13.05.2026, 19:52 ✶
Już po samym kocie Primrose domyśliła się odpowiedzi na zadane przez siebie pytanie. Oczywiście, że nie było tutaj pająka, bo wtedy pupilek Victorii próbowałby go złapać miaucząc głośno, a... No właśnie. Ta wnikliwa (jak na nią) analiza nie pomogła dziewczynie w opanowaniu narastającej w niej paniki. Ciężko było w takich warunkach utrzymać pokerową twarz, ale na szczęście wcale nie musiała tego robić, bo w tej rodzinie nie bez powodu cały ciężar bycia człowiekiem opanowanym spadał na jej starszą siostrę. Miała do tego, delikatnie mówiąc, ździebko lepsze predyspozycje.
Jej młodsza siostra nie potrafiła reagować szybko. Ledwo widząc gołe stopy zmierzające w kierunku, w którym wcześniej w świetle księżyca migotały odłamki potłuczonego szkła, ledwo uniosła dłoń, nie zdążyła nawet otworzyć ust, żeby ją powstrzymać. Naprawdę nietrudno było domyślić się, dlaczego Dorinda zaleciła jej taką, a nie inną specjalizację. Gdyby z takim refleksem miała zajmować się pacjentami w stanie krytycznym, nikt o zdrowych zmysłach by na pewną śmierć do Munga nie przyjeżdżał.
– Oh nie! – Pisnęła z opóźnieniem, mrużąc oczy w dziwaczny sposób, jakby miało jej to pomóc w dostrzeżeniu skali bałaganu mimo dotkliwej w takich okolicznościach wady wzroku. – Nie mam okularów... – Przyznała, kompletnie nie orientując się w tym, jakie przemyślenia błądziły po zmęczonej głowie Victorii. Nie wpadła nawet na to, żeby się wokół siebie rozejrzeć, ale to może dla wszystkich lepiej – bo gdyby to ona tę paskudną mordę ujrzała w swoim wygodnym łóżku, jej krzyk usłyszanoby w Maida Vale i jeszcze dalej. Nawet bogowie nie wiedzieli, jak długo musiałaby po tym pić eliksiry nasenne. – Nieeee, nie spałam. Jestem jakaś przemęczona i ciągle słyszę jakieś durne bębny, więc siedziałam w fotelu jak nasz ojciec przed wyjściem do pracy. Wiesz, zawsze tak siadał rano i jak się zeszło do kuchni napić wody, to on tam siedział żeby powiedzieć, że nie śpi od piątej, a potem – ziewnęła głęboko, wciąż nie zdając sobie sprawy z powagi sytuacji – a potem wychodził robić te swoje dorosłe sprawy. Bardzo się skaleczyłaś? Mam w pokoju apteczkę. – Chociaż zakładała, że Victoria też.
Kiedy światło rozbłysło, a ona mogła dojrzeć cokolwiek więcej, dobyła swojej różdżki, żeby transmutować pozostałe szkło w mięciutke, szklane żelki.
Jej młodsza siostra nie potrafiła reagować szybko. Ledwo widząc gołe stopy zmierzające w kierunku, w którym wcześniej w świetle księżyca migotały odłamki potłuczonego szkła, ledwo uniosła dłoń, nie zdążyła nawet otworzyć ust, żeby ją powstrzymać. Naprawdę nietrudno było domyślić się, dlaczego Dorinda zaleciła jej taką, a nie inną specjalizację. Gdyby z takim refleksem miała zajmować się pacjentami w stanie krytycznym, nikt o zdrowych zmysłach by na pewną śmierć do Munga nie przyjeżdżał.
– Oh nie! – Pisnęła z opóźnieniem, mrużąc oczy w dziwaczny sposób, jakby miało jej to pomóc w dostrzeżeniu skali bałaganu mimo dotkliwej w takich okolicznościach wady wzroku. – Nie mam okularów... – Przyznała, kompletnie nie orientując się w tym, jakie przemyślenia błądziły po zmęczonej głowie Victorii. Nie wpadła nawet na to, żeby się wokół siebie rozejrzeć, ale to może dla wszystkich lepiej – bo gdyby to ona tę paskudną mordę ujrzała w swoim wygodnym łóżku, jej krzyk usłyszanoby w Maida Vale i jeszcze dalej. Nawet bogowie nie wiedzieli, jak długo musiałaby po tym pić eliksiry nasenne. – Nieeee, nie spałam. Jestem jakaś przemęczona i ciągle słyszę jakieś durne bębny, więc siedziałam w fotelu jak nasz ojciec przed wyjściem do pracy. Wiesz, zawsze tak siadał rano i jak się zeszło do kuchni napić wody, to on tam siedział żeby powiedzieć, że nie śpi od piątej, a potem – ziewnęła głęboko, wciąż nie zdając sobie sprawy z powagi sytuacji – a potem wychodził robić te swoje dorosłe sprawy. Bardzo się skaleczyłaś? Mam w pokoju apteczkę. – Chociaż zakładała, że Victoria też.
Kiedy światło rozbłysło, a ona mogła dojrzeć cokolwiek więcej, dobyła swojej różdżki, żeby transmutować pozostałe szkło w mięciutke, szklane żelki.
Rzut PO 1d100 - 7
Akcja nieudana
Akcja nieudana