12.05.2026, 13:27 ✶
Trudno było orzec czy Anaida widziała co się z nim dzieje i konsekwentnie to ignorowała, czy może wobec zapatrzenia się w przeszłość, pozostawała zbyt gruboskórna, na wrażliwość emocjonalnych stanów byłego historyka.
Choć czy rzeczywiście byłego? Czy tak łatwo było się wykrzewić miłość do zamierzchłych czasów, szczególnie żyjąc w wątpliwej jakości współczesności?
- Cathal?! Błagam. Ten wolny elektron dostałby padaczki, jakby gdziekolwiek miałby się zapisać i odsuńcie bogowie mili od niego tę torturę: nie pełnić kierowniczego stanowiska na wyprawie! - zaśmiała się serdecznie, gdy próbował podsuwać jej pod nos rodzinę. - A Lana mam wrażenie, nie podetrze się nawet bez pozwolenia matki, pozwolisz, że podziękuję za taką współpracę. - W powietrzu zawisła sprawa tego, że Icarus już nie miał podobnego problemu. Był wolny jak - o słodka ironio - ptak. Teoretycznie mógł robić co chce.
- Przekopano tak, ale nie możemy zapominać o tych robaczkach, które lubią świecidełka i zbyt łatwo mogą wpaść w posiadanie naszych zabawek. Prywatny mugolski kolekcjoner. Nie pytaj co musiałam zrobić, żeby to wyciągnąć z jego sejfu. - Przewróciła ostentacyjnie ciemnymi oczami, bo i nie to było najciekawszym elementem całej historii. - Obecnie jesteśmy na tropie łacińskiego manuskryptu, opisującego starożytny proces renowacji, który jednocześnie wypełniłby naczynie ponownie magią, ale też nie uszkodziłby go nowoczesnymi technikami. Trop prowadzi do Istambułu, ale nie mamy pewności czy to będzie oryginał, czy sanskryt. Jeśli mamy szczęście… to oba. - Trudno było w jej głosie nie wyczuć ekscytacji, pasji, która napędzała ją do działania, tajemnicy, którą chciałaby już mieć w swoich rękach, ciekawości domagającej się zaspokojenia.
Przekroczyli próg prowadzący do starożytnego skrzydła, ale potem zamiast iść dalej korytarzem, odbili do jednego z regałów uginających się ręcznie spisywanymi katalogami przepływu dóbr przez dom Shafiqów. Icarus bez trudu mógł zobaczyć mało subtelnie puszczone do niego oczko, gdy kobieta pociągnęła za jeden ze starszych tomów, a regały otworzyły się przed nimi prowadząc do bardziej prywatnych komnat rezydencji. Machnięcie różdżki rozświetliło kandelabrami przechodzące w siebie jedna po drugiej sale. W szafkach przy ścianie znajdowały się narzędzia i odczynniki, na stołach pod szklanymi kopułami leżały eksponaty o różnych stopniach zabrudzenia i zniszczenia. Po chwili dotarli do niego. Za szybką leżał niepozorny róg. Matowy, zaskakująco skromny, choć przykuwała uwagę łacińska inskrypcja:
- Niestety, powłoka wydaje się mało interesująca. Mugole. - mruknęła niezadowolona, w jednym słowie mieszcząc całą swoją irytację, która równie nagle co się pojawiła to odpłynęła. - Chcesz go potrzymać? - zapytała ponownie podekscytowana, samej wiążąc sobie czarną burzę loków ciasno na karku, by nie przeszkadzały jej w oględzinach skarbu.
Choć czy rzeczywiście byłego? Czy tak łatwo było się wykrzewić miłość do zamierzchłych czasów, szczególnie żyjąc w wątpliwej jakości współczesności?
- Cathal?! Błagam. Ten wolny elektron dostałby padaczki, jakby gdziekolwiek miałby się zapisać i odsuńcie bogowie mili od niego tę torturę: nie pełnić kierowniczego stanowiska na wyprawie! - zaśmiała się serdecznie, gdy próbował podsuwać jej pod nos rodzinę. - A Lana mam wrażenie, nie podetrze się nawet bez pozwolenia matki, pozwolisz, że podziękuję za taką współpracę. - W powietrzu zawisła sprawa tego, że Icarus już nie miał podobnego problemu. Był wolny jak - o słodka ironio - ptak. Teoretycznie mógł robić co chce.
- Przekopano tak, ale nie możemy zapominać o tych robaczkach, które lubią świecidełka i zbyt łatwo mogą wpaść w posiadanie naszych zabawek. Prywatny mugolski kolekcjoner. Nie pytaj co musiałam zrobić, żeby to wyciągnąć z jego sejfu. - Przewróciła ostentacyjnie ciemnymi oczami, bo i nie to było najciekawszym elementem całej historii. - Obecnie jesteśmy na tropie łacińskiego manuskryptu, opisującego starożytny proces renowacji, który jednocześnie wypełniłby naczynie ponownie magią, ale też nie uszkodziłby go nowoczesnymi technikami. Trop prowadzi do Istambułu, ale nie mamy pewności czy to będzie oryginał, czy sanskryt. Jeśli mamy szczęście… to oba. - Trudno było w jej głosie nie wyczuć ekscytacji, pasji, która napędzała ją do działania, tajemnicy, którą chciałaby już mieć w swoich rękach, ciekawości domagającej się zaspokojenia.
Przekroczyli próg prowadzący do starożytnego skrzydła, ale potem zamiast iść dalej korytarzem, odbili do jednego z regałów uginających się ręcznie spisywanymi katalogami przepływu dóbr przez dom Shafiqów. Icarus bez trudu mógł zobaczyć mało subtelnie puszczone do niego oczko, gdy kobieta pociągnęła za jeden ze starszych tomów, a regały otworzyły się przed nimi prowadząc do bardziej prywatnych komnat rezydencji. Machnięcie różdżki rozświetliło kandelabrami przechodzące w siebie jedna po drugiej sale. W szafkach przy ścianie znajdowały się narzędzia i odczynniki, na stołach pod szklanymi kopułami leżały eksponaty o różnych stopniach zabrudzenia i zniszczenia. Po chwili dotarli do niego. Za szybką leżał niepozorny róg. Matowy, zaskakująco skromny, choć przykuwała uwagę łacińska inskrypcja:
COPIA TIBI AETERNA
- Niestety, powłoka wydaje się mało interesująca. Mugole. - mruknęła niezadowolona, w jednym słowie mieszcząc całą swoją irytację, która równie nagle co się pojawiła to odpłynęła. - Chcesz go potrzymać? - zapytała ponownie podekscytowana, samej wiążąc sobie czarną burzę loków ciasno na karku, by nie przeszkadzały jej w oględzinach skarbu.