• Londyn
  • Świstoklik
    • Mapa Huncwotów
    • Spis lokacji
    • Kalendarium
  • Dołącz do gry
  • Zaloguj się
  • Postacie
  • Accio
  • Indeks
  • Gracze
  • Accio
Secrets of London Poza schematem Pokój Życzeń Sny v
1 2 Dalej »
[1957/1972] with its life underground and a perfect disguise above | Benjy, Prue

[1957/1972] with its life underground and a perfect disguise above | Benjy, Prue
Local Dumbass
I’m gonna give you fair warning that I…
I’m not a saint, but I could be if I try
Lord knows I've got habits to break
wiek
33
sława
III
krew
zdrajca krwi
genetyka
—
zawód
klątwołamacz/najemnik/łowca
bardzo wysoki - 196 cm / potężnie zbudowany, szerokie barki, rozbudowany kark, ciężka masa mięśni bardziej przypominająca taran niż sylwetkę biegacza / ciemnobrązowe, półdługie włosy / brązowe oczy / cztery złote kolczyki (małe kółka) w lewym uchu / obrączka ślubna z grubego, topornie kutego złota na palcu / poparzenie na szyi od prawej strony i części prawego ucha / nadkruszona prawa trójka i pęknięty, częściowo brakujący fragment lewej jedynki / luźny, praktyczny styl ubioru / wytatuowany pod rękawami skórzanych albo materiałowych kurtek / sprężysty krok, jakby zawsze gdzieś się spieszył / "francuski" akcent - miękkie r, zmiękczone głoski, cichy głos

Benjy Fenwick
#22
17.05.2026, 23:14  ✶  
1972
Granica między tym, co prawdopodobne, a tym, co niedorzeczne, bezpowrotnie się zatarła, natomiast ja nigdy nie należałem do ludzi stworzonych do krycia się po kątach i drżenia ze strachu w oczekiwaniu na wyrok, więc jeśli ktoś rzucił mi wyzwanie, wolałem wyjść mu naprzeciw. Biorąc pod uwagę gęstniejącą atmosferę ostatnich dni oraz burzliwy, pełen napięcia powrót na brytyjską ziemię, nie potrafiłem już kategorycznie odrzucić żadnego, nawet najczarniejszego scenariusza - gdyby to dręczące, wwiercające się w mózg przeczucie było ledwie mglistym, jednostronnym wrażeniem zrodzonym ze zmęczenia, zapewne zepchnąłbym je na margines świadomości, wszak przez lata wypracowałem w sobie swoisty, niemal ignorancki stoicyzm - byłem nieoficjalnym mistrzem bagatelizowania ryzyka, niekoronowanym królem bagatelizowania zagrożeń, dopóki nie dotknęły mnie one bezpośrednio, bezwzględnie i namacalnie, odsuwania od siebie myśli o śmierci, potrafiłem bez mrugnięcia okiem spacerować po krawędzi, nie patrząc w dół przed skokiem, lekceważyć zbierające się nad głową chmury, udając że deszcz nie pada, dopóki nie zamieniał się w lodowaty potop, igrać z nieczystymi siłami aż do momentu, w którym realne niebezpieczeństwo nie zaczynało ziać mi w twarz swoim siarczystym oddechem…
Teraz jednak sytuacja wyglądała inaczej, ponieważ tarcza, którą dotąd osłaniałem wyłącznie siebie, musiała objąć kogoś jeszcze - stawka nie dotyczyła już wyłącznie mojej własnej skóry. Tych kilka intensywnych, wspólnie spędzonych dni zadziałało jak emocjonalny katalizator, zdołaliśmy zrekonstruować coś, czego dotkliwy brak doskwierał mi przez całe lata, a co więcej - pchnęliśmy tę relację na tory, których kierunku nigdy bym nie przewidział, w stronę tak nieoczywistą i gwałtowną, że sam jeszcze nie potrafiłem jej w pełni nazwać. Ta nowa, zaskakująca dynamika sprawiła, że instynktowna potrzeba chronienia mojej dziewczyny, nawet jeśli status „związku” obwarowany był klauzulą żartu i tymczasowości, w pewnym sensie wywróciła mój dotychczasowy światopogląd do góry nogami.
Tymczasem to lepkie, nieznośne uczucie, że czyjeś oczy bezustannie śledziły każdy mój krok, z sekundy na sekundę coraz bardziej wytrącało mnie z równowagi, i chociaż irracjonalny niepokój nie zdołał jeszcze wpchnąć mnie w objęcia pełnoobjawowej paranoi, skutecznie i bezwzględnie odarł mnie z jakiegokolwiek komfortu - stałem się świadomy każdego bezdźwięku, a trzeba było uczciwie przyznać, że wewnętrzny spokój i powolne badanie sytuacji nigdy nie były moim towarem eksportowym… Genetycznie i mentalnie nie byłem po prostu stworzony do tego, by chować się po kątach, lizać rany lub pozwalać, by paraliżował mnie strach - tego rodzaju osaczenie zawsze budziło we mnie bardzo konkretny, niemal mechaniczny wachlarz reakcji. Przyparty do muru i wystawiony na działanie presji, paradoksalnie zyskiwałem makabryczną jasność umysłu i zaczynałem działać szybciej, ostrzej, bez zbędnego wahania, organicznie nienawidziłem bezczynności, kulenia się po kątach i trzęsienia portkami w oczekiwaniu na wyrok losu - jeśli ktoś rzeczywiście deptał nam po piętach, musiał liczyć się z tym, że zamiast ofiary znajdzie zwierzynę, która potrafi boleśnie odgryźć się pierwsza.
- Nie wieszę, sze to właśnie powiedziałaś. - Mruknąłem, zerkając na nią kątem oka, bo Prue odpuszczająca dążenie do sedna i dająca sobie spokój z dochodzeniem do czegoś, co zaprzątało jej głowę, to zdecydowanie nie był dla mnie zwyczajny widok, nawet jeśli wszystko tutaj było… Inne. Nie zatrzymałem się jednak przy tym, bo jej kolejne słowa były znacznie ciekawsze, i to w sposób, którego chyba sama do końca nie rozumiała - kiedy zaczęła umniejszać sobie, zrzucać całą uwagę na mnie, pokręciłem głową, tym razem wolniej, bardziej zdecydowanie.
- Nie. - Powiedziałem krótko, zanim zdążyła się w to bardziej wkręcić. - To akulat bsdula. - Przesunąłem wzrokiem po jej twarzy, zatrzymując się na tej krótkiej reakcji, przygryzieniu wargi, które nie umknęło mojej uwadze, choć nie skomentowałem go od razu. - „Ciekawszy okaz”, hm? - Podjąłem znowu, spokojnie, ale z wyraźnym naciskiem. - Bszmi jak komplement, ale mam wlaszenie, sze plóbujesz zszuciś winę na mnie. - Skrzywiłem się minimalnie, jakby to słowo nie do końca mi odpowiadało - kiedyś zostałoby wypowiedziane bez wahania, lecz teraz nie było do końca właściwe - ale nie próbowałem go zmieniać. Przeniosłem spojrzenie gdzieś za nią, na linię drzew, ale nic się tam nie zmieniło, wrażenie jednak pozostało. - Pludence - uniosłem brew, wracając do jej wcześniejszych słów - pszes całe te lata byłaś najbalsiej intelesującą osobą, jaką miałem nieszczęście znaś. - Kącik ust drgnął mi lekko przy tym słowie, bo oboje wiedzieliśmy, że „nieszczęście” nie znaczyło dokładnie tego, co sugerowało. - Najbalsiej absolbująsą dziewczyną w tamtym cholelnym zamku. - Kontynuowałem, tonem już mniej kpiącym, bardziej rzeczowym, co w moim wykonaniu brzmiało niemal podejrzanie. - Nawet kiedy udawałaś, sze jesteś pszesloczysta. Nie doceniasz, jak balso potlafisz wejść człowiekowi w głowę. - Zatrzymałem się blisko niej, wystarczająco, żeby nie musieć podnosić głosu, i nachyliłem się odrobinę, spojrzeniem zahaczając o jej oczy, potem na moment niżej, zanim wróciłem wyżej - teraz to było całkowicie naturalne, ale wtedy… Wtedy też się zdarzało, stanowczo zbyt często, jak na „całkowity przypadek”, jakim próbowaliśmy to uczynić. - Więc daluj sobie tę histolię o byciu „nudną”. Nie kupuję jej od pielwszego dnia i nie zacznę telas. - Uniósłbym brew, gdyby nie to, że już była lekko podniesiona, więc zamiast tego tylko przechyliłem głowę, przyglądając się jej uważniej, i pokręciłem nią z tym znajomym spojrzeniem, które pojawiało się zawsze, gdy moja droga Prue prue-bowała coś odkręcić w pół zdania. - Wiesz, to nawet pasuje. - Dorzuciłem. - Ty, któla udaje, sze jest nudna, a potem nagle okazuje się, sze ma więcej na sumieniu nisz połowa ludzi, któlych znam. - , akcentując słowa tak, by podkreślić, iż wiedziałem - nie bez powodu, w końcu sama mi się wygadała - że parała się czymś znacznie ciekawszym, niż chciałaby przyznać pierwszej lepszej osobie. - Bszmi jak świetny sposób, szeby wpakowaś się w cudze ploblemy. - Wzruszyłem ramionami, nawet przez moment nie zastanowiwszy się, jak to brzmiało w kontekście naszej pierwszej, londyńskiej interakcji sprzed kilkunastu dni, ponieważ oboje wiedzieliśmy, do czego nas to doprowadziło.
Zaśmiałem się pod nosem, słysząc pełną rezerwy uwagę o moim podejściu do „interesujących” stworzeń, które wolałbym spotkać, chociaż w moim głosie zabrakło typowej, beztroskiej wesołości. Doskonale zdawałem sobie sprawę z tego, jak bardzo zderzały się nasze światy i jak gigantyczna przepaść dzieliła nasze pojęcia o „ciekawym spędzaniu czasu”, Prue miała absolutne prawo odczuwać niepokój, w moim prywatnym, wypaczonym przez lata słowniku, słowo „interesujące” zazwyczaj oznaczało coś, co miało ostre jak brzytwa pazury, ślepia świecące w ciemnościach i stanowczo zbyt dużą liczbę zębów.
Posłałem jej jeden z tych moich szerokich, nonszalanckich uśmiechów, celowo błyskając zębami, żeby chociaż trochę rozbroić powagę, która zawisła w powietrzu - światy, z których się wywodziliśmy, rzadko kiedy znajdowały wspólny mianownik, podczas gdy ona o niebezpieczeństwach dowiadywała się z pożółkłych stron woluminów, ja uczyłem się ich z blizn na własnej skórze. Las wokół nas jednak uparcie milczał, gęsty i nieprzenikniony, jakby kpił z mojej gotowości do walki, a ktokolwiek gapił się na nas z mroku, najwyraźniej wolał tchórzliwą anonimowość od otwartej konfrontacji.
- Uwiesz mi, wolałbym, szeby w tym lesie czaił się na nas chimelyszny kuloliszek, zbłąkana mantykola albo nawet nalwany leszy, zamiast zwykłego, wściekłego wilka albo tym balsiej tchószliwego podglądacza. - Rzuciłem, chociaż moje oczy bezustannie skanowały ścianę drzew. - S magiczną bestią pszynajmniej wiesz, na czym stoisz. Albo ty ulwiesz jej łeb, albo ona tobie. A tak? Banał. Nuda.
Chciałem ją nastraszyć? Ani trochę, prędzej sprawdzić, czy ta filuterna iskierka w jej spojrzeniu oznaczała, że ramię w ramię ze mną byłaby gotowa wejść prosto w jaskinię lwa.
- No wiesz co? - Żachnąłem się, trochę za mało teatralnie, gdyż otoczenie nadal wybijało mnie z równowagi. - Myślałem, sze ostatnio dałem ci się poznaś tesz od tej długiej stlony. - Miała rację, nie byłem delikatny, zwłaszcza nie w takich sytuacjach, ale żeby tak od razu generalizować… Zanim jednak zdążyłem zaproponować, że w takim razie od teraz będę ją dotykał wyłącznie przez jedwabne rękawiczki, las postanowił wrzucić wyższy bieg.
Propozycja powrotu nad jezioro brzmiała kusząco, perspektywa koca, chłodnej wody i jej bliskości wygrywała w przedbiegach z uganianiem się za fantomami po krzakach, udawanie całkiem normalnej pary na mało ekscentrycznej randce miało jakiś niezaprzeczalny urok. Już miałem rzucić jakimś błyskotliwym komentarzem o tym, że wycofanie się w celach czysto romantycznych to nie odpuszczanie, a bardzo taktyczne posunięcie, gdy los postanowił zepsuć nam i te plany - bezgłos natury zniknął, lecz zamiast poetyckiego szumu liści, do naszych uszu dobiegł stłumiony, acz ewidentny bełkot ludzkich głosów. Kiedy Prue odwróciła się gwałtownie, mrużąc oczy i pytając, czy też to słyszałem, natychmiast spoważniałem.
- Yhym. - Kiwnąłem głową. - Wlasamy. - Nie było to stwierdzenie, nie pytanie, raczej coś pomiędzy, co niosło ze sobą konkretny zamiar zakończenia tej konfrontacji. Ktoś tam był i, co ciekawsze, po tym wszystkim ewidentnie nie potrafił zachować profesjonalnej dyskrecji - zamiast czaić się tam, gdzie przed chwilą czułem na karku czyjś wzrok, nasi tajemniczy goście postanowili uciąć sobie pogawędkę dokładnie z przeciwnej strony, jak na profesjonalnych prześladowców, mieli fatalne wyczucie sceniczne… No ładnie, a już myślałem, że to ja tu jestem mało subtelny.


[Obrazek: 4GadKlM.png]
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości

Podsumowanie aktywności: Przełącz sortowanie alfabetycznie/ilość słów Benjy Fenwick (12838), Prudence Fenwick (9042)




Wiadomości w tym wątku
[1957/1972] with its life underground and a perfect disguise above | Benjy, Prue - przez Benjy Fenwick - 07.05.2026, 22:50
RE: [1957/1972] with its life underground and a perfect disguise above | Benjy, Prue - przez Benjy Fenwick - 07.05.2026, 22:50
RE: [1957/1972] with its life underground and a perfect disguise above | Benjy, Prue - przez Prudence Fenwick - 07.05.2026, 23:30
RE: [1957/1972] with its life underground and a perfect disguise above | Benjy, Prue - przez Prudence Fenwick - 07.05.2026, 23:30
RE: [1957/1972] with its life underground and a perfect disguise above | Benjy, Prue - przez Benjy Fenwick - 08.05.2026, 02:07
RE: [1957/1972] with its life underground and a perfect disguise above | Benjy, Prue - przez Benjy Fenwick - 08.05.2026, 02:08
RE: [1957/1972] with its life underground and a perfect disguise above | Benjy, Prue - przez Prudence Fenwick - 08.05.2026, 08:05
RE: [1957/1972] with its life underground and a perfect disguise above | Benjy, Prue - przez Prudence Fenwick - 08.05.2026, 08:06
RE: [1957/1972] with its life underground and a perfect disguise above | Benjy, Prue - przez Benjy Fenwick - 10.05.2026, 02:49
RE: [1957/1972] with its life underground and a perfect disguise above | Benjy, Prue - przez Benjy Fenwick - 10.05.2026, 02:50
RE: [1957/1972] with its life underground and a perfect disguise above | Benjy, Prue - przez Prudence Fenwick - 11.05.2026, 21:44
RE: [1957/1972] with its life underground and a perfect disguise above | Benjy, Prue - przez Prudence Fenwick - 11.05.2026, 21:44
RE: [1957/1972] with its life underground and a perfect disguise above | Benjy, Prue - przez Benjy Fenwick - 12.05.2026, 01:02
RE: [1957/1972] with its life underground and a perfect disguise above | Benjy, Prue - przez Benjy Fenwick - 12.05.2026, 01:04
RE: [1957/1972] with its life underground and a perfect disguise above | Benjy, Prue - przez Prudence Fenwick - 12.05.2026, 08:08
RE: [1957/1972] with its life underground and a perfect disguise above | Benjy, Prue - przez Prudence Fenwick - 12.05.2026, 08:09
RE: [1957/1972] with its life underground and a perfect disguise above | Benjy, Prue - przez Benjy Fenwick - 13.05.2026, 23:26
RE: [1957/1972] with its life underground and a perfect disguise above | Benjy, Prue - przez Benjy Fenwick - 13.05.2026, 23:29
RE: [1957/1972] with its life underground and a perfect disguise above | Benjy, Prue - przez Prudence Fenwick - 16.05.2026, 07:25
RE: [1957/1972] with its life underground and a perfect disguise above | Benjy, Prue - przez Prudence Fenwick - 16.05.2026, 07:26
RE: [1957/1972] with its life underground and a perfect disguise above | Benjy, Prue - przez Benjy Fenwick - 17.05.2026, 23:10
RE: [1957/1972] with its life underground and a perfect disguise above | Benjy, Prue - przez Benjy Fenwick - 17.05.2026, 23:14
RE: [1957/1972] with its life underground and a perfect disguise above | Benjy, Prue - przez Prudence Fenwick - 18.05.2026, 15:09
RE: [1957/1972] with its life underground and a perfect disguise above | Benjy, Prue - przez Prudence Fenwick - 18.05.2026, 15:10
RE: [1957/1972] with its life underground and a perfect disguise above | Benjy, Prue - przez Benjy Fenwick - 30.05.2026, 21:04
RE: [1957/1972] with its life underground and a perfect disguise above | Benjy, Prue - przez Benjy Fenwick - 30.05.2026, 21:05
RE: [1957/1972] with its life underground and a perfect disguise above | Benjy, Prue - przez Prudence Fenwick - 02.06.2026, 20:51
RE: [1957/1972] with its life underground and a perfect disguise above | Benjy, Prue - przez Prudence Fenwick - 02.06.2026, 20:51

  • Pokaż wersję do druku
  • Subskrybuj ten wątek

Spis Treści
Zakładki
Tryb normalny
Tryb drzewa