Półmrok który panował w pracowni przy Carkitt Market, zawsze był jej miły. Łagodził niepokój, nie nadwyrężał zmysłów i pozwalał skoncentrować się na pracy, którą miała przed sobą. Drewno, które trzymała w dłoniach, poddawało się więc jej ruchom z łatwością. Te były pełne wprawy, ale pewnie gdyby ktokolwiek poświęcił im nieco więcej uwagi, zauważyłby w nich nadzwyczajną delikatność. W końcu w każdej z różdżek było coś więcej niż zwykła odrobina magii. Gdyby było inaczej, te nie wybierałyby właściciela, a poddawały się każdemu bez słowa skargi. Ale niestety, nikt nie mógł w pełni zauważyć tego, z jaką uwagą Larisa podchodziła do tego co robiła, bo kiedy tylko drzwi się otworzyły, oderwała się od swojego zajęcia.
Nie chłód wrześniowego wieczoru, a ostre światło dnia jej bardziej przeszkadzało. Louvain wpuścił je za sobą, rozdzierając nieprzyjemnie półmrok. Kobieta zmrużyła oczy i powiodła nimi w jego stronę. Srebrzyste tęczówki zawiesiły się głównie na samej sylwetce, którą obrysowywało wpadające przez drzwi światło, póki wreszcie wszystko nie wróciło do normy. Wejście skrzypnęło na nowo, zamek szczęknął, a kotary zastygły w bezruchu, pozwalając na dalsze podziwianie gałęzi i owoców głogu.
Louvain podszedł, wciąż czując na sobie utkwione w nim spojrzenie, twarz Larisy nie wyrażała jednak niczego konkretnego. Było w niej jakieś zamyślenie. Odległość, jakby dystans który ich dzielił wcale nie mierzył tyle, ile miała dzieląca ich lada.
— Syn Anthony'ego Lestrange'a — powtórzyła za nim. Tak samo jak i wiedziała kogo miał na myśli, kompletnie też nie wiedziała o kim mówił. Imię i nazwisko zdawały się nad wyraz znajome, ale wszelkie detale gubiły się odmętach zamglonej pamięci, nieuchwytne dla niej teraz i trzymające dystans. Trudno. To wcale nie tak, że było jej to do czegokolwiek potrzebne.
Podniosła się ze swojego miejsca, ale odrobinę za wolno, jakby zdała sobie sprawę w ostatnim momencie, że powinna chociaż w ten sposób okazać szacunek. Wyciągnęła do niego dłoń, ale wydawała się w ogóle nie zwrócić uwagi na jego chorobliwą zimność.
— Mogę je przyjąć. Czego miałoby dotyczyć?