17.05.2026, 21:21 ✶
Primrose tupnęła nóżką rozczarowana, po czym ziewnęła próbując odpowiedzieć siostrze na pytanie. Słychać było od razu, że jest koszmarnie zmęczona i najwyraźniej nie zdawała sobie sprawy z powagi sytuacji, w jakiej się znajdowały. Przerażające, mrożące krew w żyłach zdarzenie sprzed chwili wzięła za zły sen (i to też chyba nie najgorszy – bo Victoria reagowała na stres w sposób, który Primrose wewnętrznie uspokajał). Hałas w swojej głowie – za niezbyt uprzejmych, ale całkiem żywych, zupełnie-nie-upiornych sąsiadów z fantazją do występowania na sabatach. Zmiażdżona fizycznie i psychicznie przez pracę, przeciągnięta przez dziwaczne zdarzenia, wciąż wyglądała jakby miała zaraz wskoczyć w bawełnianą piżamkę i pisać głupie listy na różowej papeterii.
– Odkąd wróciłam do domku – powiedziała dosyć spokojnie. – Strasznie mnie to denerwuje bo nie mogę spać. – Ziewnęła jeszcze raz. – O matulu i teraz tak będziemy ziewać na zmianę, no nie wytrzymam zaraz. Weź się nie ruszaj, żebyś nie weszła w to szkło bardziej, a ja skoczę po oksy i apteczkę... Raz ci się do czegoś przyda siostra z magisterką, bo nam w Lecznicy dają środki nasenne.
No i spróbowała się uśmiechnąć, ale mizernie jej to wyszło, bo była już w tym stanie, w którym człowiek myśli już tylko o zimnej poduszce na stosie czyściutkiej pościeli. Zapaliła światło w pokoju, bo na cóż Victorii ten Lumos, z Lumosem wszystko było sześćdziesiąt siedem razy bardziej przerażające.
– Zaraz wracam – rzuciła i swoimi małymi kroczkami ruszyła korytarzem, żeby przynieść tam zmiotkę i torebkę z medykamentami. Najwyraźniej, mimo paniki sprzed chwili całkiem nieźle to zniosła. Szkoda tylko, że to dudnienie wcale nie ustawało, a i jej się echem po głowie niosło i zaraz zamiast do pracy pójdzie do wariatkowa na przeleżenie objawów.
Nawet się nie potknęła o swoje rzeczy rozrzucone po podłodze, znalazła zmiotkę od razu, tuż obok... klapy...
– Ej Vicky – rzuciła zaspana, idąc w kierunku jej pokoju, chociaż było to stąpanie tak ciche, że równie dobrze mogła przy tej klapie wciąż stać – zawsze miałaś w domu piwnicę?
– Odkąd wróciłam do domku – powiedziała dosyć spokojnie. – Strasznie mnie to denerwuje bo nie mogę spać. – Ziewnęła jeszcze raz. – O matulu i teraz tak będziemy ziewać na zmianę, no nie wytrzymam zaraz. Weź się nie ruszaj, żebyś nie weszła w to szkło bardziej, a ja skoczę po oksy i apteczkę... Raz ci się do czegoś przyda siostra z magisterką, bo nam w Lecznicy dają środki nasenne.
No i spróbowała się uśmiechnąć, ale mizernie jej to wyszło, bo była już w tym stanie, w którym człowiek myśli już tylko o zimnej poduszce na stosie czyściutkiej pościeli. Zapaliła światło w pokoju, bo na cóż Victorii ten Lumos, z Lumosem wszystko było sześćdziesiąt siedem razy bardziej przerażające.
– Zaraz wracam – rzuciła i swoimi małymi kroczkami ruszyła korytarzem, żeby przynieść tam zmiotkę i torebkę z medykamentami. Najwyraźniej, mimo paniki sprzed chwili całkiem nieźle to zniosła. Szkoda tylko, że to dudnienie wcale nie ustawało, a i jej się echem po głowie niosło i zaraz zamiast do pracy pójdzie do wariatkowa na przeleżenie objawów.
Nawet się nie potknęła o swoje rzeczy rozrzucone po podłodze, znalazła zmiotkę od razu, tuż obok... klapy...
– Ej Vicky – rzuciła zaspana, idąc w kierunku jej pokoju, chociaż było to stąpanie tak ciche, że równie dobrze mogła przy tej klapie wciąż stać – zawsze miałaś w domu piwnicę?