Nie, nie było w Ministerstwie nikogo takiego, a na pewno nie w komórkach szybkiego reagowania, jak choćby w biurze brygadzistów czy aurorów. Wszyscy mieli masę roboty i tonę nadgodzin, i nikt chyba nawet nie oczekiwał, że to się szybko skończy, biorąc pod uwagę skalę zniszczeń. Victoria też mało sypiała, ale teraz już nawet się nie łudziła i nie próbowała zasnąć bez wspomagaczy: codziennie przed snem piła eliksir nasenny, albo zapalała kadzidło, ale eliksiry zwykle działały szybciej. Nadal było to za mało, ale każdy potrzebował trochę snu raz na jakiś czas. I miała szczerą nadzieję, że Brenna również się nie wygłupia i po prostu kładzie się spać, kiedy miała taką możliwość, a nie forsowała się do upadłego, bo w tym zawodzie chroniczne niewyspanie oznaczało potencjalny uszczerbek na zdrowiu: swoim, a może nawet czyimś, o ile nie coś gorszego.
– Nie bezpośrednio wspólnego – aż tak daleko nie szła w swoich botaniczno-nekromanckich teoriach. – Ale moim zdaniem za wzrost i rozrost jednego i drugiego odpowiadają te dziwne anomalie – i skrzywiła się lekko przy tym, bo i Brenna i Victoria doskonale wiedziały przecież co to oznaczało: zachwianą równowagę której miedzy innymi ona była powodem, wziąwszy nieintencjonalnie energię z Limbo. Energię, której prawdę mówiąc oddawać wcale nie chciała, bo po pierwsze Śmierciożercy nie oddadzą dobrowolnie tego, co sami zabrali, a po drugie to kto wie, może im się to jeszcze przyda (nawet jeśli Victoria nie testowała, w jaki sposób kontrolować tę nadmiarową energię, którą w sobie miała). – Chciałam zrobić może jakieś badania i porównać jedno i drugie – ale obecnie nie było to możliwe… a jedyna próbka, jaką udało im się pobrać w lipcu, została zniszczona (nawet jeśli „niechcący”, ale nie byłoby to słowo użyte przez Victorię) przez jedną z osób, która brała udział w tamtych badaniach. – Przy mandragorze używano nekromancji, może czarnej magii, a przy różach… Sama wiesz, coś tam jest mocno nie tak – zapach popiołu czuły przecież obie i to przed Spalona Nocą. – Sama pomyśl. OMSHM znajduje paczkę, w niej mała mandragora, która zeżarła wszystko inne, dostarczają to do Towarzystwa Herbologicznego, które dba o mandragorę, ta rośnie w zastraszającym tempie do olbrzymich rozmiarów, a w trakcie badania okazuje się, że ta jakoś… nie wiem. Podzieliła się w swojej gigantycznej donicy i jadła swoją córko-siostrę bliźniaczkę. Z jednej mamy dwie. I te róże w Maida Vale… wzięły się znikąd, wcześniej zostały wytępione. Wyniosłam jedną, jest tutaj – wskazała głową w stronę regału, na którym stała sobie donica z jedną, samotną, czarną różą, na którą Brenna mogła wcześniej nie zwrócić uwagi. – A kilka dni temu w oranżerii widziałam drugą taką donicę. I samotną różę. Znowu – ktoś z premedytacją sadził samotne róże w zajebiście starych donicach? Victoria tego nie wiedziała, ale skądś te róże musiały się brać.
– Tuby zostały, wyniesiono ich zawartość i to jest właśnie problem, bo musieli je z tych tub wyciągnąć i przy tym jakimś cudem nie obudzić, albo poradzić sobie z ich wrzaskiem i gwałtownością, a potem jakoś przetransportować – Victoria skrzywiła się wyraźnie. – Potrzebowaliśmy sześciu czy siedmiu osób, żeby je od siebie rozdzielić do dwóch osobnych tub i uspokoić – przyznała z zamyśleniem, przygryzając przy tym usta, po czym westchnęła i nalała sobie i Brennie herbatę, po czym sięgnęła po flakonik od Flinta. – Chcesz? – zapytała Brennę, nie mając zamiaru dolewać jej żadnego syropu-eliksiru bez jej zgody, ale do swojej filiżanki odmierzyła dokładnie jedną kroplę i wymieszała wszystko łyżeczką. – Myślę, że wiedziały na pewno osoby, które tam pracują tak na co dzień i opiekują się roślinami w szklarni… A oprócz tego… No nie wiem czy dosłownie wszyscy członkowie Towarzystwa wiedzieli. Nie wiem nawet kto dokładnie należy do Towarzystwa, dołączyłam do niego dopiero w lipcu i poznałam tylko kilka osób – tych, które tam wtedy były. No, wiedziała, że Berht należał do Towarzystwa, ale nie było go wtedy w Anglii, nie wiedział nawet, że Victoria dołączyła do klubu, więc pewnie nie wiedział też nic o mandragorach. A inni? Zagadka. – OMSHM… Na spotkaniu Towarzystwa był wtedy Jonathan Selwyn i mówił, że jakaś jego pracownica została sparaliżowana, gdy odkryli przesyłkę… Chyba można założyć że wie całe OMSHM albo przynajmniej połowa, takie plotki pewnie się rozchodzą, że coś się wydarzyło z przesyłką w magazynie – przeglądała ten raport, starając się jakoś poukładać w głowie co się tam mogło potencjalnie stać, ilość osób, które coś wiedziały i ile z tego w ogóle było w raporcie… – Nie miałam za bardzo okazji się ze wszystkimi tam, wiesz, zakolegować… Sama wiesz, jak wyglądał mój lipiec i sierpień – sięgnęła po swoją filiżankę. – Ale myślę, że można po prostu porozmawiać tak nieoficjalnie z ludźmi, którzy tam pracują… Może coś słyszeli, albo chociaż jakieś plotki.