Heather miała nieco inne zdanie od swojego starszego kolegi. Jej zdaniem czyny były ważne, a same słowa nie mogły sprowadzać na nikogo nieszczęścia. No bo niby jak to tak? Z drugiej strony raczej nie miała tendencji do sugerowania tego, że coś może się nie udać, więc nie miała do końca szansy, aby przetestować to wszystko w praktyce. Zmrużyła oczy i zaczęła się nad tym zastanawiać, na moment zamilkła. Nie, na pewno nie miał racji, chociaż wyglądała jakby się odrobinę zawahała. No nie znosiła teleportacji, świstoklików i innych takich, mogła udawać, że jest inaczej, ale tak to Erik przynajmniej był przygotowany na to, że może na niego zwymiotować przy lądowaniu, nie będzie miał do niej pretensji, że go nie ostrzegała. Wolała stawiać na szczerość, nie lubiła zaskakiwać innych swoimi słabościami, a te miała, jak każdy inny człowiek, no MIAŁA TĘ JEDNĄ, jedyną, drobną słabość, żadnej więcej.
- Oczywiście, że tak się to skończy. Nie damy im wygrać, prosta sprawa. - Nie przyjmowała chyba innej wersji. Dobro zawsze zwyciężało, czyż nie? a że oni byli dobrzy, to zakończenie tej całej wojny było całkiem oczywiste. Prędzej, czy później musieli to wygrać. Wolałaby, aby doszło do tego prędzej, niż później, no ale czasem potrzeba było trochę cierpliwości, co niestety w jej przypadku bywało bardzo męczące, bo Ruda lubiła dostawać wszystko od ręki. Nie mogła jednak biegać po Londynie i zamykać osób, które wydawały jej się podejrzane, to tak nie działało, a szkoda, wielka szkoda.
Heather przywykła do tego, jak wyglądał świat. Przystosowała się do tego całkiem szybko, była przecież młoda, ledwie skończyła Hogwart, kiedy to wszystko się zaczęło. Tak naprawdę jej krótkie, dorosłe życie od początku układało się z wojną w tle. Nie znała niczego innego, nie wiedziała, jak to jest, kiedy na świecie panuje pokój. Odnalazła się w tym chaosie, może dlatego, że sama była w dużej mierze z niego złożona. Wszędzie było jej pełno, pracowała, po godzinach pracowała charytatywnie dla Zakonu Feniksa, kto by się przejmował czymś takim jak odpoczynek? Po śmierci się wyśpi, czy coś. Nie wydawało jej się, aby brała na swoje barki zbyt wiele, wręcz przeciwnie - nie miała nic przeciwko temu, aby ktoś jej jeszcze czegoś dołożył, dźwignie wszystko mimo swoich drobnych ramion.
- Byłam kiedyś we Francji, wiesz, moja mama jest gwiazdą, ja też nią byłam przez chwilę. - Dodała, jakby przypadkiem jej starszy kolega o tym zapomniał, chociaż sam przed chwilą wspomniał o Harpiach, co sugerowało, że jednak pamiętał.
- Też na to nie wpadłam, a na szybko niczego nie wymyślę, bo ssę w transmutacji, to nigdy nie była moja dziedzina magii. - Nie miała pojęcia, jak to było w przypadku Erika, niby walczyli razem, ramię w ramię nieraz, ale nie przyglądała się, nie obserwowała dokładnie z jakich zaklęć korzysta, jakoś nigdy nie wydawało jej się to szczególnie istotne.
Longbottom poszedł obejrzeć świstoklik, Ruda ruszyła za nim, mimo tego, że wiedziała, że ta podróż nie będzie należała do przyjemnych to nie zamierzała odsuwać tego w czasie, tylko jak najszybciej ją odbyć i znaleźć się w królestwie wina, bagietek i serów.