Dawno już przestała się dziwić temu, jaką profesję obrała sobie jej rodzina, a jednocześnie jak zależało wszystkim na łączących ich więziach. A może nigdy tego tak naprawdę nie kwestionowała, bo był to dla niej zawsze stan oczywisty. Coś, co trwało zanim pojawiła się na tym świecie i co miało na nim pozostać, kiedy już z niego odejdzie. Nie była bowiem przekonana, czy uda się jej pójść w ślady ojca, dziadka i całej reszty McKinnonów, którzy umrzeć nigdy nie umieli. Czasem bardzo tego chciała, czasem tej opcji absurdalnie wręcz nienawidziła. Nie wyobrażała sobie jednak momentu, kiedy miałaby nie oglądać ich twarzy nad syto zastawionym stołem, nad którym śmiali się, przekrzykiwali, trochę przekomarzali, ale w gruncie rzeczy to cieszyli ze swojego towarzystwa.
Szkoda tylko, że w takim przyjemnym dniu, kiedy gromadzić się miała cała rodzina, ktoś postanowił sobie robić z niej żarty. Równie okrutne co niewybredne, bo Rosie powoli traciła do nich cierpliwość, z rozpaczą machając różdżką i oczywiście nie mogąc wykrzesać z niej odpowiedniego czaru, który zakończyłby całą tę głupotę.
Z duszą jego do piekła iść musim,
Wszyscy razem na duszy usiędzie
Zawył kolejny skurwyjec, kiedy babcia wparowała na poddasze. Blondynka krzyknęła, z manierą nastolatki, której ktoś właśnie mówi co ma robić, a ona bardzo ale to bardzo nie chce, bo wie wszystko lepiej. Szkoda w sumie, że McKinnon nie znała polskiego, bo może by ją nawet zaintrygowała treść utworu. Zamiast tego miała w sobie tylko złe emocje.
- Babciu, z nikim! Przysięgam ci, nikt normalny z moich znajomych nie mówi takimi szlaczkami - zapłakała, kiedy Oliver został odesłany do mamy. Pobiegł niemalże z radością. - Oh, babciu, jesteś genialna! Wlecą do domu, ale zamkną ryjce i będziemy mieć spokój! - wyprostowała się gwałtownie, bo to wcale nie był taki głupi pomysł (nie żeby się po babci spodziewała czegokolwiek innego). Zanim jednak zabrała się do wyciszania, postanowiła zrobić to samo co babcia i spróbować rozproszyć aktualnego śpiewaka.
Akcja nieudana
sort of horror