17.05.2026, 19:18 ✶
Lazarusa zaskoczyła sama prośba, Odysa ton jakim jej udzielił. Gdy głos wybrzmiał w dusznej ciszy mieszkania, pojął, że tracił panowanie nad sobą we własnych czterech ścianach przez ich stan. Co mu było po zmyśle węchu, niegdyś odbierany jak kalectwo, kiedy jawił się obecnie jako błogosławieństwo.
— Zaprowadzę cię do łazienki — natychmiast odparł. Fawley uczepił się praktycznego działania jedynie po to, aby nie dopuścić do siebie własnych myśli. — To najmniejsze pomieszczenie.
Odsunął się od stołu i ruchem dłoni wskazał dalszą część dużego mieszkania. Przed Spaloną nocą korytarz pozostawał równie nieskazitelny jak salon. Był wąski, chłodny, uporządkowany. Nie było tam również nic, co świadczyłoby o zwyczajnym ludzkim życiu — żadnych niedbale porzuconych gazet, płaszczy przewieszonych przez oparcie krzesła czy książek pozostawionych grzbietem ku górze. (Odysie, jesteś taki dziwny).
W związku z tym, tym bardziej niepokojąco prezentowały się ciemne smugi pełznące przy listwach podłogowych i w narożnikach sufitu. Przypominały lekarzowi ślady powolnej choroby toczącej budynek od środka.
— Nie rozumiem natury tego zjawiska — przyznał niechętnie. Brud można było usunąć. Zapach powinien posiadać źródło, tymczasem miał wrażenie, że mieszkanie gniło… — Zastanawia mnie dlaczego ty zdajesz się pozostawać wobec niego wyraźnie odporniejszy, ale jeżeli ostatecznie okaże się to klątwą, podziękuję ci na klęczkach — westchnął i złapał za klamkę. Nie miało to już znaczenia. Osad był wszędzie. Czarne smugi spływały spod sufitu cienkimi, nieregularnymi żyłami, niby zaschnięta krew wydobywająca się z ran ukrytych pod tynkiem. Zacieki osiadały w fugach, wokół odpływu wanny oraz przy krawędziach lustra, którego powierzchnia pozostawała matowa mimo wielokrotnego szorowania.
— Zaprowadzę cię do łazienki — natychmiast odparł. Fawley uczepił się praktycznego działania jedynie po to, aby nie dopuścić do siebie własnych myśli. — To najmniejsze pomieszczenie.
Odsunął się od stołu i ruchem dłoni wskazał dalszą część dużego mieszkania. Przed Spaloną nocą korytarz pozostawał równie nieskazitelny jak salon. Był wąski, chłodny, uporządkowany. Nie było tam również nic, co świadczyłoby o zwyczajnym ludzkim życiu — żadnych niedbale porzuconych gazet, płaszczy przewieszonych przez oparcie krzesła czy książek pozostawionych grzbietem ku górze. (Odysie, jesteś taki dziwny).
W związku z tym, tym bardziej niepokojąco prezentowały się ciemne smugi pełznące przy listwach podłogowych i w narożnikach sufitu. Przypominały lekarzowi ślady powolnej choroby toczącej budynek od środka.
— Nie rozumiem natury tego zjawiska — przyznał niechętnie. Brud można było usunąć. Zapach powinien posiadać źródło, tymczasem miał wrażenie, że mieszkanie gniło… — Zastanawia mnie dlaczego ty zdajesz się pozostawać wobec niego wyraźnie odporniejszy, ale jeżeli ostatecznie okaże się to klątwą, podziękuję ci na klęczkach — westchnął i złapał za klamkę. Nie miało to już znaczenia. Osad był wszędzie. Czarne smugi spływały spod sufitu cienkimi, nieregularnymi żyłami, niby zaschnięta krew wydobywająca się z ran ukrytych pod tynkiem. Zacieki osiadały w fugach, wokół odpływu wanny oraz przy krawędziach lustra, którego powierzchnia pozostawała matowa mimo wielokrotnego szorowania.
absolutnie, absolutnie
będę z Tobą aż po grób
będę z Tobą aż po grób