• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Greater London Wokół Magicznych Dzielnic [19.10.72 Maida Vale] Fugazi

[19.10.72 Maida Vale] Fugazi
evil twink
i ain't got no type
bad witches
is the thing that I like
wiek
26
sława
V
krew
czysta
genetyka
—
zawód
Asystent sędziny
Zimna cera i jeszcze chłodniejsze spojrzenie. Kruczoczarne włosy i onyksowe tęczówki bardzo wyraźnie kontrastują ze skórą bladą jak kreda. Buta oraz wyższość wylewa się z każdego gestu i słowa. Mierzy 187 centymetrów o szczupłej sylwetce, która coś jeszcze pamięta ze sportowych czasów. W godzinach pracy zawsze ubrany elegancko, zaczesany, a swoje tatuaże ukrywa pod zaklęciami transmutacji. Po godzinach najczęściej nosi się w skórzanych kurtkach i ciężkich butach.

Louvain Lestrange
#7
16.05.2026, 23:24  ✶  

Racja. Zwykle nie poświęcał tym rzeczom zbyt wiele uwagi. Świat po prostu istniał, ze swoimi prawami i i porządkami, a on nigdy nie czuł potrzeby, by rozkładać je na części pierwsze. Był zbyt mocno zakorzeniony w teraźniejszości, w tym, co można było zdobyć, utrzymać albo odebrać siłą. Żył tak, jakby czas miał nigdy go nie dogonić. Jakby jego determinacja, duma i wola były wystarczającym argumentem przeciwko każdej ostateczności. Dopiero teraz, kiedy gdzieś na horyzoncie zaczynała majaczyć data końcowa, myśli te wybijały się na powierzchnię same. Cykl. Dusza. Powrót. Im dłużej miał te pojęcia w głowie, tym bardziej wydawały mu się naiwną próbą nadania porządku czemuś, co z natury było chaotyczne. Wszystko to brzmiało jak system stworzony po to, by ludzie mogli łatwiej zasypiać nocą, wierząc, że cokolwiek zrobili za życia, świat i tak ostatecznie wszystko wyrówna. A przecież jeśli dusza rzeczywiście wracała, jeśli budowała czarodzieja na nowo, to jaki sens miały wszystkie uczynki? Po co strach przed własnym okrucieństwem, po co poczucie winy, po co odpowiedzialność, skoro żadne z tego nie miało pozostawić trwałego śladu? Jeśli morderca i człowiek dobry kończyli jako ten sam “materiał”, tylko przetworzony przez kolejny obrót koła, to czym właściwie była kara? Czym była sprawiedliwość? Uniósł w końcu wzrok na Desiderię i przez moment wyglądał bardziej na zmęczonego niż wrogiego. - A co jeśli mojej duszy już nie ma?

Potem słuchał dalej. Słów o ranieniu ludzi, o upadlaniu, o tym, że zawsze musi zostawić po sobie największe szkody. I choć w nim coś w nim natychmiast chciało się przeciw temu zbuntować, odrzucić to, wyśmiać albo przekręcić w kolejną kłótnię, tym razem nie potrafił. Bo miała rację. Każde jej słowo trafiało dokładnie tam, gdzie od miesięcy próbował nie patrzeć. W tę część siebie, która coraz wyraźniej przypominała ruinę. Był zbyt próżny, żeby przyznać to na głos, zbyt dumny, żeby powiedzieć jej, że widzi to samo, dlatego odpowiedziała za niego cisza. Długa, ciężka, niewygodna. To ona przyznała jej rację za niego. Dlatego pił. Coraz częściej, coraz więcej. Nie po to po, żeby dobrze się bawić ani żeby zapomnieć o jednym konkretnym problemie. Alkohol stawał się prostszym rozwiązaniem niż konfrontacja z własnym odbiciem, z tym, kim stawał się po drodze. Bo w tym morderczym wyścigu za czymś większym, za bezpieczeństwem, za kontrolą, za pzyszłością, która miała wreszcie należeć do niego, zdążył stać się okropny dla garstki ludzi, którzy jeszcze uparcie próbowali dostrzegać w nim coś dobrego. I najgorsze było to, że zaczynał rozumieć, dlaczego z każdym miesiącem było ich mnie. Kiedy odezwał się ponownie, jego głos był niższy, bardziej zachrypnięty niż wcześniej. - Zostawiłaś mnie. Nie zabrzmiało to jak oskarżenie wyrzucone w gniewie, bardziej jak coś długo trzymanego pod językiem, co w końcu zaczęło palić zbyt mocno. - Zostawiłaś mnie, kiedy najbardziej cię potrzebowałem. Wspomnienie polany ognisk wróciło. Ognia, chaosu, strachu, którego nie potrafił wtedy nazwać nawet przed samym sobą. Został z tym wszystkim sam. Sam pośród ludzi, sam pośród własnych myśli, sam z czymś, co od tamtej nocy zaczęło w nim rozlewać się coraz bardziej. Nie było jej. Nie było nikogo, komu mógłby powiedzieć o swoich lękach bez obawy, że zostaną wykorzystane przeciwko niemu albo uznane za słabość. Była tylko Cynthia, jedyna której mógł zaufać. Jedyna osoba, która potrafiła wysłuchać. Jedyna uzdrowicielka, która mogła powiedzieć mu co się z nim dzieje.

Siedział nieruchomo pośród zapachu dymu, alkoholu i przypalonej tkaniny, wpatrzony gdzieś ponad jej ramieniem, jakby próbował dostrzec coś ukrytego głębiej niż jej obraz. Wypiękniała. Dopiero teraz zauważył, jak bardzo wypiękniała. Włoskie słońce zostawiło po sobie ślad na jej skórze. Złocisty, miękko rozlewający się po policzkach i szyi, jakby południe Europy nie chciało jej już całkowicie wypuścić ze swoich ramion. Kwitła tam, to było widać od razu. Nawet zmęczenie i napięcie nie były w stanie tego ukryć. Przy niej cały ten pokój wydawał się jeszcze chłodniejszy, jeszcze bardziej martwy. Jej skóra wyglądała jak coś żywego, ciepłego, prawdziwego. Coś, czego brakowało mu już od miesięcy. I co najgorsze, zaczynał uświadamiać sobie, że nie pamięta już nawet samego smaku ciepła. Przez chwilę jeszcze tylko na nią patrzył, jakby próbował podjąć decyzję, czy w ogóle powinien skracać ten dystans. Potem ciężko zsunął się z leżanki. Butelka ginu stuknęła głucho o podłogę, kiedy odstawił ją obok materaca. Usiadł obok niej na podłodze, blisko, ale nie do końca pewnie, jakby sam nie ufał własnym ruchom. Przez moment jego dłoń zawisła w powietrzu, zanim w końcu chwycił jej rękę. Ostrożniej niż zwykle. Bez siły, bez tej drażniącej dominacji, którą niemal zawsze próbował zaznaczać swoją obecność. Powoli przyciągnął jej dłoń do siebie i oparł o własne czoło. Był lodowaty. Nienaturalnie wręcz zimny, a jednocześnie lepki od potu, który osadzał się na jego skórze cienką warstwą, jakby ciało nie potrafiło już zdecydować, czy walczy z gorączką, czy z wychłodzeniem. Przymknął oczy, oddychając ciężko przez nos, i przez krótką chwilę wyglądał tak, jakby sam ten dotyk kosztował go więcej wysiłku, niż chciałby przyznać. - Sam już nie wiem, co się ze mną dzieje.

« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Desideria Zabini (2374), Louvain Lestrange (3372)




Wiadomości w tym wątku
[19.10.72 Maida Vale] Fugazi - przez Louvain Lestrange - 18.03.2026, 07:20
RE: [19.10.72 Maida Vale] Fugazi - przez Desideria Zabini - 04.04.2026, 15:35
RE: [19.10.72 Maida Vale] Fugazi - przez Louvain Lestrange - 06.04.2026, 23:00
RE: [19.10.72 Maida Vale] Fugazi - przez Desideria Zabini - 13.04.2026, 03:40
RE: [19.10.72 Maida Vale] Fugazi - przez Louvain Lestrange - 05.05.2026, 19:09
RE: [19.10.72 Maida Vale] Fugazi - przez Desideria Zabini - 12.05.2026, 05:10
RE: [19.10.72 Maida Vale] Fugazi - przez Louvain Lestrange - 16.05.2026, 23:24
RE: [19.10.72 Maida Vale] Fugazi - przez Desideria Zabini - 31.05.2026, 06:29
RE: [19.10.72 Maida Vale] Fugazi - przez Louvain Lestrange - 31.05.2026, 09:42
RE: [19.10.72 Maida Vale] Fugazi - przez Desideria Zabini - 01.06.2026, 04:31

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa