To, że Primrose nie wpadła w panikę, było chyba jakąś tajemną sztuką, która Victorii wyszła śpiewająco w tym całym bałaganie myśli i odczuć wszelakich. Jej panika to było ostatnie, czego tutaj potrzebowały, a prawda była taka, że w tym momencie nawet Victoria czuła niepokój. Jej okropny sen, bębny, których źródło było tak tajemnicze jak i makabryczne, sprawa była bardzo poważna, ale nie chciała straszyć swojej siostry. Wiec może to dobrze, że ta skupiła się na tym, że Victoria powbijała sobie w stopy szkło, że chciała się zająć pomocą – jedna rzecz na raz, pomalutku…
Odkąd wróciłam do domku – zakołatało się w głowie Victorii, odbijając się od czaszki raz i dwa, i zanim zdążyła zareagować, Primrose gadała dalej, zupełnie nieświadoma niebezpieczeństwa i grozy, jakie zalęgły się w kamienicy na Pokątnej. Tori jej nie zatrzymała, po prostu kiwnęła głową i uśmiechnęła się nieco blado do siostry, po czym gdy tylko wyszła, capnęła swoją kołdrę i wywaliła ją na drugą stronę łóżka, aż spadła na podłogę po drugiej stronie, by ukazać… właściwie to nic. Po paskudnej, uśmiechniętej mordzie i człowieku który czołgał się po jej łóżku nie było już śladu. Wycelowała nawet w to miejsce różdżką i splotła zaklęcie, chcąc rozproszyć jakąkolwiek magię, jaka się tutaj unosiła…
// Rozpraszanie ◉◉◉◉○
Słaby sukces...
Zaklęcie zamigotało i zaraz zgasło, ale… nie było tutaj niczego. Zgrzytnęła zębami, głośniej wypuściła powietrze nosem, spojrzała w okno – nie, nie było uchylone, potem w sufit. Niczego tutaj nie było.
I tak właśnie miała zastać ją Prim: wciąż siedzącą na skraju łóżka, z kołdrą wywaloną na podłogę po drugiej stronie i ewidentnie z miną, która wskazywała na to, że chomik w jej głowie właśnie bardzo szybko zapierdalał na swoim kołowrotku.
Usłyszała jej pytanie, ale nie odpowiedziała od razu. Teraz miała pewność, że Prim nie widziała jej wiadomości, że jej nie przeczytała… i w pewnym sensie to dobrze, bo przynajmniej nie obsrała się ze strachu w samotności, a Victoria mogła być przy niej.
– Jeśli masz na myśli piętro znajdujące się pod parterem, to tak – odpowiedziała jej spokojnie. – Ale jeśli masz na myśli klapę w podłodze, to muszę cię rozczarować – powiedziała to najnormalniej na świecie, jakby właśnie komentowała ostatnio kiepską pogodę. Zgadywała z tą klapą: wczoraj to były bębny i pojawiła się klapa. Dzisiaj były bębny, więc… to musiało być ze sobą powiązane, biorąc pod uwagę to dziwne znalezisko, jakie znajdowało się w pomieszczeniu z klapą? – Znalazłaś wczoraj moją wiadomość? – rzuciła jeszcze, jak gdyby nigdy nic.