13.05.2026, 21:23 ✶
To musiał być sen. Oh, był tak pewien tego, że to był sen, a jednocześnie tak niepewien tego samego faktu – bo jak coś mogło być tak urojone i prawdziwe jednoczenie? Flint słyszał, rzecz jasna, o zacierających się granicach pomiędzy życiem i śmiercią, o miejscach niedostrzegalnych przez jego wadliwe, zbyt ludzkie oko. Czy sen mógł być jednym z nich? Czy bogowie mogli uczynić sen teatrem, w którym aktorzy odgrywający role po przegranej walce umierali naprawdę?
Jakież to było proste pomyśleć: nie! Nie dało się przecież umrzeć w śnie, ale jak się nad tym pochyliło głębiej, to przecież można było. Nigdy nie zginął w śnie, którego sam doświadczył, nie mógł jednak zaprzeczyć istnieniu osób odchodzących w śnie.
– Uciekaj, moja miłości! – Krzyknął więc, nie zważając na jej ostrzeżenia – bo cokolwiek to było, chciało skrzywdzić ją i tylko ją. On sam czuł się pionkiem w historii, którego Helloise wyśniła z przerażenia widząc brzeg morza. – Uciekaj, albowiem moje przeczucie mówi, że to może być sen, o którym w przyszłości powiedzą – Helloise odeszła spokojnie, zanurzona w nim i – oh! – Sapnął, kiedy przedziwny byt, który postanowił odebrać jej poczucie bezpieczeństwa ocknął się i próbował podnieść na nogi. – Biegnij! – Krzyknął raz jeszcze, ostatni raz łapiąc z nią kontakt wzrokowy, nim dobył kija. Cokolwiek to było, wszystko dało sie przywrócić do cyklu. Niektórym istnieniom trzeba było pomóc bardziej niż duchom, a on niekoniecznie chciał rozwijać swoje usługi ponad te dotyczące egzorcyzmów, ale czegóż by nie zrobił dla Helli? Umoczy sobie palce w wyśnionej krwi, jeśli to zagwarantuje jej zachowanie życia. Świat się kończył, a skoro sie kończył, mogliby obejrzeć ten koniec razem. Nawet jeśli kosztem miało okazać się przebicie tego stwora przerośniętym kijem do szaszłyka.
Jakież to było proste pomyśleć: nie! Nie dało się przecież umrzeć w śnie, ale jak się nad tym pochyliło głębiej, to przecież można było. Nigdy nie zginął w śnie, którego sam doświadczył, nie mógł jednak zaprzeczyć istnieniu osób odchodzących w śnie.
– Uciekaj, moja miłości! – Krzyknął więc, nie zważając na jej ostrzeżenia – bo cokolwiek to było, chciało skrzywdzić ją i tylko ją. On sam czuł się pionkiem w historii, którego Helloise wyśniła z przerażenia widząc brzeg morza. – Uciekaj, albowiem moje przeczucie mówi, że to może być sen, o którym w przyszłości powiedzą – Helloise odeszła spokojnie, zanurzona w nim i – oh! – Sapnął, kiedy przedziwny byt, który postanowił odebrać jej poczucie bezpieczeństwa ocknął się i próbował podnieść na nogi. – Biegnij! – Krzyknął raz jeszcze, ostatni raz łapiąc z nią kontakt wzrokowy, nim dobył kija. Cokolwiek to było, wszystko dało sie przywrócić do cyklu. Niektórym istnieniom trzeba było pomóc bardziej niż duchom, a on niekoniecznie chciał rozwijać swoje usługi ponad te dotyczące egzorcyzmów, ale czegóż by nie zrobił dla Helli? Umoczy sobie palce w wyśnionej krwi, jeśli to zagwarantuje jej zachowanie życia. Świat się kończył, a skoro sie kończył, mogliby obejrzeć ten koniec razem. Nawet jeśli kosztem miało okazać się przebicie tego stwora przerośniętym kijem do szaszłyka.
Matka nadała mi takie imię,
żeby poprawnie wymawiały je tylko drzewa i wiatr
żeby poprawnie wymawiały je tylko drzewa i wiatr