• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Ulica Pokątna v
« Wstecz 1 2 3 4 5 … 10 Dalej »
[19.10.1972] Let's talk about curses | Benjy & Nora

[19.10.1972] Let's talk about curses | Benjy & Nora
Local Dumbass
I’m gonna give you fair warning that I…
I’m not a saint, but I could be if I try
Lord knows I've got habits to break
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / potężnie zbudowany, szerokie barki, rozbudowany kark, ciężka masa mięśni bardziej przypominająca taran niż sylwetkę biegacza / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka i pęknięty, częściowo brakujący fragment lewej jedynki / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#16
15.05.2026, 13:31  ✶  
Zdarzały się takie dni, gdy natura przywdziewała maskę okrutnej ironii, kpiąc w żywe oczy z mroku niesionych przez nas nowin, słońce świeciło wtedy z niemal bezczelną intensywnością, a aura wydawała się tak nieskazitelna, że samo słowo „posłuchaj” - zwiastujące przecież nieuchronny koniec spokoju - brzmiało w tym blasku jak ponura groteska. Dzisiaj jednak jesień postanowiła zrezygnować z jakichkolwiek pozorów subtelności i z niemal sceniczną precyzją wpisała się w ciężar nowin spoczywających na moich barkach. Nawet po tylu latach spędzonych poza granicami ojczyzny, mimo iż niemal połowę mojego życia pochłonęły rejony o znacznie bardziej tropikalnym temperamencie, wciąż nosiłem pod skórą cierpkie wspomnienie tego, jak bezlitośnie ponura potrafiła być ta pora roku na Wyspach, lecz tegoroczne odejście lata naznaczone było znacznie głębszym mrokiem niż ten, którego mogliśmy się wszyscy spodziewać. Mieliśmy dopiero środek października, lecz w tej gęstej, ołowianej szarości trudno było wykrzesać z pamięci choćby najsłabsze powidoki minionego lata - z nieba, które zdawało się wisieć tuż nad kominami, lał się coraz gwałtowniejszy, chłodny deszcz, a porywisty wiatr z furią obdzierał drzewa z ostatnich skrawków koloru, szarpiąc nagimi gałęziami i złośliwie przyklejając rozmoknięte, nieczytelne już ulotki do szyb kawiarni.
Znajdowaliśmy się w miejscu, które w normalnych okolicznościach stanowiłoby definicję przytulności - skąpanym w łagodnym, rozmytym, miodowym świetle i wypełnionym mieszaniną słodkich zapachów - ale z chwilą, w której Nora pożegnała ostatniego klienta, zamykając drzwi, coś się zmieniło. Wiedziałem, jakie wyznaczyłem sobie zadanie, zdawałem sobie sprawę z tego, iż nie miało być ono ani łatwe, ani przyjemne, nigdy nie unikałem trudnych rozmów tylko przez to, że były trudne, lecz wszystko to wcale niczego nie ułatwiało. Patrzyłem na ciepły blask świec tańczący w zielonych oczach kobiety przede mną, wiedząc, że za chwilę będę musiał ten spokój nieodwołalnie zburzyć. Przynosiłem wieści, których nie dało się złagodzić ani aromatem naparu, ani gościnnością tego azylu - wieści, które pasowały wyłącznie do tego, co działo się teraz na zewnątrz, za grubą taflą szkła, a jednak musiały trafić tutaj, w miejsce, które dopiero co odzyskało spokój po jednej katastrofie, by stać się świadkiem kolejnego kryzysu.
- Zdziwiłabyś się. - Uniosłem kącik ust w krzywym, bardzo wymownym uśmiechu, gdyż wspomniane przez Norę „niewiele”, jakim była dla niej szczerość, dla wielu innych wcale nie było aż tak elementarne - nawet w chwilach, w których należało mówić prawdę i tylko prawdę, gdyż kłamstwo mogło tylko zaszkodzić, wiele osób usiłowało przede wszystkim zachować twarz i pozory, skupiając się przede wszystkim na tym, by nie wypaść na kogoś, kim nie chcieli być w oczach innych ludzi, nawet jeśli byli tacy naprawdę.
Odstawiłem filiżankę, a dźwięk uderzenia ceramiki o blat wybrzmiał w ciszy lokalu niczym wyrok, którego nie dało się już dłużej odwlekać. O ile jej spokój był szczery i w pewnym sensie imponujący, o tyle opierał się na założeniach, które w moim świecie rzadko kiedy się sprawdzały, a już na pewno nie wtedy, gdy w grę wchodziło coś, co mogło działać długo, cicho i bez wyraźnych objawów. Widziałem rzeczywistość inaczej niż Nora, przynajmniej pod pewnymi względami, zdarzało mi się go oceniać przez pryzmat zaniedbań, niedopatrzeń i wygodnej ślepoty, gdyż nie było innej możliwości - życie nie było czarno-białe, lecz ostatnie lata przynosiły nam coraz więcej głębokiej szarości i to był właśnie ten przypadek.
- To, sze nikt tego nie wyłapał… - Zawahałem się, wiedząc, iż brat Nory był klątwołamaczem uważanym za specjalistę, a więc nie chcąc podważać kompetencji kolegi po fachu, nawet jeśli go nie znałem. - Cósz, czasami najcięszej zobaczyś wzoszec tam, gdzie jest najbliszej.
To była różnica, którą znałem aż za dobrze, sam wielokrotnie widziałem rzeczy u obcych ludzi, których nie dostrzegałem u tych, których znałem lepiej, i odwrotnie - bliscy ludzie rzadko analizowali się nawzajem w ten sposób, widzieli to, co chcieli widzieć, albo to, do czego byli przyzwyczajeni. Miałem już opinię na ten temat, teraz tylko zastanawiałem się, ile z niej powinna usłyszeć w tej chwili, biorąc pod uwagę, że nie była dla mnie ani kimś obcym, ani kimś bliskim, tylko kimś pomiędzy, a takie relacje bywały najtrudniejsze, bo nie wiadomo było jeszcze, ile można powiedzieć, żeby nie przekroczyć granicy. Nie chciałem być bezrefleksyjnym siewcą wątpliwości w głowie Nory, ale jednocześnie nigdy nie było mi blisko do delikatnego posłańca złych wieści - raczej nie potrafiłem ich przekazywać tak, by brzmiały subtelnie i pocieszająco, na ogół waliłem prosto z mostu, od razu wydając osąd i nieczęsto zmieniając już raz wygłoszone zdanie. Oczywiście - bywało, iż moje przypuszczenia okazywały się błędne, a zarzuty lub podejrzenia - całkowicie omyłkowo postawione, lecz przez lata nauczyłem się ich raczej nie przestrzelać.
- Widziałem spolo. - Przyznałem, spokojnie, bez fałszywej skromności, ale też bez dumy.
Niepewne „Dzięki?” na moją sugestię, że radziła sobie lepiej, niż powinna, sprawiło, iż tylko przecząco poruszyłem głową - nie było za co dziękować - to, co uważała za hart ducha, dla mnie było dowodem na to, jak silny mógł być na nią nacisk zewnętrzny. Jeśli musisz być nadludzko dzielna, by przeżyć zwykły tydzień, to znaczy, że coś aktywnie stara się sprawić, byś go nie przeżyła.
- Nie dziękuj mi jeszcze za nic. Na lasie tylko psuję ci wieczól. - To nie była fałszywa skromność, tylko zasada, której nauczyłem się dawno temu i której nie zamierzałem łamać tylko dlatego, że sytuacja była niewygodna. Nie chciałem być delikatny - chciałem, żeby wiedziała, na co się pisała, bo prawda była taka, że nie lubiłem sprzedawać ubarwionej nadziei, uznając ją nie tyle za towar deficytowy, co w moim fachu za wręcz niebezpieczny. Wolałem twarde fakty, zimny metal rytualnego ostrza i konkretne zaklęcia, które po prostu rozrywały sploty mrocznej magii, zamiast obiecywania, że „wszystko będzie dobrze”.
- To zaleszy, jak do tego podejdziesz. - Odpowiedziałem na pytanie o radykalizm. - Nie jestem usdlowicielem - przesunąłem dłonią po twarzy, czując pod palcami kilkudniowy zarost, musiałem być z nią szczery co do moich kompetencji - nie byłem medykiem z Munga ani specjalistą od ludzkiej psychiki, nigdy nie chciałem nim być - moja specjalizacja to klątwy stluktulalne - zacząłem, chcąc nakreślić jej to w sensowny sposób - miejsca i szeszy. Maltwa natula, któlą łatwiej loseblaś na czynniki pierwsze. Ty nie jesteś maltwa.
Prawdę mówiąc - była jedną z najbardziej żywych osób, jakie spotkałem, emanowała energią bardziej niż większość znanych mi ludzi, błyszczała, mimo tego, co się do niej przyczepiło, aż do dzisiaj nawet nie dostrzegając, ile siły musiała wkładać we wszystko, co powinno było przychodzić jej znacznie lżejszą ręką.
- „Klątwa jak klątwa”? - Powtórzyłem jej słowa, a w moim głosie zabrzmiała nuta, której sam nie lubiłem, gdy byłem młodszy, słysząc ją od człowieka uczącego mnie fachu, teraz jednak zaczynałem rozumieć jego perspektywę. Zamilkłem na chwilę, szukając odpowiedniego słowa, by opisać moją metodę pracy, nie brzmiąc przy tym jak rzeźnik, ale szybko się przy tym poddałem. - To tak, jakbyś powiedziała, sze skalpel i topól to to samo, bo oba mają ostsza. - Nie spuszczałem z niej wzroku, bo to był moment, w którym powinna zdecydować, czy naprawdę chciała iść dalej. - Pszes ostatnie piętnaście lat zajmowałem się głównie wyciąganiem klątw ze stalych mulów. Odczalowywałem piwnice magazynujące ludzi, zamiast pszetwolów, i biblioteki, któle chciały poszleś czytelników, zamiast wciągnąć ich w swoją zawaltość. Czasem tlafiał się jakiś skulwiały pszedmiot, altefakt, któly nie chciał puściś właściciela. Ale ludzie… - Zawahałem się. - Ludzie są inni. Są skomplikowani, mają własną magię, któla miesza się s zewnętsznymi ulokami. Czy mam pewność, sze cię nie uszkodzę? Nie mam. Szadnej. - Powiedziałem prosto, patrząc Norze w oczy, bez śladu uśmiechu. - Kaszda ingelencja w stluktulę magiczną wokół człowieka niesie lysyko i jeśli ktokolwiek zasugeluje ci inaczej, tylko cię okłamie. - Niestety na tym świecie było wielu tak skurwiałych ludzi, że bez wahania zapewniliby ją o swoim „wyjątkowo bezpiecznym podejściu” - ja do nich nie należałem. - Jeśli „wycinasz” klątwę, któla jest s tobą na tyle długo, by się zakoszeniła, zostawiasz pustkę. Czym ją wypełnisz? Kim będziesz, kiedy nagle pszestaniesz potykaś się o własne nogi, ale jednocześnie stlacisz tę cząstkę siebie, któla podświadomie dostosowała się do tego chaosu? Cena mosze byś wysoka, ale altelnatywą jest patszenie, jak to coś lośnie. Jak zaczyna „wyciekaś” na twoją cólkę, na ten lokal, na ludzi, któlych kochasz. Na to, jak sądzę, nie jesteś gotowa pozwoliś, więc w gluncie szeszy nie mamy zbyt wielu opcji. - Nie było sensu jej okłamywać, skoro chciała dojść do sedna tego, co się z nią działo. Nie znałem jej dobrze, widzieliśmy się ledwie kilka razy, wymieniliśmy kilka rozmów, które w innych okolicznościach pozostałyby raczej powierzchowne, a jednak siedziała teraz obok mnie, mówiąc o rzeczach, które dla wielu byłyby powodem do paniki, i robiła to z tą samą naturalnością, z jaką wcześniej proponowała herbatę, co sprawiało, że musiałem uważać jeszcze bardziej, bo ludzie, którzy patrzyli głównie na innych, nie na własne dobro, bywali najtrudniejsi do ochronienia. - Mogę oglaniczyś lysyko, mogę pszewidzieś część leakcji, mogę pszygotowaś się na to, co zazwyczaj się dzieje. Mogę pszeplowadziś dogłębną diagnozę, ale gwalansja w takim wypadku nie istnieje. - Dodałem zaraz potem, tonem niższym, osadzonym głębiej, takim, który zwykle pojawiał się u mnie wtedy, gdy kończyły się żarty i zaczynała się robota, nawet jeśli nikt formalnie mi jej nie zlecał. Półmrok w klubokawiarni sprzyjał szczerości, ale szczerość w moim wydaniu rzadko bywała całkowicie przyjemna. - Klątwy, s któlymi placuję na co dzień, są… Plostsze w swojej blutalności. Są związane są miejscami, pszedmiotami, czasem s ludźmi, ale w sposób bespośledni. - Wyjaśniłem. - To, co widzę u ciebie, jest delikatne, głęboko wplecione w to, kim jesteś na co dzień. - Przeniosłem spojrzenie na jej dłonie, potem znów na oczy. - Kaszda ingelensja coś zmienia. Nawet jeśli lobi się ją dobsze. Ploblem polega na tym, sze w tej chwili nie wiemy, co dokładnie zmieniamy, a skolo szadne z nas nie jest w stanie stwieldziś, kiedy to się zaczęło, to mose byś długotlwały ploces. - Nie straszyłem jej, mówiłem rzeczy takimi, jakie były. - Jeśli się za to zabieszemy, na pewno dogadamy stawkę. Nie biolę zapłaty za wlószenie s fusów, a na ten moment tylko to lobimy. - Stwierdziłem, być może w przypadku innej, zupełnie mi nieznanej osoby od razu przeszedłbym do ustalania kosztów jakiejkolwiek diagnozy, nie będąc nawykłym do wyciągania różdżki, zanim zobaczę galeony, lecz w tym przypadku mowa była o kimś, kto był blisko związany z moimi ludźmi, w dodatku poniósł ostatnio znaczące wydatki, więc mogłem być trochę bardziej elastyczny - liczyło się dla mnie głównie to, by wiedzieć, czy byłem właściwym człowiekiem do tej roboty.
Na moment zapadła cisza, cięższa niż wcześniej, wypełniona tylko dźwiękiem deszczu uderzającego o parapet i cichym trzaskiem knotów świec.


[Obrazek: 4GadKlM.png]
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Benjy Fenwick (7571), Nora Figg (5358)




Wiadomości w tym wątku
[19.10.1972] Let's talk about curses | Benjy & Nora - przez Nora Figg - 21.04.2026, 09:54
RE: [19.10.1972] Let's talk about curses | Benjy & Nora - przez Benjy Fenwick - 21.04.2026, 12:21
RE: [19.10.1972] Let's talk about curses | Benjy & Nora - przez Nora Figg - 21.04.2026, 13:47
RE: [19.10.1972] Let's talk about curses | Benjy & Nora - przez Benjy Fenwick - 21.04.2026, 17:30
RE: [19.10.1972] Let's talk about curses | Benjy & Nora - przez Nora Figg - 21.04.2026, 19:46
RE: [19.10.1972] Let's talk about curses | Benjy & Nora - przez Benjy Fenwick - 21.04.2026, 21:42
RE: [19.10.1972] Let's talk about curses | Benjy & Nora - przez Nora Figg - 22.04.2026, 00:40
RE: [19.10.1972] Let's talk about curses | Benjy & Nora - przez Benjy Fenwick - 24.04.2026, 12:37
RE: [19.10.1972] Let's talk about curses | Benjy & Nora - przez Nora Figg - 24.04.2026, 20:24
RE: [19.10.1972] Let's talk about curses | Benjy & Nora - przez Benjy Fenwick - 30.04.2026, 19:42
RE: [19.10.1972] Let's talk about curses | Benjy & Nora - przez Nora Figg - 30.04.2026, 22:36
RE: [19.10.1972] Let's talk about curses | Benjy & Nora - przez Benjy Fenwick - 01.05.2026, 00:24
RE: [19.10.1972] Let's talk about curses | Benjy & Nora - przez Nora Figg - 04.05.2026, 20:41
RE: [19.10.1972] Let's talk about curses | Benjy & Nora - przez Benjy Fenwick - 07.05.2026, 14:58
RE: [19.10.1972] Let's talk about curses | Benjy & Nora - przez Nora Figg - 07.05.2026, 20:29
RE: [19.10.1972] Let's talk about curses | Benjy & Nora - przez Benjy Fenwick - 15.05.2026, 13:31
RE: [19.10.1972] Let's talk about curses | Benjy & Nora - przez Nora Figg - 20.05.2026, 17:19

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa