27.05.2026, 18:37 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 27.05.2026, 18:41 przez Lorien Mulciber.)
Musiał minąć grupę rozentuzjazmowanych kursantów, żywo dyskutujących o planowanej na poniedziałek ich pierwszej, poważnej debacie (ach młodość), aby wreszcie znaleźć Lorien w jednej z sal Wizengamotu. Nie widzieli się poprzedniego wieczoru, ani nawet popołudnia. A mimo to wiedział, że się zdecydowała. Potrzebowała w życiu jakiejś zmiany. Padło na Ministerstwo.
- Moglibyśmy… Moglibyśmy to jakoś…- Słowo “uczcić” nie przeszło jej przez gardło. To nie było to. Ale nie wiedziała jak inaczej mogłaby swoje decyzje nazwać. Zmiana. Na lepsze, gorsze - nieważne.
Mogli się wybrać do Zorzy.
W Zorzy zawsze miała zarezerwowany stolik w ulubionej sali i równie ulubione cierpkie, korzenne wino, serwowane w schłodzonej karafce.
Ale mruknął coś o nowej restauracji Botta. Coś o fachowo zaimpregnowanych przęsłach więźby dachowej i obiektywnej wyższości stosowania pięciocalowej taśmy dylatacyjnej przy układaniu instalacji podłogowych, ale Lorien zdołała wyłuskać z tego to co zdało jej się najważniejsze.
- Tak, chętnie się z tobą wybiorę na otwarcie.- Odpowiedziała, na moment tylko podnosząc głowę znad stosu niesprawdzonych jeszcze prac, które dziś pisali jej podopieczni. - Ale załóż tę nową koszulę.- Dodała jeszcze, na wszelki wypadek jakby planował iść, nie daj bogowie, we flaneli.
- * -
Zaklęta Łyżeczka nie brzmiała jak restauracja z surowym dresscode (a raczej - dokładnie to usłyszała od Aarona, który na pytanie o rzeczony dresscode machnął ręką, bo nie dopytał. Po co pytać o takie rzeczy, to przecież “tylko restauracja Bertiego”). Słyszała jak na korytarzach Ministerstwa przebąkiwano coś o otwarciu lokalu, w którym będzie ciepło, komfortowo i “normalnie jak u mamy”. Lorien miała tylko nadzieję, że nie jej mamy, bo gdy bogowie rozdawali umiejętności kulinarne, to Adeline Prewett stała w kolejce po zajebisty biust.
Problem był taki, że Mulciber nie posiadała żadnych casualowych rzeczy. Miała szaty na Bardzo Ważne Gale i Przyjęcia. Miała szaty na Nieco Mniej Ważne Gale i Przyjęcia (czyt. Imprezy Charytatywne) Miała szaty do swojej Bardzo Ważnej Urzędniczej Pracy. Nic co pasowałoby pod styl “nie-no-kochanie-załóż-to-w-czym-będzie-ci-wygodnie-we-wszystkim-wyglądasz-pięknie”. Więc założyła po prostu jasnozieloną jedwabną szatą z kwiecistymi wzorami haftowanymi srebrną nicią. Zdobioną odpowiednio drogą koronką jak dla kogoś o jej pochodzeniu z dobranymi do kompletu rękawiczkami. Włosy rozpuszczone - w końcu to miało być casualowe wyjście! Nie było potrzeby upinać je w wymyślną fryzurę.
Opierała się całym ciężarem ciała o zaoferowane przedramię aurora, postukując nieco nerwowo trzymaną w wolnej dłoni laseczką o bruk uliczny.
- Podoba mi się zamysł z witrażami.- Powiedziała, uważnie przyglądając się uważnie wnętrzu. Ostatnimi czasy kiedy Lorien mówiła “podoba mi się…” Aaron mógł to odczytać tylko w jeden sposób - pytanie pozostawało, w którym konkretnie pomieszczeniu w domu w Dolinie coś sobie właśnie umyśliła. Tym razem była to wymagająca gruntownego remontu oranżeria.
Jeżeli dane im było minąć gospodarza skłoniła głowę w geście kulturalnego przywitania, ale jeśli był zajęty rozmowami - nie odrywała go od nich. Nigdy nie mieli przyjemności się zapoznać, więc nie nie godziło się go zaczepiać. Zresztą i tak przyszli tylko na chwilę.
Lorien dostrzegła bowiem bardzo ważną rzecz. Rzecz, która dla pana Moody’ego mogła skończyć się bardzo źle.
Otóż wszyscy, na których udało jej się zawiesić wzrok (a była to głównie jakaś ściśle zwarta grupa chłopaczków, których kojarzyła, ale nie do końca wiedziała skąd. Pewnie z gazet) byli gustownie i odświętnie odziani. I może to jeszcze by przeszło. Wiadomo. Młodzi, muszą się pokazać. Ale potem… och potem wzrok pani Mulciber padł na Clemensa Longbottoma ubranego W WYJŚCIOWĄ SZATĘ.
Aaron mógł poczuć dokładnie moment, w którym oparty o jego przedramię wysoki sąd zadecydował, że chłopu należy dożywotnio odebrać przywilej decydowania o swojej garderobie. Lorien wbiła mocno paznokcie w jego przedramię, prezentując prześliczny uśmiech.