06.05.2026, 18:40 ✶
Anaida była trudna do niezauważenia. Poza bystrością umysłu, cechowała ją aura, prezencja, którą bardzo ciężko było zignorować. W odbiorze była człowiekiem raczej szorstkim, ale bardzo konkretnym i przede wszystkim - skutecznym. Jako zarządzająca grupą archeologicznych zapaleńców musiała taka być, inaczej historykom zbyt łatwo byłoby się rozejść po piasku jak przyćpanym miodem mrówkom.
Jej żołnierski niemal krok odbijał się echem po korytarzach rosłej rezydencji Shafiq’ów, pełniącej od czasu do czasu funkcję podobną do mugolskiego muzeum historycznego. Stale godziny wycieczek były z resztą podane do oficjalnej informacji, zdarzało im się też gościć bachorzęta z Promyczka, Słoneczka, czy jak ten składzik na dzieci się nazywał.
Drugiego września Icarus miał sporo szczęścia, ponieważ Anaida była w szampańskim nastroju. Potwierdzono jej pozwolenia i wszelkie dokumentacje na wyprawę do Maroko i to bez dopraszania się w ulubionym Ministerstwie Spraw Wszelakich Poza Anglią. Jej szata w kolorze khaki miała spore rozcięcia, odsłaniające spodnie wsunięte w wysokie do kolan buty, podobne raczej do tych, które nosili zawodnicy quidditchowscy. Burza loków okalająca jej przystojną, niosącą skojarzenia z Indiami twarz, zatrzęsła się w mało subtelnie skrywanym rozbawieniu. Podparła się o jeden z filarów przy korytarzu, cmokając na Prewetta jak na konia.
- Proszę, proszę… ciągnie wilka do lasu co? - parsknęła, przenosząc wzrok na gobelin i krzywiąc się nieco na fakt, że nieoczekiwany gość wybrał sobie do podziwiania cokolwiek nowożytnego. - Zmienił Ci się gust przez przesiadywanie w otoczeniu butelek czy co? Imperium upadło w Twoim sercu na rzecz naściennych mugolskich szmatek? Nie przyzwyczajaj się do niego, jak tylko przywiozę dywany z Maroka… będzie czym sycić oczy. Mauretańskie cudeńka jeszcze sprzed wpływu Twoich ulubieńców. - z łatwością przeszła w przechwałki, ale zwyczajnie zadra po jego odmowie była zbyt wielka, żeby teraz nie przepuścić okazji, nawet jeśli strzelała na ślepo. - A może jednak już działa kultury tworzone pod wpływem… niekoniecznie alkoholowym? Gdyby tylko był w okolicy jakiś znawca… - teatralnie przewróciła oczyma, po czym szturchnęła Icarusa w ramię i kiwnęła głową w stronę trzeciego piętra. - Chodź młody, założę się, że nie było Cię w starożytnym skrzydle i nie widziałeś tego co nazwoziłam w zeszłym roku. Nie wszystko jeszcze odrestaurowaliśmy, ale mamy autentyczny róg z nektarem, nasi klubowi pieczęciarze są o krok od przełomu, żeby zaczął się z niego znów lać płyn, którym raczyli się za Oktawiana Augusta. - kusiła bezczelnie, nie dbając w sumie o to, jakie interesy miał do jej rodziny syn Dedalusa.
Jej żołnierski niemal krok odbijał się echem po korytarzach rosłej rezydencji Shafiq’ów, pełniącej od czasu do czasu funkcję podobną do mugolskiego muzeum historycznego. Stale godziny wycieczek były z resztą podane do oficjalnej informacji, zdarzało im się też gościć bachorzęta z Promyczka, Słoneczka, czy jak ten składzik na dzieci się nazywał.
Drugiego września Icarus miał sporo szczęścia, ponieważ Anaida była w szampańskim nastroju. Potwierdzono jej pozwolenia i wszelkie dokumentacje na wyprawę do Maroko i to bez dopraszania się w ulubionym Ministerstwie Spraw Wszelakich Poza Anglią. Jej szata w kolorze khaki miała spore rozcięcia, odsłaniające spodnie wsunięte w wysokie do kolan buty, podobne raczej do tych, które nosili zawodnicy quidditchowscy. Burza loków okalająca jej przystojną, niosącą skojarzenia z Indiami twarz, zatrzęsła się w mało subtelnie skrywanym rozbawieniu. Podparła się o jeden z filarów przy korytarzu, cmokając na Prewetta jak na konia.
- Proszę, proszę… ciągnie wilka do lasu co? - parsknęła, przenosząc wzrok na gobelin i krzywiąc się nieco na fakt, że nieoczekiwany gość wybrał sobie do podziwiania cokolwiek nowożytnego. - Zmienił Ci się gust przez przesiadywanie w otoczeniu butelek czy co? Imperium upadło w Twoim sercu na rzecz naściennych mugolskich szmatek? Nie przyzwyczajaj się do niego, jak tylko przywiozę dywany z Maroka… będzie czym sycić oczy. Mauretańskie cudeńka jeszcze sprzed wpływu Twoich ulubieńców. - z łatwością przeszła w przechwałki, ale zwyczajnie zadra po jego odmowie była zbyt wielka, żeby teraz nie przepuścić okazji, nawet jeśli strzelała na ślepo. - A może jednak już działa kultury tworzone pod wpływem… niekoniecznie alkoholowym? Gdyby tylko był w okolicy jakiś znawca… - teatralnie przewróciła oczyma, po czym szturchnęła Icarusa w ramię i kiwnęła głową w stronę trzeciego piętra. - Chodź młody, założę się, że nie było Cię w starożytnym skrzydle i nie widziałeś tego co nazwoziłam w zeszłym roku. Nie wszystko jeszcze odrestaurowaliśmy, ale mamy autentyczny róg z nektarem, nasi klubowi pieczęciarze są o krok od przełomu, żeby zaczął się z niego znów lać płyn, którym raczyli się za Oktawiana Augusta. - kusiła bezczelnie, nie dbając w sumie o to, jakie interesy miał do jej rodziny syn Dedalusa.