20.05.2026, 14:57 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 26.05.2026, 07:32 przez Hannibal Selwyn.
Powód edycji: Uzupełniłam efekt rzutu.
)
Hannibal wzruszył ramionami na wyjaśnienia Hestii i testowo zamachnął się kijem, odsunąwszy się najpierw o krok, żeby nie ryzykować uderzenia nikogo z obecnych. Z różdżką wciąż trzymaną w lewej ręce, było to nieco niezdarne, ale kij był dobrze ywaony i wygodny. Ciekawe, czy będzie skuteczny przeciwko intruzom z zaświatów…
- “Znaleźliśmy naszyjnik” - powtórzył, wykręcając młynka bronią dla samej pryjemności poczucia jej ciężaru w dłoni - Ciekawe, co ten naszyjnik robi, bo wcale się nie zdziwię, gdyby to nie była taka sobie błyskotka, a uczucie Leonarda nie było tak całkiem niewinne i czyste - koleś mógł się okazać czymkolwiek, od ogarniętgo obsesją stalkera po widmo potrzebujące wspólniczki do jakichś swoich widmowych sprawek - Myślicie, że to Leonard szeptał nam na uszko chwilę temu? I że Anna mogła też paść ofiarą opętania? - Kij bejsbolowy znieruchomiał, a Selwyn zerknął w kierunku Peregrinusa.
Po nieudanej próbie Hestii oparł swoją zabawkę o zrujnowany murek i podniósł różdżkę.
- Może ja spróbuję - zaproponował.
Ile czasu mogło minąć od kiedy pozbyli się tamtych turystów? Czy mugole naprawdę zamierzali tu wrócić jeszcze tej samej nocy? Jeżeli tak, to czy runa Peregrinusa zadziała jak należy? Lepiej było faktycznie mieć przynajmniej strefę ciszy wokół, jeżeli nie nawet jakąś lepszą barierę.
Stanął w pobliżu świeżo naprawionej runy i spróbował rzucić zaklęcie.
Czuł jak magia drga i zbiera się wokół. Świadomość bycia obserwowanym motywowała, ale i tak trudno było mu się skupić, czy to przez nietypowe okoliczności, czy przez dużą porcję wirujących mu w głowie faktów i domysłów. Czar prawie wysmyknął mu się spod różdżki. Hannibal zacisnął zęby, mruknął pod nosem na wpół wyartykułowane przekleństwo i zmarszczył brwi w koncentracji. Magiczna sfera formowała się wokół zebranych opornie, ale w końcu ustabilizowała się - jej granica połyskiwała delikatnie na srebrno, jakby była utkana z cienkich, jedwabnych nici. Selwyn odetchnął z ulgą.
- Jedna bariera wygłuszająca, proszę bardzo! - uśmiechnął się, jakby wcale nie wymagało to od niego wysiłku.
Wrócił na swoje miejsce i podniósł kij Hestii. Skoro dziewczyna oddała mu go pod opiekę, nie zamierzał go tak po prostu porzucać. Z ciekawością oczekiwał na dalsze ruchy obu czarownic, które wydawały się mieć zdecydowanie lepsze pojęcie, co powinni uczynić, niż on. Pomny prośby Peregrinusa, ustawił się tak, by i jego mieć na oku., chociaż nic nie wskazywało na to, żeby jasnowidz cierpiał jakiekolwiek skutki uboczne w miarę bliskiego spotkania z duchem.
- “Znaleźliśmy naszyjnik” - powtórzył, wykręcając młynka bronią dla samej pryjemności poczucia jej ciężaru w dłoni - Ciekawe, co ten naszyjnik robi, bo wcale się nie zdziwię, gdyby to nie była taka sobie błyskotka, a uczucie Leonarda nie było tak całkiem niewinne i czyste - koleś mógł się okazać czymkolwiek, od ogarniętgo obsesją stalkera po widmo potrzebujące wspólniczki do jakichś swoich widmowych sprawek - Myślicie, że to Leonard szeptał nam na uszko chwilę temu? I że Anna mogła też paść ofiarą opętania? - Kij bejsbolowy znieruchomiał, a Selwyn zerknął w kierunku Peregrinusa.
Po nieudanej próbie Hestii oparł swoją zabawkę o zrujnowany murek i podniósł różdżkę.
- Może ja spróbuję - zaproponował.
Ile czasu mogło minąć od kiedy pozbyli się tamtych turystów? Czy mugole naprawdę zamierzali tu wrócić jeszcze tej samej nocy? Jeżeli tak, to czy runa Peregrinusa zadziała jak należy? Lepiej było faktycznie mieć przynajmniej strefę ciszy wokół, jeżeli nie nawet jakąś lepszą barierę.
Stanął w pobliżu świeżo naprawionej runy i spróbował rzucić zaklęcie.
Kształtowanie - wyczarowuję strefę ciszy
Rzut Z 1d100 - 45
Słaby sukces...
Słaby sukces...
Czuł jak magia drga i zbiera się wokół. Świadomość bycia obserwowanym motywowała, ale i tak trudno było mu się skupić, czy to przez nietypowe okoliczności, czy przez dużą porcję wirujących mu w głowie faktów i domysłów. Czar prawie wysmyknął mu się spod różdżki. Hannibal zacisnął zęby, mruknął pod nosem na wpół wyartykułowane przekleństwo i zmarszczył brwi w koncentracji. Magiczna sfera formowała się wokół zebranych opornie, ale w końcu ustabilizowała się - jej granica połyskiwała delikatnie na srebrno, jakby była utkana z cienkich, jedwabnych nici. Selwyn odetchnął z ulgą.
- Jedna bariera wygłuszająca, proszę bardzo! - uśmiechnął się, jakby wcale nie wymagało to od niego wysiłku.
Wrócił na swoje miejsce i podniósł kij Hestii. Skoro dziewczyna oddała mu go pod opiekę, nie zamierzał go tak po prostu porzucać. Z ciekawością oczekiwał na dalsze ruchy obu czarownic, które wydawały się mieć zdecydowanie lepsze pojęcie, co powinni uczynić, niż on. Pomny prośby Peregrinusa, ustawił się tak, by i jego mieć na oku., chociaż nic nie wskazywało na to, żeby jasnowidz cierpiał jakiekolwiek skutki uboczne w miarę bliskiego spotkania z duchem.