Tak naprawdę, to nie było dobrego momentu dla żadnej ze spraw, które wszyscy mieli na głowie. Po tym, co wydarzyło się podczas Spalonej Nocy chyba wszyscy w Ministerstwie mieli ręce pełne roboty i Victoria zdążyła zapomnieć, co to znaczy „czas wolny” (pomijając te krótkie momenty, w których nie była w pracy, ale wtedy nie siedziała po prostu na fotelu i nie patrzyła tępo w ścianę). I jednocześnie te cholerne czarne róże z Maida Vale spędzały jej sen z powiek – a tym bardziej po tym, co zobaczyła tam 4 dni temu, co spowodowało, że napisała do Mirabelli Abbott. I był to list, który pociągnął za sobą kolejny ciąg zdarzeń, jak to, że napisała do Brenny, chociaż nie chciała jej zawracać głowy, ale to wszystko mogło być… miała takie poczucie, że jakoś powiązane. Czarne róże, pustynna mandragora, jej nagłe zniknięcie. Głowa ją trochę bolała i potrzebowała odpoczynku, ale był to ten rodzaj luksusu, na który nie było ją w tej chwili stać i to pomimo niemałej fortuny, która spoczywała na koncie w banku Gringotta.
Skrzatka była w tym mieszkaniu dopiero od czterech dni, ale Pani Księżyca wiedziała, jak bardzo jej obecność pomagała trzem zapracowanym czarownicom. Gdy więc Brenna pojawiła się w przedpokoju kamienicy na Pokątnej, ta kręciła się po kuchni i nie zareagowała od razu na charakterystyczny trzask teleportacji. Ale usłyszała krzyk kobiety i stanęła w przejściu z kuchni do przedpokoju, zastając teczkę i papiery na podłodze, a Brennę przyciskającą się do drzwi, z zamkniętymi oczami.
– P-p-panienko L-longbottom? – zaskrzeczała, jak zwykle się jąkając, mnąc swój fartuszek, gdy patrzyła na brązowowłosą swoimi wielkimi, zielonymi oczami. I gdy Brenna kucnęła, by pozbierać te papiery, ta rzuciła się jej na pomoc. – J-j-ja p-pozbieram, p-p-panienko – wyjęczała.
I tę właśnie scenę zauważyła Victoria: skrzatkę i Brennę zbierające papiery z podłogi, gdy wyszła z piwnicy. Wcześniejszy krzyk Brenny i ją zaalarmował, bo jakoś nie pasowało to do całej sceny, że Brenna zjawia się w jej mieszkaniu. Normalnie pewnie przyszłaby po nią skrzatka i Victoria bardzo wątpiła, że ta nagle zapomniała jak się podejmuje gości. Poza tym… Brenna by przecież tak nie wołała…?
– Hejj, coś się stało? – zapytała, zbliżając się do Brenny i Strzałki. – Wybacz, zasiedziałam się trochę nad kociołkiem – dodała, patrząc na zegarek na ręce. Powinna być gotowa trzy minuty temu.