20.05.2026, 18:17 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 20.05.2026, 18:18 przez Benjy Fenwick.)
Wymieniłem z Norą szybkie spojrzenie, metaforycznie wciąż jeszcze stojąc jedną nogą na chłodnym, wilgotnym bruku Pokątnej, podczas gdy z wnętrza lokalu buchało już we mnie zbawienne ciepło, tak bliskie, lecz jednocześnie przyćmione cieniem sytuacji, w której się znalazłem. Nie potrzebowałem niczego więcej, aby zmienić zdanie, co do obdarowania żebraka wyłuskaną z kieszeni garstką moniaków - w zupełności wystarczyło mi to, co powiedziała Eleonora. Byłem jej za to cholernie wdzięczny, nawet jeśli wewnątrz zaczęła we mnie wzbierać frustracja skierowana w stronę odchodzącego mężczyzny, jak i - jeszcze bardziej - siebie samego. Nie uważałem się za kogoś, kto łatwo ulegał czyjejś ckliwej narracji, nie miałem się za byle naiwniaka, a jednak prawie dałem się nabrać i to z powodu czystej niechęci do tego, by spędzać zbyt dużo czasu na zewnątrz, gdy miałem inne plany. Zmierzyłem wzrokiem pogrążającą się w mroku alejkę, w której przed chwilą zniknął naciągacz i potrząsnąłem głową z niedowierzaniem.
- Wchodzę, wchodzę, zanim całkiem zamienię się w galgulca. - Rzuciłem, kierując się za Norą, gdyż dalsze sterczenie na zewnątrz niczego by nam nie przyniosło, bezdomny zniknął, rzucając obelgi pod nosem i nie wydawało mi się, aby miał powód do powrotu - w końcu nie mógł już nic tu wskórać, skoro klubokawiarnia oficjalnie została zamknięta na noc.
Zatrzasnąłem za sobą drzwi, odcinając nas definitywnie od lodowatego podmuchu znad Tamizy, ponurej atmosfery i gęstniejącej na zewnątrz mgły. Zrzuciłem z ramienia ciężką torbę diagnostyczną, stawiając ją ostrożnie na najbliższym krześle, po czym zdjąłem skórzany płaszcz, odwieszając go na wieszaku, a fala skumulowanego wewnątrz ciepła uderzyła we mnie praktycznie natychmiast po tym. Dopiero teraz, w delikatnym świetle wiszących pod sufitem lamp oraz licznych świec wypełniających przytulne wnętrze lokalu, zauważyłem, że policzki Nory płonęły lekkim pąsem, wyglądała na nieco zmieszaną, chociaż nie do końca pojmowałem, z jakiego konkretnie powodu. Mogłem się tylko domyślać, lecz nie było to coś, czym sam bym się przejmował… Była zdecydowanie zbyt dobra na ten podły świat, zwłaszcza w dzisiejszych, niespokojnych czasach, gdy ludzka krzywda stawała się dla niektórych wygodną tarczą do naciągania innych. Całe szczęście, wokół nas na powrót zapanował względny spokój, więc nie musieliśmy się już tym przejmować.
A może…?
- Wchodzę, wchodzę, zanim całkiem zamienię się w galgulca. - Rzuciłem, kierując się za Norą, gdyż dalsze sterczenie na zewnątrz niczego by nam nie przyniosło, bezdomny zniknął, rzucając obelgi pod nosem i nie wydawało mi się, aby miał powód do powrotu - w końcu nie mógł już nic tu wskórać, skoro klubokawiarnia oficjalnie została zamknięta na noc.
Zatrzasnąłem za sobą drzwi, odcinając nas definitywnie od lodowatego podmuchu znad Tamizy, ponurej atmosfery i gęstniejącej na zewnątrz mgły. Zrzuciłem z ramienia ciężką torbę diagnostyczną, stawiając ją ostrożnie na najbliższym krześle, po czym zdjąłem skórzany płaszcz, odwieszając go na wieszaku, a fala skumulowanego wewnątrz ciepła uderzyła we mnie praktycznie natychmiast po tym. Dopiero teraz, w delikatnym świetle wiszących pod sufitem lamp oraz licznych świec wypełniających przytulne wnętrze lokalu, zauważyłem, że policzki Nory płonęły lekkim pąsem, wyglądała na nieco zmieszaną, chociaż nie do końca pojmowałem, z jakiego konkretnie powodu. Mogłem się tylko domyślać, lecz nie było to coś, czym sam bym się przejmował… Była zdecydowanie zbyt dobra na ten podły świat, zwłaszcza w dzisiejszych, niespokojnych czasach, gdy ludzka krzywda stawała się dla niektórych wygodną tarczą do naciągania innych. Całe szczęście, wokół nas na powrót zapanował względny spokój, więc nie musieliśmy się już tym przejmować.
A może…?
![[Obrazek: 4GadKlM.png]](https://secretsoflondon.pl/imgproxy.php?id=4GadKlM.png)