15.03.2023, 01:04 ✶
- Dobra, dobra, ty się już nie tłumacz – jakkolwiek by nie patrzeć, czasem Leta bywała drażliwa. Przeważnie starała się podchodzić z dystansem, owszem, ale czasami – zwłaszcza gdy i tak była poirytowana (hej, baranie, jak mogłeś nie dać wykładu!) - takie aluzje potrafiły być niczym nastąpienie na odcisk.
Czasami.
- I owszem, powinieneś był. Chociaż czasem mam wrażenie, że najlepiej byłoby go wcisnąć do piwnicy, tylko tego brakuje, żeby nam i tutaj ściągnął na głowę całą hordę wierzycieli – burknęła – … rzeczywiście – przyznała rację Calowi bez mrugnięcia okiem.
Tak, nie miała szczególnie dobrego mniemania o Anwarze, jeśli chodziło o kwestie finansowe; podejrzewanie go o przegranie w karty ostatniego sykla – a nawet i knuta – było w końcu całkiem uzasadnione.
- No wiesz co? Łamiesz mi serce, a już myślałam, że obwieścimy światu naszą przyjaźń – zabrzmiała nieco zgrzytliwie. Ale nie, znał ją raczej na tyle, by wiedzieć, że absolutnie nie mówiła poważnie.
Wszak nie potrzebowała nikomu udowadniać, że z tym czy tamtym łączą ją więzy takie i siakie. Ważniejsze, że potrafili spojrzeć na siebie i się zrozumieć; takie błyskotki nie miały najmniejszego znaczenia.
- Hm… kawa byłaby lepsza, ale herbatą nie pogardzę – stwierdziła, przystając wraz z Calem. Rozejrzała się jeszcze parę razy, żeby się upewnić, czy przypadkiem nie wypatrzy Jamila, skupiła się na stoisku, niuchnęla…
- A co mi tam, nawet dwie wezmę. Dwie herbaty to jak pół kawy – stwierdziła w końcu. Z drugiej strony, była też trochę ciekawa oferowanych napojów no i… Tak, nie widziała powodów, by odmówić sobie odrobiny „prądu”.
!herbata korzenna
!herbata z prądem
Czasami.
- I owszem, powinieneś był. Chociaż czasem mam wrażenie, że najlepiej byłoby go wcisnąć do piwnicy, tylko tego brakuje, żeby nam i tutaj ściągnął na głowę całą hordę wierzycieli – burknęła – … rzeczywiście – przyznała rację Calowi bez mrugnięcia okiem.
Tak, nie miała szczególnie dobrego mniemania o Anwarze, jeśli chodziło o kwestie finansowe; podejrzewanie go o przegranie w karty ostatniego sykla – a nawet i knuta – było w końcu całkiem uzasadnione.
- No wiesz co? Łamiesz mi serce, a już myślałam, że obwieścimy światu naszą przyjaźń – zabrzmiała nieco zgrzytliwie. Ale nie, znał ją raczej na tyle, by wiedzieć, że absolutnie nie mówiła poważnie.
Wszak nie potrzebowała nikomu udowadniać, że z tym czy tamtym łączą ją więzy takie i siakie. Ważniejsze, że potrafili spojrzeć na siebie i się zrozumieć; takie błyskotki nie miały najmniejszego znaczenia.
- Hm… kawa byłaby lepsza, ale herbatą nie pogardzę – stwierdziła, przystając wraz z Calem. Rozejrzała się jeszcze parę razy, żeby się upewnić, czy przypadkiem nie wypatrzy Jamila, skupiła się na stoisku, niuchnęla…
- A co mi tam, nawet dwie wezmę. Dwie herbaty to jak pół kawy – stwierdziła w końcu. Z drugiej strony, była też trochę ciekawa oferowanych napojów no i… Tak, nie widziała powodów, by odmówić sobie odrobiny „prądu”.
248/890
!herbata korzenna
!herbata z prądem