27.05.2026, 14:55 ✶
Odsuwająca się w nienaturalnej ciszy kamienna płyta robiła niesamowite, odrealnione wrażenie. Kiedy struktura ponownie znieruchomiała, Hannibal stanął nad otwartym przejściem i zajrzał w ciemność. Zmarszczył nos, gdy owionął go zapach z wnętrza - podobny do tego, który panował w najgłębszych i najrzadziej odwiedzanych piwnicach The Globe, ale w niewyjaśniony sposób starszy.
- I co teraz? - chciał zapytać, ale oczywiście jego własne zaklęcie połknęło jego słowa, więc tylko zerknął pytająco na towarzyszy. Czy to nie był ten moment, w którym powinni wezwać jakieś służby albo przynajmniej poinformować kogoś o odkryciu? Z drugiej strony, czy krypta nie zamknie się, jeżeli będą zwlekać?
Z trzeciej strony, co jeżeli wejdą do środka i wtedy krypta się zamknie?
Prychnął (bezgłośnie) z irytacją na samego siebie. To na pewno nie jest krypta, tylko jakaś piwnica, albo najwyżej lochy! Przecież tu było co, szkoła magii i czarodziejstwa, prawda? Na kogo niby ta krypta, na tych, co powtarzają rok do usranej śmierci?
W poszukiwaniu jakiejś wskazówki, co dalej, spojrzał na Hestię, Peregrinusa, a w końcu na Ceolsige, która wcześniej obdarzyła go ze swej miotły rozbawionym uśmiechem.
Rozbawionym… czy drwiącym?
Wystarczyło już, że musiała pomóc mu ustabilizować zaklęcie - nie pokazał tego po sobie, ale poczuł to przecież, obcą, pewniejszą magię obok swojej. Po raz kolejny zawodziła go dziedzina magii, w której zawsze osiągał najlepsze wyniki. Może powinien zmienić różdżkę?
Zacisnął mocniej palce na hestiowym kiju i, patrząc Burke prosto w oczy, jakby przyjmował nierzucone wyzwanie, powoli zszedł niżej.
Jeden stopień.
Piwniczny chłód, który owionął mu kostki, był trzecim, po nocnej włoskiej bryzie i powiewie obecności ducha, jakiego Hannibal dzisiaj doświadczył i jego myśli tęsknie pomknęły ku gorącej kąpieli, na jaką mógł liczyć w apartamencie.
Zatrzymał się i uniósł pytająco brwi.
Schodzimy?
//Zawada: Wysoka stawka
- I co teraz? - chciał zapytać, ale oczywiście jego własne zaklęcie połknęło jego słowa, więc tylko zerknął pytająco na towarzyszy. Czy to nie był ten moment, w którym powinni wezwać jakieś służby albo przynajmniej poinformować kogoś o odkryciu? Z drugiej strony, czy krypta nie zamknie się, jeżeli będą zwlekać?
Z trzeciej strony, co jeżeli wejdą do środka i wtedy krypta się zamknie?
Prychnął (bezgłośnie) z irytacją na samego siebie. To na pewno nie jest krypta, tylko jakaś piwnica, albo najwyżej lochy! Przecież tu było co, szkoła magii i czarodziejstwa, prawda? Na kogo niby ta krypta, na tych, co powtarzają rok do usranej śmierci?
W poszukiwaniu jakiejś wskazówki, co dalej, spojrzał na Hestię, Peregrinusa, a w końcu na Ceolsige, która wcześniej obdarzyła go ze swej miotły rozbawionym uśmiechem.
Rozbawionym… czy drwiącym?
Wystarczyło już, że musiała pomóc mu ustabilizować zaklęcie - nie pokazał tego po sobie, ale poczuł to przecież, obcą, pewniejszą magię obok swojej. Po raz kolejny zawodziła go dziedzina magii, w której zawsze osiągał najlepsze wyniki. Może powinien zmienić różdżkę?
Zacisnął mocniej palce na hestiowym kiju i, patrząc Burke prosto w oczy, jakby przyjmował nierzucone wyzwanie, powoli zszedł niżej.
Jeden stopień.
Drugi.
Trzeci.
Piwniczny chłód, który owionął mu kostki, był trzecim, po nocnej włoskiej bryzie i powiewie obecności ducha, jakiego Hannibal dzisiaj doświadczył i jego myśli tęsknie pomknęły ku gorącej kąpieli, na jaką mógł liczyć w apartamencie.
Zatrzymał się i uniósł pytająco brwi.
Schodzimy?
//Zawada: Wysoka stawka