11.05.2026, 21:00 ✶
Helloise nie chciała wcale, aby ów demon pojednywał się z Boginią Matką bądź innym jakim bóstwem będącym we władzy, aby udzielić mu łask. Niech się znajdzie wśród potępieńców, niech błądzi i cierpi. Niech nie będzie dla niego nigdzie miejsca, przeklinała.
Widok nadciągającego tuż za maszkarą Flinta jednocześnie przyniósł jej ulgę — nie została sama — i nowy powód do nerwów — i on był teraz w zasięgu tego zła. Był również w zasięgu rykoszetu czegokolwiek, co Helloise mogłaby chcieć cisnąć w napastnika — lecz cóż jej pozostało?
Znalazła kolejny kamień i rzuciła. Nie trafiła, ale zmusiła maszkara do uchylenia się, wypuszczenia z jednej z rąk tych wystających korzeni, po których się za nią wspinał. Zeszło się to idealnie z momentem, gdy Dægberht trącił napastnika gałęzią — i człowiek runął. Gruchnął ciężko o podłoże, ogłuszyła go moc uderzenia.
Oszołomiona czarownica, ciężko oddychając, podpełzła do krawędzi wzniesienia i wychyliła się w dół.
— Uważaj! — ostrzegła Dægberhta. — Niemożliwe, że go to zabiło. — Pełna czujnych obaw, nie spuszczała wzroku z nieprzytomnego, wolną ręką zaś sięgnęła rany na swoich plecach i wzdrygnęła się lekko, odnajdując pod palcami krawędzie rozciętego ciała. Nie sięgnął na tyle głęboko, żeby się miała wkrótce wykrwawić, lecz z pewnością będzie to wymagało zaopatrzenia.
Widok nadciągającego tuż za maszkarą Flinta jednocześnie przyniósł jej ulgę — nie została sama — i nowy powód do nerwów — i on był teraz w zasięgu tego zła. Był również w zasięgu rykoszetu czegokolwiek, co Helloise mogłaby chcieć cisnąć w napastnika — lecz cóż jej pozostało?
Znalazła kolejny kamień i rzuciła. Nie trafiła, ale zmusiła maszkara do uchylenia się, wypuszczenia z jednej z rąk tych wystających korzeni, po których się za nią wspinał. Zeszło się to idealnie z momentem, gdy Dægberht trącił napastnika gałęzią — i człowiek runął. Gruchnął ciężko o podłoże, ogłuszyła go moc uderzenia.
Oszołomiona czarownica, ciężko oddychając, podpełzła do krawędzi wzniesienia i wychyliła się w dół.
— Uważaj! — ostrzegła Dægberhta. — Niemożliwe, że go to zabiło. — Pełna czujnych obaw, nie spuszczała wzroku z nieprzytomnego, wolną ręką zaś sięgnęła rany na swoich plecach i wzdrygnęła się lekko, odnajdując pod palcami krawędzie rozciętego ciała. Nie sięgnął na tyle głęboko, żeby się miała wkrótce wykrwawić, lecz z pewnością będzie to wymagało zaopatrzenia.
dotknij trawy