• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Pokój Życzeń Sny v
1 2 Dalej »
[1957/1972] with its life underground and a perfect disguise above | Benjy, Prue

[1957/1972] with its life underground and a perfect disguise above | Benjy, Prue
Local Dumbass
I’m gonna give you fair warning that I…
I’m not a saint, but I could be if I try
Lord knows I've got habits to break
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / potężnie zbudowany, szerokie barki, rozbudowany kark, ciężka masa mięśni bardziej przypominająca taran niż sylwetkę biegacza / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka i pęknięty, częściowo brakujący fragment lewej jedynki / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#18
13.05.2026, 23:29  ✶  
1972
To, że było „dziwne”, było eufemizmem roku, bo im dłużej z tym obcowaliśmy, tym bardziej byłem pewien, iż to, co nas otaczało, nie było zwykłym podglądactwem, lecz precyzyjnie utkaną siecią. Pytanie tylko, przez co lub przez kogo… Może i komuś zaszliśmy za skórę, może moja lista dłużników i wrogów urosła do rozmiarów grubego tomu, którego nikt o zdrowych zmysłach nie chciałby czytać na dobranoc, ale fakt, że dopadli nas akurat tutaj, w sercu sielanki, budził we mnie raczej sportową złość niż paraliżujący strach. Prawda była taka, że nawet jeśli od kilku dni próbowaliśmy udawać normalną parę, żyjąc na angielskiej wsi, wcale nie wymazywało to lat mojej radosnej twórczości w dziedzinie pakowania się w kłopoty na trzech różnych kontynentach. Fakt, że ktoś mógł nas śledzić, nie był dla mnie nowością, w końcu moja biografia aż roiła się od ludzi, którzy chętnie zobaczyliby mnie w poziomie, ale obecność Prue zmieniała reguły tej gry, czyniąc ją znacznie mniej zabawną, niż bym sobie tego życzył w leniwe popołudnie we dwoje.
Zatrzymałem się na ułamek sekundy, by wsłuchać się w tę martwą, duszną ciszę, która zdawała się napierać na nas ze wszystkich stron jednocześnie. Las zamknął się wokół nas szczelniej, niż powinien, przejmujący chłód z minuty na minutę coraz wyraźniej wgryzał się pod ubranie, kontrastował z tym, co jeszcze chwilę temu było duszącym upałem, i nawet według zwyczajnych kryteriów naszego świata to przejście było zbyt gwałtowne, żeby uznać je za naturalne - normalne knieje nie zachowywały się w ten sposób, nie było to typowe nawet dla zapomnianych przez Merlina miejsc, w których spędziłem ostatnie lata, co dopiero mówić o swojskiej, na ogół umiarkowanie nieszkodliwej florze Wielkiej Brytanii. Czułem się tak, jakbyśmy nagle weszli do wnętrza groty albo w podziemne przejście, tyle tylko, że przecież nadal byliśmy w tej samej gęstwinie pomiędzy drzewami - może nie docierało tu zbyt wiele słońca ani nie wiał wiatr, lecz trudno byłoby nie zauważyć, gdybyśmy przypadkiem znaleźli się w kręgu skalnym albo w zagłębieniu terenu, co dopiero w jakiejś jaskinii. Wokół nas przez cały czas było dokładnie tak samo - płasko i zielono, chociaż korony drzew były tu bardziej zbite i porośnięte bluszczem, tworząc baldachimy i kurtyny zaciemniające widok.
Uśmiechnąłem się półgębkiem, wzruszywszy ramionami, choć sytuacja obiektywnie rzecz biorąc była daleka od komfortowej, ponieważ w moim świecie „fantastyczne” było zazwyczaj synonimem do „cholernie dochodowe” albo „wyjątkowo upierdliwe”, a to tutaj śmierdziało drugim aż na milę, czy jak daleko ciągnął się ten las… Miło było jednak kolejny raz usłyszeć coś na kształt zgody płynącej z ust Prudence Bletchley, nawet po latach brzmiało to dla mnie szczególnie niecodziennie, jak nieoczekiwanie przyznane osiągnięcie, które zamierzałem traktować z adekwatną satysfakcją. Łatwo było się przyzwyczaić do bycia znowu po tej samej stronie, może wydarzyło się to dosyć szybko i zaskakująco prosto, ale nie czułem się z tym ani trochę nie na miejscu, dokładnie tak jak z tym, co rozkwitło między nami.
- Masz lasję, jeszcze nikt nas nie zakopał, więc technicznie szesz bioląs, wyglywamy ten mecz. - Przytaknąłem jej niemal niedostrzegalnym ruchem głowy, odwzajemniając uścisk dłoni. - Skolo twieldzisz, sze nic nie jest stlacone, to tszymam cię za słowo, chociasz póki co tlacimy głównie cenne minuty na stanie w tej lodówce. - Rzuciłem lekkim tonem, chociaż moje oczy nieustannie skanowały przestrzeń między pniami, szukając choćby najmniejszego załamania światła, które zdradziłoby obecność intruza.
Czułem na sobie badawcze spojrzenie Prue i choć zwykle bawiło mnie to, jak bardzo różniły się nasze metody procesowania rzeczywistości, tym razem ciężar tej ciszy osiadał mi na karku niczym wilgotny całun. Spojrzałem na nią kątem oka, dostrzegając w jej oczach błysk niepokoju, który podzielałem, chociaż maskowałem go chłodną obojętnością, wypracowaną przez lata w miejscach, o których pewnie raczej wolałaby nie słyszeć - nie dlatego, że te opowieści mogłyby ją przerazić, już to ustaliliśmy, lecz wzbudzenie w niej niesmaku też nie było na mojej liście osiągnięć, teraz chciałem wywoływać u niej wyłącznie pozytywne uczucia. W obliczu wszystkiego, co zdążyło się wydarzyć - akcji z kotem, pożarów, nawiedzonego kromlechu, nocy spędzonej w innym przeklętym lesie, ogniska i ataku druzgotków - brzmiało to dosyć śmiesznie, ale naprawdę się starałem, byśmy mogli spędzić razem chociaż kilka przyjemnych chwil… Więc jasna sprawa, że ktoś musiał nam to zepsuć, inaczej nie bylibyśmy nami, najwyraźniej oboje mieliśmy tendencję do tego, by przyciągać dziwne sytuacje.
Nie widziałem sensu w uspokajaniu jej tanimi frazesami, bo oboje wiedzieliśmy, że nieprzenikniona cisza wokół nas nie była brakiem dźwięku, lecz aktywnym tłumieniem oznak życia innego niż nasze, a więc miała swoje konkretne źródło, które mogliśmy zlokalizować, aby odzyskać spokój ducha. Świadomość, że ktoś nas obserwował, zadał sobie trud, by śledzić nas w to zapomniane przez bogów miejsce, budziła we mnie zresztą raczej irytację niż lęk - ten nagły, grobowy spokój okolicy drażnił moje nerwy bardziej niż otwarte wyzwanie do walki, potrzebowałem konkretu, punktu zaczepienia, czegoś, w co mógłbym uderzyć albo co mógłbym rozszarpać, bo to bezczynne czekanie w ciszy, która aż dzwoniła w uszach, zaczynało mnie wkurwiać bardziej niż ten nagły spadek temperatury.
- „Dziwne” to mało powiedziane, to jest jusz wlęsz niegszeszne. Balso nie lubię, gdy ktoś bez powodu pszelywa mi landkę i nawet nie chce się pszedstawiś. - Odparłem, przesuwając kciukiem po jej kostkach.
Pytanie o to, czy mogliśmy komuś zajść za skórę, było tak rozkosznie retoryczne, że aż poczułem ukłucie dumy, sprawiło, że prychnąłem cicho, bo lista osób, które chętnie zobaczyłyby moją głowę na półmisku, była prawdopodobnie dłuższa niż niejeden magirasistowski postulat. Mimo to w głowie i tak układałem już listę wszystkich ludzi lub bytów, które mogłyby mieć interes w przyczajaniu się na nas w ten sposób, zamiast po prostu skorzystać z okazji, kiedy byliśmy najbardziej rozproszeni i zajęci sobą nawzajem. Po otaczającej nas aurze wnioskowałem, iż mogło chodzić bardziej o ten drugi typ problemu, jeśli natomiast się myliłem, fakt, że nieprzyjaciele dobrali się do nas tak szybko po naszych przenosinach na wieś świadczyłby albo o ich genialnej siatce szpiegowskiej, albo o naszym wyjątkowym pechu. Niezależnie od okoliczności, nie widziałem już jednak innego wyjścia, niż tylko dążenia ku bezpośredniej konfrontacji z czymkolwiek, co na nas czyhało.
- Skalbie, nie wiem, jak ty, ale ja zachodzę ludziom za skórę samym tym, sze lano otwielam oczy. - Skwitowałem z rozbrajającą szczerością, poprawiając chwyt na różdżce ukrytej w rękawie. Uniosłem kącik ust w półuśmiechu, który był moją stałą maską, gdy sprawy zaczynały przybierać obrót równie gówniany, co ekscytujący. Nie po to wracałem do kraju incognito, by teraz dać się podejść jakiemuś leśnemu podglądaczowi, który najwyraźniej pomylił role i uznał, że to on tutaj rozdaje karty. Jeśli to miał być koniec naszego spokojnego popołudnia, to zamierzałem zadbać o to, by był on spektakularny.
- Wilki są pszeleklamowane, kochanie, pszy takiej oplawie liczyłbym jednak na coś znacznie balsiej intelesującego… - Odparłem z błyskiem w oku, prostując się i rzucając wyzywające spojrzenie w stronę najgęstszych zarośli - tam, gdzie czerń drzew i oplatającego je bluszczu wydawała się najgłębsza. - Poza tym, wolę wiedzieś, czy muszę wyciągaś lószczkę, czy wystalszy, sze kogoś po plostu wyzwę. Wiesz, sze nigdy nie miałem cielpliwości do podchodów. - Nie dbałem o to, że mój głos niósł się echem między pniami, bo w tej ciszy, która nas otaczała, powrót do szeptu byłby jedynie przyznaniem się do słabości, a ja nigdy nie grałem roli ofiary, nawet gdy miałem pętlę na szyi i grunt usuwał mi się spod nóg. Jeśli to coś, co nas obserwowało, liczyło na paraliżującą grozę, to srodze się zawiodło, bo w mojej osobistej skali zagrożeń mroczny las zajmował miejsce gdzieś pomiędzy spóźnieniem na bardzo oficjalną kolację a wyjątkowo nudnym wykładem z historii magii.


[Obrazek: 4GadKlM.png]
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Benjy Fenwick (12838), Prudence Fenwick (9042)




Wiadomości w tym wątku
[1957/1972] with its life underground and a perfect disguise above | Benjy, Prue - przez Benjy Fenwick - 07.05.2026, 22:50
RE: [1957/1972] with its life underground and a perfect disguise above | Benjy, Prue - przez Benjy Fenwick - 07.05.2026, 22:50
RE: [1957/1972] with its life underground and a perfect disguise above | Benjy, Prue - przez Prudence Fenwick - 07.05.2026, 23:30
RE: [1957/1972] with its life underground and a perfect disguise above | Benjy, Prue - przez Prudence Fenwick - 07.05.2026, 23:30
RE: [1957/1972] with its life underground and a perfect disguise above | Benjy, Prue - przez Benjy Fenwick - 08.05.2026, 02:07
RE: [1957/1972] with its life underground and a perfect disguise above | Benjy, Prue - przez Benjy Fenwick - 08.05.2026, 02:08
RE: [1957/1972] with its life underground and a perfect disguise above | Benjy, Prue - przez Prudence Fenwick - 08.05.2026, 08:05
RE: [1957/1972] with its life underground and a perfect disguise above | Benjy, Prue - przez Prudence Fenwick - 08.05.2026, 08:06
RE: [1957/1972] with its life underground and a perfect disguise above | Benjy, Prue - przez Benjy Fenwick - 10.05.2026, 02:49
RE: [1957/1972] with its life underground and a perfect disguise above | Benjy, Prue - przez Benjy Fenwick - 10.05.2026, 02:50
RE: [1957/1972] with its life underground and a perfect disguise above | Benjy, Prue - przez Prudence Fenwick - 11.05.2026, 21:44
RE: [1957/1972] with its life underground and a perfect disguise above | Benjy, Prue - przez Prudence Fenwick - 11.05.2026, 21:44
RE: [1957/1972] with its life underground and a perfect disguise above | Benjy, Prue - przez Benjy Fenwick - 12.05.2026, 01:02
RE: [1957/1972] with its life underground and a perfect disguise above | Benjy, Prue - przez Benjy Fenwick - 12.05.2026, 01:04
RE: [1957/1972] with its life underground and a perfect disguise above | Benjy, Prue - przez Prudence Fenwick - 12.05.2026, 08:08
RE: [1957/1972] with its life underground and a perfect disguise above | Benjy, Prue - przez Prudence Fenwick - 12.05.2026, 08:09
RE: [1957/1972] with its life underground and a perfect disguise above | Benjy, Prue - przez Benjy Fenwick - 13.05.2026, 23:26
RE: [1957/1972] with its life underground and a perfect disguise above | Benjy, Prue - przez Benjy Fenwick - 13.05.2026, 23:29
RE: [1957/1972] with its life underground and a perfect disguise above | Benjy, Prue - przez Prudence Fenwick - 16.05.2026, 07:25
RE: [1957/1972] with its life underground and a perfect disguise above | Benjy, Prue - przez Prudence Fenwick - 16.05.2026, 07:26
RE: [1957/1972] with its life underground and a perfect disguise above | Benjy, Prue - przez Benjy Fenwick - 17.05.2026, 23:10
RE: [1957/1972] with its life underground and a perfect disguise above | Benjy, Prue - przez Benjy Fenwick - 17.05.2026, 23:14
RE: [1957/1972] with its life underground and a perfect disguise above | Benjy, Prue - przez Prudence Fenwick - 18.05.2026, 15:09
RE: [1957/1972] with its life underground and a perfect disguise above | Benjy, Prue - przez Prudence Fenwick - 18.05.2026, 15:10
RE: [1957/1972] with its life underground and a perfect disguise above | Benjy, Prue - przez Benjy Fenwick - 30.05.2026, 21:04
RE: [1957/1972] with its life underground and a perfect disguise above | Benjy, Prue - przez Benjy Fenwick - 30.05.2026, 21:05
RE: [1957/1972] with its life underground and a perfect disguise above | Benjy, Prue - przez Prudence Fenwick - 02.06.2026, 20:51
RE: [1957/1972] with its life underground and a perfect disguise above | Benjy, Prue - przez Prudence Fenwick - 02.06.2026, 20:51

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa