11.05.2026, 20:01 ✶
Peregrinus stłukł coś gorszego niż ulubiony wazon matki — stłukł kruchy sen swojego partnera. Półprzytomne przewracanie się z boku na bok, godziny potrzebne na zaśnięcie, wpływające na organizm eliksiry — sam znał frustrację bezsenności i obciążenie wynikające z chronicznego zmęczenia po serii zrujnowanych nocy. Nie chciał Dolohovowi psuć całego dnia. Jakże winić Peregrina za to, że poczuł się winny takiego występku!
Żadnej zazdrości wzmianka o innym jasnowidzu nie miała rzecz jasna wywołać, nawet o tym Trelawney nie pomyślał. Natężenie występowania incydentów proroczych uznawał za warty wzięcia pod uwagę parametr, gdy analizował określony problem badawczy, a z ruin w Lamezia Terme zdążył już taki uczynić. Że Vakel śnił o nim, tego Peregrinus się w zupełności spodziewał, lecz Alexander Mulciber…?
— Prawdopodobnie o to chodzi. — Czarodziej zgodził się z teorią Dolohova, który zasugerował, że wizja to jedynie wskazówka co do momentu, na który powinien uważać. — Wiem też teraz, za czym się tam rozglądać… może wręcz zbyt natrętną. — Podrapał się po karku z miną, jakby teraz dopiero go na czymś przyłapano. Już nie miał złudzeń, że temat ruin i rozstępującej się pod nimi ziemi zdominuje jego wyjazd, na który przecież miał dość różnorodne plany… a od momentu przebudzenia myśleć mógł już tylko o jednym.
Nie spuszczał wzroku z Vasilija, gdy ten skierował się do toaletki. Lubił oglądać go takiego niepoukładanego. Nie aby uważał zrobionego Vakela Dolohova, wieszcza i badacza, za personę fałszywą czy nieautentyczną. Wiedział, że była to naturalna druga skóra Vakela — ba, kto wie, być może pierwsza skóra. Momenty takie jednak jak ten teraz w sypialni były dostępne tylko dla niego. Ich wyjątkowość narzucała się sama.
Nie spodziewał się prezentów — były w jego głowie od zawsze zarezerwowane na okazje, a do jego urodzin została jeszcze chwila. Mile się więc zaskoczył podarunkiem i pozwolił go zapiąć na swojej szyi. Każdy czarodziej był chyba nieco przesądny, więc i Peregrinus spojrzał na ten łańcuszek po części jako na szczęśliwy amulet — przypomnienie, dokąd wraca, jeśli powrót z przygody rzeczywiście miałby przysporzyć problemów.
— Dziękuję. — Wziął księżyc między palce i uniósł go tak, żeby mógł na niego dokładnie spojrzeć chociaż w ten sposób, skoro nie miał dostępu do lustra. Ledwie usta Dolohova powędrowały po jego szyi, wzbudzając przyjemny dreszcz, przestał już zupełnie myśleć o zwierciadłach i toaletkach. — Jeszcze chwila i to ja będę potrzebował szukać motywacji, żeby stąd wyjść — mruknął cicho.
Mimo ograniczonego czasu, wysłuchał cierpliwie szczegółów przepowiedni. Gdy zaś Vakel skończył mówić, Trelawney skinął krótko głową na znak, że nic mu nie umknęło, po czym odwrócił się tak, aby sięgnąć wieszczych ust i złożyć na nich pocałunek na pożegnanie przed tym krótkim rozstaniem.
Żadnej zazdrości wzmianka o innym jasnowidzu nie miała rzecz jasna wywołać, nawet o tym Trelawney nie pomyślał. Natężenie występowania incydentów proroczych uznawał za warty wzięcia pod uwagę parametr, gdy analizował określony problem badawczy, a z ruin w Lamezia Terme zdążył już taki uczynić. Że Vakel śnił o nim, tego Peregrinus się w zupełności spodziewał, lecz Alexander Mulciber…?
— Prawdopodobnie o to chodzi. — Czarodziej zgodził się z teorią Dolohova, który zasugerował, że wizja to jedynie wskazówka co do momentu, na który powinien uważać. — Wiem też teraz, za czym się tam rozglądać… może wręcz zbyt natrętną. — Podrapał się po karku z miną, jakby teraz dopiero go na czymś przyłapano. Już nie miał złudzeń, że temat ruin i rozstępującej się pod nimi ziemi zdominuje jego wyjazd, na który przecież miał dość różnorodne plany… a od momentu przebudzenia myśleć mógł już tylko o jednym.
Nie spuszczał wzroku z Vasilija, gdy ten skierował się do toaletki. Lubił oglądać go takiego niepoukładanego. Nie aby uważał zrobionego Vakela Dolohova, wieszcza i badacza, za personę fałszywą czy nieautentyczną. Wiedział, że była to naturalna druga skóra Vakela — ba, kto wie, być może pierwsza skóra. Momenty takie jednak jak ten teraz w sypialni były dostępne tylko dla niego. Ich wyjątkowość narzucała się sama.
Nie spodziewał się prezentów — były w jego głowie od zawsze zarezerwowane na okazje, a do jego urodzin została jeszcze chwila. Mile się więc zaskoczył podarunkiem i pozwolił go zapiąć na swojej szyi. Każdy czarodziej był chyba nieco przesądny, więc i Peregrinus spojrzał na ten łańcuszek po części jako na szczęśliwy amulet — przypomnienie, dokąd wraca, jeśli powrót z przygody rzeczywiście miałby przysporzyć problemów.
— Dziękuję. — Wziął księżyc między palce i uniósł go tak, żeby mógł na niego dokładnie spojrzeć chociaż w ten sposób, skoro nie miał dostępu do lustra. Ledwie usta Dolohova powędrowały po jego szyi, wzbudzając przyjemny dreszcz, przestał już zupełnie myśleć o zwierciadłach i toaletkach. — Jeszcze chwila i to ja będę potrzebował szukać motywacji, żeby stąd wyjść — mruknął cicho.
Mimo ograniczonego czasu, wysłuchał cierpliwie szczegółów przepowiedni. Gdy zaś Vakel skończył mówić, Trelawney skinął krótko głową na znak, że nic mu nie umknęło, po czym odwrócił się tak, aby sięgnąć wieszczych ust i złożyć na nich pocałunek na pożegnanie przed tym krótkim rozstaniem.
źródło?
objawiono mi to we śnie
objawiono mi to we śnie