11.05.2026, 21:36 ✶
Przyglądała się przez chwilę Monie w milczeniu, zastanawiając się nad jej słowami i tym, jak przy ich wypowiadaniu zmienił się wyraz jej twarzy, jak smutno tliły się jej oczy. Zupełnie nie pomyślała wcześniej o klatce – jej błąd. Czy jednak większość panien z dobrych rodów nie czuła się podobnie? Jak w złotej klatce, pozbawione możliwości wyboru i niezależności, stawiane zawsze niżej od mężczyzn, którzy przecież bez silnej kobiety u boku na dłuższą metę nie daliby sobie rady. Nie były to oczywiście popularne opinie, jasnowłosa Flint trzymała je więc dla siebie, okazjonalnie dzieląc się przemyśleniami jedynie z Tori lub bratem, gdy ten przebywał jeszcze w Londynie. Kąciki ust Cynthii uniosły się nieco; przytaknęła, odszukując na moment bystre spojrzenie dziewczyny.
- Masz rację. Klatka zawsze pozostanie klatką, niezależnie od jej formy - zgodziła się z nią, tłumiąc westchnienie, które odnosiło się do czegoś znacznie głębszego niż tylko kwestia trzymania pupila w mieście. Istniało przecież tyle magicznych środków transportu, że mogłaby codziennie go odwiedzać w miejscu, gdzie z pewnością byłby szczęśliwszy niż wśród wysokich budynków stolicy, wciąż pokrytej pyłem po „spalonej nocy”. Miała nadzieję, że Mona znajdzie rozwiązanie, które uszczęśliwi ich oboje. - Zawsze miło spędzić z wami trochę czasu. Odkąd Castiel wyjechał, dom wydaje się niezwykle pusty, zwłaszcza tak duży. Ojciec częściej bywa teraz na statkach.
Odpowiedziała Seisyllowi tonem podobnym do jego własnego, choć można było wyczuć w jej głosie autentyczną wdzięczność za gościnę – zarówno tę obecną, jak i przyszłą.
Jej wzrok wrócił na Leviego, gdy jego słowa dotarły do jej uszu. Rowle byli dla niej najbliższą, niemal jedyną rodziną, bo z większością Flintów – poza drogim kuzynem – nie utrzymywała bliskich kontaktów. Poczucie jakiejkolwiek przynależności, nawet tak delikatne i kruche, pozwalało jej odetchnąć w codzienności przepełnionej papierami, martwymi ciałami i nekromancją. Stanowiło kotwicę; przypomnienie o tym, kim jest. Uśmiechnęła się do niego nieco cieplej, bardziej ludzko niż przez pryzmat wyuczonej etykiety. - Nie mogłam sobie odmówić tej wizyty.
Wysłuchała przemowy, która rozpoczęła się chwilę po pojawieniu się jedzenia, przyglądając się gospodarzom. Zapachy płynące z półmisków były wspaniałe, uczta została dopracowana w każdym szczególe, a każde danie zdawało się doskonale dopełniać poprzednie.
- Miał coś do załatwienia w Portugalii, musiał też dostarczyć towary do północnej części kraju - odparła po chwili namysłu, przywołując w pamięci to, co ojciec jej wspominał. Nie mówił jej całej prawdy, żyjąc w błędnym przekonaniu, że Cynthia nie ma pojęcia o jego dodatkowych zadaniach wspierających działania Czarnego Pana. Nigdy jednak o to nie pytała. Nie łączyły ich zbyt bliskie relacje, a odkąd Castiel zniknął, wyjeżdżając w towarzystwie innego mężczyzny, sytuacja jeszcze się pogorszyła. Cynthia wiedziała, że nigdy nie zastąpi ojcu syna, niezależnie od tego, jak bardzo by się starała.
Nie zamierzała jednak zawracać sobie tym głowy – nie dzisiejszego wieczoru. Skupiła się na zamknięciu zbędnych myśli w mentalnym pudełku i odłożeniu ich na bok. Podniosła spojrzenie znad kieliszka wina na członków rodziny Rowle, a konkretnie na Helenę, którą obdarzyła lekkim uśmiechem.
- To pokrzepiające i dodaje sił do codziennych zmagań, gdy wiesz, że masz oparcie w tak licznej i wspaniałej rodzinie. Muszę się z tobą zgodzić, moja droga. przytaknęła jej, świadomie nie wspominając o tym, jak wiele rodów tkwiło teraz w rozsypce, rozdartych ostatnimi wydarzeniami, spędzając Mabon osobno lub – co gorsza – chowając swoich bliskich w ziemi. - Które święto lubisz najbardziej?
- Masz rację. Klatka zawsze pozostanie klatką, niezależnie od jej formy - zgodziła się z nią, tłumiąc westchnienie, które odnosiło się do czegoś znacznie głębszego niż tylko kwestia trzymania pupila w mieście. Istniało przecież tyle magicznych środków transportu, że mogłaby codziennie go odwiedzać w miejscu, gdzie z pewnością byłby szczęśliwszy niż wśród wysokich budynków stolicy, wciąż pokrytej pyłem po „spalonej nocy”. Miała nadzieję, że Mona znajdzie rozwiązanie, które uszczęśliwi ich oboje. - Zawsze miło spędzić z wami trochę czasu. Odkąd Castiel wyjechał, dom wydaje się niezwykle pusty, zwłaszcza tak duży. Ojciec częściej bywa teraz na statkach.
Odpowiedziała Seisyllowi tonem podobnym do jego własnego, choć można było wyczuć w jej głosie autentyczną wdzięczność za gościnę – zarówno tę obecną, jak i przyszłą.
Jej wzrok wrócił na Leviego, gdy jego słowa dotarły do jej uszu. Rowle byli dla niej najbliższą, niemal jedyną rodziną, bo z większością Flintów – poza drogim kuzynem – nie utrzymywała bliskich kontaktów. Poczucie jakiejkolwiek przynależności, nawet tak delikatne i kruche, pozwalało jej odetchnąć w codzienności przepełnionej papierami, martwymi ciałami i nekromancją. Stanowiło kotwicę; przypomnienie o tym, kim jest. Uśmiechnęła się do niego nieco cieplej, bardziej ludzko niż przez pryzmat wyuczonej etykiety. - Nie mogłam sobie odmówić tej wizyty.
Wysłuchała przemowy, która rozpoczęła się chwilę po pojawieniu się jedzenia, przyglądając się gospodarzom. Zapachy płynące z półmisków były wspaniałe, uczta została dopracowana w każdym szczególe, a każde danie zdawało się doskonale dopełniać poprzednie.
- Miał coś do załatwienia w Portugalii, musiał też dostarczyć towary do północnej części kraju - odparła po chwili namysłu, przywołując w pamięci to, co ojciec jej wspominał. Nie mówił jej całej prawdy, żyjąc w błędnym przekonaniu, że Cynthia nie ma pojęcia o jego dodatkowych zadaniach wspierających działania Czarnego Pana. Nigdy jednak o to nie pytała. Nie łączyły ich zbyt bliskie relacje, a odkąd Castiel zniknął, wyjeżdżając w towarzystwie innego mężczyzny, sytuacja jeszcze się pogorszyła. Cynthia wiedziała, że nigdy nie zastąpi ojcu syna, niezależnie od tego, jak bardzo by się starała.
Nie zamierzała jednak zawracać sobie tym głowy – nie dzisiejszego wieczoru. Skupiła się na zamknięciu zbędnych myśli w mentalnym pudełku i odłożeniu ich na bok. Podniosła spojrzenie znad kieliszka wina na członków rodziny Rowle, a konkretnie na Helenę, którą obdarzyła lekkim uśmiechem.
- To pokrzepiające i dodaje sił do codziennych zmagań, gdy wiesz, że masz oparcie w tak licznej i wspaniałej rodzinie. Muszę się z tobą zgodzić, moja droga. przytaknęła jej, świadomie nie wspominając o tym, jak wiele rodów tkwiło teraz w rozsypce, rozdartych ostatnimi wydarzeniami, spędzając Mabon osobno lub – co gorsza – chowając swoich bliskich w ziemi. - Które święto lubisz najbardziej?