24.05.2026, 11:01 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 24.05.2026, 11:03 przez Vakel Dolohov.)
Wszystko wokół Dolohova zdawało się tętnić życiem jeszcze bardziej niż zwykle.
Osmolonej fasady budynku i popękanych okien nie naprawiono szczególnie szybko (bo żal się było pchać przed szereg kiedy inni permanentnie stracili domy), ale Horyzontalna 14 wyglądała zadziwiająco wręcz dobrze jak na to, że przez Londyn dopiero co przeszedł olbrzymich rozmiarów kataklizm. Widać było od razu, że Dolohov zainwestował w coś (prawdopodobnie przed Spaloną Nocą) sporo pieniędzy. Zmienił się wystrój, odrobinę też układ pomieszczeń. W środku krzątali się jacyś pracownicy, ale w kamienicy czuć też było obecność jego siostry, kuzynki, córki, żony, uczennicy – wszyscy szykowali się do nieuchronnego otwarcia instytutu, o którym wkrótce miał usłyszeć cały świat.
Spodziewać się można było po tym planie wiele: od wiwatu fanów, po krytykę osób doszukujących się w tym wszystkim jakiegoś spisku. Przyzwyczajony do wiecznego napięcia i udawania Vasilijj zdawał się jednak z tym wszystkim na tyle pogodzony, aby wyjrzawszy ze swojego gabinetu aby spotkać się z Victorią, wyglądał tak samo jak zawsze.
Było to absolutnym kłamstwem.
Nie z powodów, jakich można było się spodziewać. Niech go krytykują, niech rzucają mięsem, niech krzyczą, niech skomlą – to był jego żywioł! Odeprze każdy atak i uczyni swoją akademię najbardziej znaną uczelnią wyższą świata, ponieważ wiedział jak to zrobić i wiele lat przepracował troszcząc się o popularność i prestiż własnego nazwiska. Oh nie, jeśli cały stres związany z przygotowaniami robił coś z jego ciałem, to jedynie dodatkowo go napędzał. Mus działania w świetle reflektorów działał na niego lepiej niż kawa.
– Dobry wieczór, Victorio – powiedział wesoło, nie pozwalając wydostać się oczyma lub gestem tej swędzącej myśli, że to wszystko było absolutnym kłamstwem. Nie spał dobrze. – Wiesz, po czym najłatwiej poznać, że ma się do czynienia z zestresowaną dzwudziestką-dwójką? Przepraszają cię jeszcze zanim zdążysz się z nimi przywitać. – Dmuchnął sobie w grzywkę wyraźnie rozbawiony i wyciągnął rękę po książkę. – Przydała się? Skończyłem ze spotkaniami zawodowymi na dziś, więc mogę zaprosić cię na filiżankę herbaty.
Osmolonej fasady budynku i popękanych okien nie naprawiono szczególnie szybko (bo żal się było pchać przed szereg kiedy inni permanentnie stracili domy), ale Horyzontalna 14 wyglądała zadziwiająco wręcz dobrze jak na to, że przez Londyn dopiero co przeszedł olbrzymich rozmiarów kataklizm. Widać było od razu, że Dolohov zainwestował w coś (prawdopodobnie przed Spaloną Nocą) sporo pieniędzy. Zmienił się wystrój, odrobinę też układ pomieszczeń. W środku krzątali się jacyś pracownicy, ale w kamienicy czuć też było obecność jego siostry, kuzynki, córki, żony, uczennicy – wszyscy szykowali się do nieuchronnego otwarcia instytutu, o którym wkrótce miał usłyszeć cały świat.
Spodziewać się można było po tym planie wiele: od wiwatu fanów, po krytykę osób doszukujących się w tym wszystkim jakiegoś spisku. Przyzwyczajony do wiecznego napięcia i udawania Vasilijj zdawał się jednak z tym wszystkim na tyle pogodzony, aby wyjrzawszy ze swojego gabinetu aby spotkać się z Victorią, wyglądał tak samo jak zawsze.
Było to absolutnym kłamstwem.
Nie z powodów, jakich można było się spodziewać. Niech go krytykują, niech rzucają mięsem, niech krzyczą, niech skomlą – to był jego żywioł! Odeprze każdy atak i uczyni swoją akademię najbardziej znaną uczelnią wyższą świata, ponieważ wiedział jak to zrobić i wiele lat przepracował troszcząc się o popularność i prestiż własnego nazwiska. Oh nie, jeśli cały stres związany z przygotowaniami robił coś z jego ciałem, to jedynie dodatkowo go napędzał. Mus działania w świetle reflektorów działał na niego lepiej niż kawa.
– Dobry wieczór, Victorio – powiedział wesoło, nie pozwalając wydostać się oczyma lub gestem tej swędzącej myśli, że to wszystko było absolutnym kłamstwem. Nie spał dobrze. – Wiesz, po czym najłatwiej poznać, że ma się do czynienia z zestresowaną dzwudziestką-dwójką? Przepraszają cię jeszcze zanim zdążysz się z nimi przywitać. – Dmuchnął sobie w grzywkę wyraźnie rozbawiony i wyciągnął rękę po książkę. – Przydała się? Skończyłem ze spotkaniami zawodowymi na dziś, więc mogę zaprosić cię na filiżankę herbaty.
with all due respect, which is none