25.05.2026, 23:24 ✶
Basilius spojrzał spokojnie na płaczącą Lanę po czym wręczył jej bawełnianą chusteczkę, która jakimś cudem przeżyła bezpiecznie w kieszeni to całe zamieszanie i jak na razie nie było na niej, ani śladu dymu. Następnie odwrócił się do Lyssy.
– Jestem pewny, że da się to zmyć, nawet jeśli woda nie wystarczy. Naprawdę z mojego doświadczenia wynika, że eliksiry są w stanie poradzić sobie ze znacznie gorszymi śladami na skórze, niż to. Proszę po prostu chwilę poczekać, dobrze? – Rozumiał, że młoda czarownica była cała w nerwach (kto teraz nie był), ale powoli zaczynał mieć wrażenie, że zamiast skupiać się na ważniejszym przypadku, jakim była Lana, jego uwaga była raz po raz odciągana.
Rozpoczął badanie czarownicy, a gdy wreszcie skończył… Próbował z całych sił nie mieć zaskoczonej miny. Kaszel był… Dziwny. Nie kojarzył czegoś takiego, a tym samym nie miał pojęcia jak go szybko, lub w ogóle wyleczyć. Jednocześnie naprawdę chciał pomóc czarownicy.
– No dobrze – powiedział w końcu myśląc bardzo intensywnie. – Nie jestem w stanie uleczyć całego kaszlu w tej chwili. Możliwe, że sam przejdzie gdy to wszystko się skończy, ale może będzie pani musiała udać się po tym wszystkim do Munga. – Zaczął grzebać w swojej torbie z medykamentami. – Zaleciłbym więc na razie, aby pani spróbowała bardziej domowych sposobów. – Wreszcie trafił na odpowiedni flakonik. – O proszę. To napar z bzu i tymianku. Powinien oczyścić drogi oddechowe, a może i sprawi, że kaszel odejdzie w zapomnienie. Kiedy wszystko już się uspokoi może pani również wykonać inhalacje z z rumianku i szałwii, tylko niestety nie w tych warunkach. Ale napar powinien na razie pomóc.
Zawahał się na chwilę po czym kontynuował nico ciszej.
– Wiem, że to wszystko wydaje się obecnie bardzo straszne, ale jeśli mogę dać pani jakąś radę… To proszę dać sobie czas, nie być dla siebie zbyt surową, ale jednocześnie pamiętać, że z czasem zawsze jest lepiej. – Spojrzał na Lyssę i powiedział już nieco głośniej. – Najlepiej niech pani będzie też przy kimś. Na wypadek gdyby kaszel się pogorszył. No dobrze, teraz moge spojrzeć na tę farbę.
– Jestem pewny, że da się to zmyć, nawet jeśli woda nie wystarczy. Naprawdę z mojego doświadczenia wynika, że eliksiry są w stanie poradzić sobie ze znacznie gorszymi śladami na skórze, niż to. Proszę po prostu chwilę poczekać, dobrze? – Rozumiał, że młoda czarownica była cała w nerwach (kto teraz nie był), ale powoli zaczynał mieć wrażenie, że zamiast skupiać się na ważniejszym przypadku, jakim była Lana, jego uwaga była raz po raz odciągana.
Rozpoczął badanie czarownicy, a gdy wreszcie skończył… Próbował z całych sił nie mieć zaskoczonej miny. Kaszel był… Dziwny. Nie kojarzył czegoś takiego, a tym samym nie miał pojęcia jak go szybko, lub w ogóle wyleczyć. Jednocześnie naprawdę chciał pomóc czarownicy.
– No dobrze – powiedział w końcu myśląc bardzo intensywnie. – Nie jestem w stanie uleczyć całego kaszlu w tej chwili. Możliwe, że sam przejdzie gdy to wszystko się skończy, ale może będzie pani musiała udać się po tym wszystkim do Munga. – Zaczął grzebać w swojej torbie z medykamentami. – Zaleciłbym więc na razie, aby pani spróbowała bardziej domowych sposobów. – Wreszcie trafił na odpowiedni flakonik. – O proszę. To napar z bzu i tymianku. Powinien oczyścić drogi oddechowe, a może i sprawi, że kaszel odejdzie w zapomnienie. Kiedy wszystko już się uspokoi może pani również wykonać inhalacje z z rumianku i szałwii, tylko niestety nie w tych warunkach. Ale napar powinien na razie pomóc.
Zawahał się na chwilę po czym kontynuował nico ciszej.
– Wiem, że to wszystko wydaje się obecnie bardzo straszne, ale jeśli mogę dać pani jakąś radę… To proszę dać sobie czas, nie być dla siebie zbyt surową, ale jednocześnie pamiętać, że z czasem zawsze jest lepiej. – Spojrzał na Lyssę i powiedział już nieco głośniej. – Najlepiej niech pani będzie też przy kimś. Na wypadek gdyby kaszel się pogorszył. No dobrze, teraz moge spojrzeć na tę farbę.