej ukochanej drużyny. To było naprawdę pokrzepiające. Stella zastanawiała się, jak to jest być na miejscu tych zawodników. Czy w ogóle robi to na nich wrażenie? W końcu z czasem pewnie człowiek to tego przywyka, chociaż wydawało jej się, że może nie do końca. Tak jak ona, też zdarzało jej się czuć trochę stresu przed występami, mimo, że robiła to ciągle.
Stella spoglądała na boisko, w końcu trudno by było, gdyby tego nie robiła, jednak nie ekscytowała się tym tak, jak Borgin. Nie krzyczała, nie śpiewała, nie była najlepszym kibicem. Może z czasem nabierze wprawy, choć przecież zarzekała się chwilę temu, że to jej pierwszy i ostatni mecz. Kiedy jednak zobaczyła ile radości daje to mężczyźnie trochę zmieniła zdanie, ale tylko odrobinę, mogłaby się zastanowić nad jeszcze jednym meczem, ale za jakiś czas, minimum pół roku.
Usłyszała, że na boisko wchodzi ta dziewczyna, o której opowiadał jej Borgin. Wtedy się wychyliła, żeby zobaczyć jak wygląda. Jedyna, co udało jej się dostrzec z takiej odległości to włosy, w kolorze ognia, nie dało się ich przegapić, dzięki nim łatwiej było ją dostrzec na boisku. Avery doceniała to, że kobiety tak wyśmienicie radziły sobie w starciu z mężczyznami, w końcu zawsze twierdzono, że są słabsze fizycznie, te tutaj udowadniały, że wcale tak nie jest, wręcz przeciwnie.
Oczywiście nie wspomniała o swoich przemyśleniach towarzyszowi, który był przecież fanatykiem przeciwnej drużyny. Wolałaby mu się nie narazić. Czekała na początek, Stanley jeszcze ją uswiadomił, że już prawie, już zaraz się zacznie. Im szybciej się zacznie - tym szybciej się skończy. Mogli więc już zacząć mecz, szybko złapać znicz i będzie po wszystkim. Mogłaby ta nowa, ruda pokazać jak się gra, zaimponować tym ludziom, ona by się pokazała, a oni mieli odhaczony wspólny mecz. Miała nadzieję, że faktycznie tak będzie.
Mecz się rozpoczął, zawodnicy obu drużyn wzbili się w powietrze i zaczęli zajmować swoimi obowiązkami. Stella pewnie nie potrafiłaby nawet ich wszystkich nazwać... Ale patrzyła, starała się nadążyć za wszystkimi piłkami, chociaż nie szło jej to specjalnie dobrze.
Mecz faktycznie był bardzo emocjonujący. Żadna z drużyn nie dopuszczała, każda ze stron chciała wygrać. Z czasem sama zastanawiała się, jak potoczy się sytuacja. Czekała, aż poznają ostateczny wynik. Szukający jednak, póki co jeszcze nie złapali znicza, w głębi duszy chciała, żeby dziewczyna go złapała. Stella uważała, że warto udowadniać, że kobiety też mają siłę - w każdej dziedzinie.