22.05.2026, 23:28 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 22.05.2026, 23:29 przez Primrose Lestrange.)
Nie przypominała sobie, żeby kiedykolwiek schodziła w tej kamienicy poniżej parteru. Co prawda Victoria potwierdziła, że jakaś piwnica tutaj istniała, ale klapy nie było. To właśnie te słowa sprawiły, że Primrose przyspieszyła kroku i zachowała się dokładnie tak, jak zachowywały się wszystkie dzieci po przypomnieniu sobie o potworach czających się w ciemności – szła coraz szybciej, a w pewnym momencie zaczęła biec. Gdyby się potknęła, pewnie czołgałaby się krzycząc, bo… no niby to była tylko klapa w podłodze, okej nie powinno jej tam być, ale klapy w podłodze nie biegały i nie stwarzały zagrożenia w postaci paszczy odgrywającej młodym kobietom stopę do kostki, a… a może stwarzały, nigdy nie mów nigdy?
Żadna z nich nie wyglądała szczególnie dobrze, kiedy przekroczyła próg pokoju Victorii. Dłoń trzymającą apteczkę miała aż obolałą od zaciskania na niej palców.
– NIE UWIERZYSZ, ALE BYŁA TAM KLAPA – powiedziała pełna przerażenia, ale też i powagi, zupełnie tak, jakby to była najstraszniejsza rzecz, jaka przydarzyła jej się w życiu, a przecież kiedyś niemal nie utopiła się w stawie i kilka dni widziała pożar doszczętnie trawiący ich dom rodzinny. – NIE CZYTAŁAM – przyznała, a później odkaszlnęła, bo wszystko to powiedziała na jednym wdechu, bez choćby westchnienia pomiędzy. Rzadko zapominała oddychać, nawet kiedy zaczynała panikować, więc sama się zdziwiła. Weszła do pomieszczenia głębiej i oparła się ręką o ścianę. To, że nie stała na wylocie tuż przy drzwiach wyraźnie jej pomogło, ale wciąż wyglądała, jakby miała zacząć dygotać z przerażenia. – NIGDY SIĘ TAK NIE WYSTRASZYŁAM KLAPY W PODŁODZE. NORMALNIE JAKBY MI DRZAZGA W DUSZĘ WESZŁA CZY COŚ. – A później odetchnęła. Raz, drugi, trzeci. Poklepała się po twarzy. Musiała to często robić w pracy, żeby nie walnąć pacjentowi jakiejś głupoty, więc mogła wykorzystać to teraz, kiedy… – Ah, twoja stopa – rozejrzała się wokół bardzo uważnie, po czym translokowała zmiotkę do uprzątnięcia resztek szkła.
Ta uniosła się w górę tylko po to, żeby upaść na podłogę z głośnym trzaśnięciem.
– O matko, ja mam chyba jakiś uraz mózgu.
Żadna z nich nie wyglądała szczególnie dobrze, kiedy przekroczyła próg pokoju Victorii. Dłoń trzymającą apteczkę miała aż obolałą od zaciskania na niej palców.
– NIE UWIERZYSZ, ALE BYŁA TAM KLAPA – powiedziała pełna przerażenia, ale też i powagi, zupełnie tak, jakby to była najstraszniejsza rzecz, jaka przydarzyła jej się w życiu, a przecież kiedyś niemal nie utopiła się w stawie i kilka dni widziała pożar doszczętnie trawiący ich dom rodzinny. – NIE CZYTAŁAM – przyznała, a później odkaszlnęła, bo wszystko to powiedziała na jednym wdechu, bez choćby westchnienia pomiędzy. Rzadko zapominała oddychać, nawet kiedy zaczynała panikować, więc sama się zdziwiła. Weszła do pomieszczenia głębiej i oparła się ręką o ścianę. To, że nie stała na wylocie tuż przy drzwiach wyraźnie jej pomogło, ale wciąż wyglądała, jakby miała zacząć dygotać z przerażenia. – NIGDY SIĘ TAK NIE WYSTRASZYŁAM KLAPY W PODŁODZE. NORMALNIE JAKBY MI DRZAZGA W DUSZĘ WESZŁA CZY COŚ. – A później odetchnęła. Raz, drugi, trzeci. Poklepała się po twarzy. Musiała to często robić w pracy, żeby nie walnąć pacjentowi jakiejś głupoty, więc mogła wykorzystać to teraz, kiedy… – Ah, twoja stopa – rozejrzała się wokół bardzo uważnie, po czym translokowała zmiotkę do uprzątnięcia resztek szkła.
Rzut O 1d100 - 11
Akcja nieudana
Akcja nieudana
Ta uniosła się w górę tylko po to, żeby upaść na podłogę z głośnym trzaśnięciem.
– O matko, ja mam chyba jakiś uraz mózgu.