Victoria dopiero teraz, w świetle swojej różdżki, która objęła jej sypialnię, dostrzegła, że na szafce nie stroi już flakonik z eliksirem nasennym, tylko że znajduje się on na podłodze. W częściach. A to, co z niego zostało, to właśnie mokra plama na parkiecie i najpewniej setki odłamków szkła, z czego część znajdowała się teraz w jej stopach. W odruchu podciągnęła nogi, próbując znaleźć miejsce, gdzie tego szkła nie ma i dopiero rozejrzała się po pomieszczeniu. Pościel na łóżku miała skołtunioną, jakby się w tym śnie co najmniej rzucała, ale poza tym… poza tym wyglądało to normalnie. Kotów nigdzie nie było widać.
Zresztą tak samo jak człowieka-pająka o okropnym uśmiechu.
Nie była zła, że Prim jej nie ostrzegła. Nawet nie przyszło jej do głowy, że ta widziała te odłamki po flakonie na podłodze, a nawet gdyby – musiała ją chyba nieźle nastraszyć, skoro stała tu teraz w drzwiach i ją obudziła. Dokładnie tak było: Victoria była tarczą, za którą mogły się chować jej siostry i nawet nie oczekiwała, by miało to wyglądać inaczej. Zresztą wiedziała, że Primrose nie jest najodważniejszą osobą na świecie i kochała ją pomimo to.
– Chyba musiałam zrzucić eliksir nasenny – powiedziała do niej, patrząc znowu na te odłamki szkła, pobłyskujące teraz w świetle jej różdżki. – Nie wiem czy go w ogóle wypiłam… – przyznała w końcu, bo nie przypominała sobie tego momentu, a czasami, gdy udało jej się jakimś cudem zasnąć bez środków wspomagających, to śniły jej się koszmary, po których wcale nie czuła się wyspana. Może to był właśnie taki moment…? Słuchała oczywiście paplania siostry, chociaż głowa ją bolała (ale nie od znanego szczebiotu, rzecz jasna) i nawet uśmiechnęła się pod nosem na wspomnienie ich ojca, a potem… – …bębny? – powtórzyła za Prim i uniosła na nią spojrzenie. – Jak długo je słyszysz? – Lestrange miała wrażenie, że zacisnął jej się żołądek – nie ze strachu samego w sobie, ale te bębny zaalarmowały ją już wczoraj, gdy była tutaj z Brenną, co zmusiło je do przeszukania całego mieszkania. Zostawiła co prawda wiadomość Primrose, ale nie wiedziała, czy ta ją w ogóle odczytała, a teraz…
Koszmar. Paskudny mężczyzna, który zaatakował ją już we śnie. A teraz te bębny – i wszystko w jednym momencie. Czy Spalona Noc nie przyniosła tutaj sadzy czy innych dziwnych run, a klątwę…? Czy to był kolejny zły duch, który się nimi karmił…?
– Chyba tylko trochę… To nic takiego – stwierdziła i przymknęła na moment oczy, próbując zebrać myśli.
Bam, bam, bam.