Gdyby nie to że Lyssa była w sumie wciąż wzburzona całą tą nieszczęsną sytuacją, to pewnie pomyślałaby sobie, że oto Peregrinus sam zapędzał się w sytuację, która teoretycznie wcale nie powinna być dla niego komfortowa. Znaczy lepiej dla niej, bo chciała teraz od niego całą możliwą uwagę. Znaczy się zero współczucia.
Trzymała go mocno, jakby był w tym momencie jej ostatnią deską ratunku. Ostatnią szarą komórką, która nie została jeszcze pokonana przez srakę z sześćdziesiątego dziewiątego w wykonaniu Aidana.
- Dokładnie! - huknęła na niego, absolutnie podekscytowana, że zgadzał sie z nią co do tej kwestii. W sumie nie miał innego wyjścia, jeśli chciał jakoś sensownie przetrwać tę rozmowę, ale rozsądne podejście do tego wszystkie wcale nie było w tym momencie najważniejsze, bo Lyssa chciała przede wszystkim ponarzekać. Następne słowa Trelawneya też były, oczywiście, jak najbardziej trafne. I ją juz trochę znał, i lubiła sztukę, była artystką i w ogóle. Przebieg rozmowy w jego wykonaniu był jak najbardziej poprawny i Dolohóvna pewnie by uznała tę randkę za co najmniej neutralną, gdyby Parkinson podszedł do tego w ten sposób. Ale nie. On musiał zrobić coś innego.
- No może być - rzuciła tylko Peregrinusowi, bo nie mógł być w te klocki najlepszy z tego powodu że nigdy nie widziała go z żadną dziewczyną, a do tego był jakimś biedackim asystentem zamiast sławnym naukowcem. Nic więc dziwnego, ze nie miał kogo zabierać na takie wydarzenia. Należało mu więc te kliszowość wybaczyć. - Nie, nie zrobił - Lyssa uśmiechnęła się trochę, jakby właśnie na nowo traciła rozum, ale co jej się dziwić kiedy wiedziała co zaraz powie i ją to autentycznie przerażało. - O nie, nie, nie, mój drogi Peregrinusie. No więc wiesz co on powiedział? Powiedział mi swojej srace z sześćdziesiątego dziewiątego roku i jeszcze ze mną dyskutował na temat czy w parówkach w hot-dogach są psy.
Or was he fated from the start
to live for just one fleeting instant,
within the purlieus of your heart.