Oczywiście, że oboje uwielbiali się popisywać. Bulstrode nawet nie miał co się tego wypierać, bo Louvain znał go zbyt długo, żeby uwierzyć w jakiekolwiek pozory skromności. Poklask był jedną z jego głównych motywacji, nieważne czy chodziło o trybuny, towarzystwo przy stole czy ciekawskich oczu obserwujących go z drugiego końca boiska. Atreus zawsze lubił moment, w którym coś wychodziło mu efektownie. Może nawet bardziej niż skutecznie. Dlatego Louvain od samego początku skupił się całkowicie na jego ruchach. Nie było takiej możliwości, żeby ograł go dwa razy dokładnie tym samym zagraniem. Bądź co bądź, ale to on był - może i byłym, ale jednak - profesjonalnym graczem. Zbyt długo żył boiskiem, zbyt długo żył w rytmie szybkich decyzji, liczonych w ułamkach sekund, by się dać się drugi raz nabrać na identyczną sztuczkę. Nie jakiemuś tam trampkarzowi z ambicjami. Dlatego zauważył zmianę niemal natychmiast. Obnirzony lot. Inny kąt wejścia. Większa agresja w skracaniu dystansu. Atreus próbował go przeczytać tak samo, jak chwilę wcześniej Louvain próbował przeczytać jego. Problem polegał na tym, że tym razem Lestrange już wiedział, czego szukać. Nie ruszył za nim od razu. Rwało go do przodu, mięśnie aż napinały się do gwałtownego manewru, ale zmusił się do pozostania bliżej obręczy. Czekał. Obserwował. Śledził barki, ustawienie dłoni, sposób w jaki Atreus przenosił ciężar ciała podczas lotu.
I wtedy to zobaczył. Moment przed wyrzutem. Kafel poleciał zza pleców dokładnie tak, jak planował Bulstrode, ale Louvain już był w ruchu. Miotła szarpnęła gwałtownie w bok, przecinając powietrze ostrym łukiem. Obręcz przemknęła tuż obok jego ramienia, kiedy wyciągnął rękę idealnie w tor lotu piłki. Palce zacisnęły się na kaflu pewnie i mocno. Przechwyt był czysty. Louvain wyhamował gwałtownie, zawracając szerokim łukiem, a satysfakcja przyszła niemal natychmiast szybka, gorąca i wyjątkowo przyjemna. Spojrzał w stronę Atreusa z cieniem triumfu wymalowanym na twarzy i uniósł lekko piłkę. - Za wcześnie otwierasz bark przy wypuszczaniu piłki. I robisz tę minę idioty, zanim rzucisz. Kącik ust drgnął mu wyżej. Bo właśnie o to chodziło. Nie tylko o punkty, ale o ten moment, w którym dwóch ludzi próbowało przewidzieć swoje ruchy szybciej, niż zdążą je wykonać. A skoro miał okazję pozgrywać tego, który miał prawo pouczać tego drugie, oczywiście że zamierzał to wykorzystać.
Remis był akceptowalny wyłącznie między przyjaciółmi. A nawet wtedy i tak tylko czasami. Kafel obrócił się lekko w jego dłoni, kiedy Louvain wyhamował jeszcze na moment w powietrzu i spojrzał w stronę przyjaciela z cieniem zaczepnego rozbawienia. - Zmiana. Zawołał, już odlatując i ustawiając się na pozycji atakującego. Gwałtowne przyśpieszenie. Powietrze rozstąpiło się przed nim ostrym świstem, gdy ciął przez środek boiska szybkim, agresywnym lotem. Louvain nie zamierzał bawić się w ostrożne budowanie akcji, chciał wejść w tempo dokładnie takie, jakie chwilę wcześniej narzucił mu Atreus. A potem zrobić to lepiej. Obniżył lot niemal identycznie. Ten sam kąt podejścia, podobna dynamika skrócenia dystansu, nawet sposób prowadzenia miotły był celowo zbliżony do wcześniejszego zagrania Bulstrode’a. Było w tym coś z czystej złośliwości, niemal demonstracyjne pokazanie, że skoro Atreus uważał tę sztuczkę za dobrą, Louvain bez problemu wyciśnie z niej jeszcze więcej.
af obrona artur boruc celtic 2005
Sukces!
af atak na dziure
Sukces!