28.05.2026, 11:42 ✶
(Ten post był ostatnio modyfikowany: 28.05.2026, 11:47 przez Ceolsige Burke.
Powód edycji: Zapomniałem wpisac deklaracje rzutów
)
W otaczającej ich ciszy powolny ruch płyty zagarnął niemal całą uwagę Ceolsige. Jej spojżenie i twarz przybrały niemal łapczywy wygląd. Na chwilę uśmiechnęła się szeroko, pozwalając by ekscytacja i zadowolenie w pełni ozdobiły jej rysy. W nienaturalnej, gęstej ciszy, która spowiła wzgórze, ten powolny, ciężki proces wydał się jej niezwykle odrealniony. Zaciągnęła sie zapachem i samym koniszkiem języka oblizała warge. Jakby właśnie spróbowała łyk tego powietrza. Brak zgrzytu piasku, dudnienia kamienia o kamień i jęku starożytnej konstrukcji sprawiał, że mechanizm sam mógłby być duchem.
Szybko jednak przeniosła spojrzenie na twarze towarzyszy, oceniając ich reakcje. Zręcznym, oszczędnym ruchem prawej dłoni wyciągnęła notatnik Anny i bez słowa oddała go Hestii, wymieniając z młodszą czarownicą krótkie, porozumiewawcze spojrzenie.
Wtedy jej wzrok napotkał zdecydowane, rzucone niemal z ramiarską przekorą spojrzenie Hannibala. Mężczyzna bardziej tancerz niż czarodziej z hestiowym kijem bejsbolowym w dłoni, najwyraźniej postanowił przejąć inicjatywę. Ceolsige nie zmieniła wyrazu twarzy – jej oblicze pozostało maską uprzejmej, chłodnej obojętności, jednak w kąciku ust zaigrał ledwo dostrzegalny cień aprobaty. Kiwnęła głowa w stronę wejścia, gest delikatny, prawie jak mimowolny ruch a jednak jej spojrzenie nadawału temu gestowi celowości. Nie mogła sie oprzec wrażeniu, że jego sylwetka urosła nieco na tle mrocznego portalu.
Skinęła jeszcze zachecająco Peregrinusowi i Hestii zanim przełożyła do lewej dłoni i ułozyła ją spokojnie na udach. Prawą chwyciła mocniej trzonek miotły i skierowała ją powolnym ruchem w stronę gardzieli schodów. Ostrożnie, zachowując nienaganną, wręcz salonową pozycję bokiem na lewitującym drzewcu, ruszyła za nim. Kiedy Hannibal zatrzymał się po trzech krokach i uniósł pytająco brwi, posłała mu zadowolony uśmiech, w którym próżno było szukać drwiny. Zrównała się z nim w locie, pozwalając, by miotła powoli niosła ją w dół, stopień po stopniu, prosto w pochłaniający wszystko mrok.
Zlatując na coraz niższe stopnie, jej twarz przybrała bardziej pragmatyczny wyraz. Z głębokim skupieniem zaczęła przyglądać się otoczeniu. Pragmatycznie zakładała, że Peregrinus i Hestia zadbają o odpowiednie światło, podczas gdy ona skupi się na tym, co potrafiła najlepiej. Jej wzrok ogniskował się na pojedynczych punktach – badała fakturę ścian, wilgotne stopnie i sufit w poszukiwaniu jakichkolwiek płyt naciskowych, ukrytych otworów, wiszących nad ich głowami zapadni czy dziwacznych run.
Dla bezpieczeństwa, nie wykonując szerokich gestów, które mogłyby podrażnić świeże oparzenie, uniosła berberysową różdżkę samym ruchem nadgarstka. Skupiła się, tkając przed nimi niewidzialną, delikatną strefę rozproszenia. Subtelna, błękitna aura magii rozlewała się przed jej miotłą niczym tarcza, mająca za zadanie wygasić lub przynajmniej osłabić mordercze zapędy ewentualnych klątw i magicznych potykaczy, których obecnośc w tym miejscu nie wydawałaby się nazbyt zaskakująca.
Gdy tylko minęli niewidzialną granicę sfery wygłuszenia i do ich uszu dotarł ciężki, wilgotny pogłos ich własnych kroków oraz oddechów, Ceolsige odezwała się. Jej melodyjny, cichy głos przeciął nagle odzyskaną przestrzeń dźwiękową, niosąc ze sobą lodowaty spokój. – Uważajcie na podszepty duchów lub syreni śpiew. - Mogłoby to wydawać sie ząrtem gdyby nie zupełnie powazny ton jakim to zakomunikowała.
Rzucam na WOŚ ◉◉◉◉○: poszukuję śladów pułapek lub magicznych run, które mogłyby zabezpieczac to miejsce
Przewagi: Tworzenie mechanizmów II, Starożytne runy I
Rzucam na rozproszenie ◉◉◉○○: staram się wytworzyć przed sobą małą półsferyczną strefę rozproszenia, która mogłaby rozpraszać magiczne efekty kierujące się z głebi korytarza, z boku, z góry lub z dołu w naszą stronę.
Szybko jednak przeniosła spojrzenie na twarze towarzyszy, oceniając ich reakcje. Zręcznym, oszczędnym ruchem prawej dłoni wyciągnęła notatnik Anny i bez słowa oddała go Hestii, wymieniając z młodszą czarownicą krótkie, porozumiewawcze spojrzenie.
Wtedy jej wzrok napotkał zdecydowane, rzucone niemal z ramiarską przekorą spojrzenie Hannibala. Mężczyzna bardziej tancerz niż czarodziej z hestiowym kijem bejsbolowym w dłoni, najwyraźniej postanowił przejąć inicjatywę. Ceolsige nie zmieniła wyrazu twarzy – jej oblicze pozostało maską uprzejmej, chłodnej obojętności, jednak w kąciku ust zaigrał ledwo dostrzegalny cień aprobaty. Kiwnęła głowa w stronę wejścia, gest delikatny, prawie jak mimowolny ruch a jednak jej spojrzenie nadawału temu gestowi celowości. Nie mogła sie oprzec wrażeniu, że jego sylwetka urosła nieco na tle mrocznego portalu.
Skinęła jeszcze zachecająco Peregrinusowi i Hestii zanim przełożyła do lewej dłoni i ułozyła ją spokojnie na udach. Prawą chwyciła mocniej trzonek miotły i skierowała ją powolnym ruchem w stronę gardzieli schodów. Ostrożnie, zachowując nienaganną, wręcz salonową pozycję bokiem na lewitującym drzewcu, ruszyła za nim. Kiedy Hannibal zatrzymał się po trzech krokach i uniósł pytająco brwi, posłała mu zadowolony uśmiech, w którym próżno było szukać drwiny. Zrównała się z nim w locie, pozwalając, by miotła powoli niosła ją w dół, stopień po stopniu, prosto w pochłaniający wszystko mrok.
Zlatując na coraz niższe stopnie, jej twarz przybrała bardziej pragmatyczny wyraz. Z głębokim skupieniem zaczęła przyglądać się otoczeniu. Pragmatycznie zakładała, że Peregrinus i Hestia zadbają o odpowiednie światło, podczas gdy ona skupi się na tym, co potrafiła najlepiej. Jej wzrok ogniskował się na pojedynczych punktach – badała fakturę ścian, wilgotne stopnie i sufit w poszukiwaniu jakichkolwiek płyt naciskowych, ukrytych otworów, wiszących nad ich głowami zapadni czy dziwacznych run.
Dla bezpieczeństwa, nie wykonując szerokich gestów, które mogłyby podrażnić świeże oparzenie, uniosła berberysową różdżkę samym ruchem nadgarstka. Skupiła się, tkając przed nimi niewidzialną, delikatną strefę rozproszenia. Subtelna, błękitna aura magii rozlewała się przed jej miotłą niczym tarcza, mająca za zadanie wygasić lub przynajmniej osłabić mordercze zapędy ewentualnych klątw i magicznych potykaczy, których obecnośc w tym miejscu nie wydawałaby się nazbyt zaskakująca.
Gdy tylko minęli niewidzialną granicę sfery wygłuszenia i do ich uszu dotarł ciężki, wilgotny pogłos ich własnych kroków oraz oddechów, Ceolsige odezwała się. Jej melodyjny, cichy głos przeciął nagle odzyskaną przestrzeń dźwiękową, niosąc ze sobą lodowaty spokój. – Uważajcie na podszepty duchów lub syreni śpiew. - Mogłoby to wydawać sie ząrtem gdyby nie zupełnie powazny ton jakim to zakomunikowała.
Rzucam na WOŚ ◉◉◉◉○: poszukuję śladów pułapek lub magicznych run, które mogłyby zabezpieczac to miejsce
Przewagi: Tworzenie mechanizmów II, Starożytne runy I
Rzut PO 1d100 - 86
Sukces!
Sukces!
Rzucam na rozproszenie ◉◉◉○○: staram się wytworzyć przed sobą małą półsferyczną strefę rozproszenia, która mogłaby rozpraszać magiczne efekty kierujące się z głebi korytarza, z boku, z góry lub z dołu w naszą stronę.
Rzut Z 1d100 - 89
Sukces!
Sukces!