30.05.2026, 15:06 ✶
Nie było dobrze i to już od jakiegoś czasu. A dokładnie to od momentu, kiedy do szpitala coraz częściej trafiały osoby będące celem ataków Śmierciożeców. Basilius skłamałby gdyby powiedział, że jego praca kiedykolwiek była szalenie przyjemna, ale od kilku miesięcy atmosfera w Mungu stała się zdecydowanie bardziej ponura. Kiedyś większość jego przypadków składała się głównie na nieudolnie rzucone zaklęcia, czy przypadkowo złapane klątwy. Oczywiście zdarzały się też celowe ataki, ale nigdy wcześniej nie były one tak okropne i zorganizowane, jak to co działo się teraz.
A dzisiaj na dodatek był piątek trzynastego.
Oczywiście, że o tym pamiętał. A nawet gdyby jakimś dziwnym trafem tak nie było, to Brenna zadbała o to, aby dostał odpowiednie przypomnienie.
Nie zdziwił się więc, gdy dzisiaj z samego rana wezwano go do zdecydowanie niecodziennego przypadku. Co więcej, nawet nie uniósł brwi, gdy magipielęgniarka oznajmiła mu, że czeka na niego wymiotująca brokatem pacjentka, której nie dość że wyrosły skrzydła strusia i róg jednorożca na głowie to jeszcze wydawała z siebie jedynie kocie dźwięki. Właściwie to nawet się ucieszył, bo to oznaczało, że może i Brenna miała dziwne zabawy, ale przynajmniej nie padła ofiarą ataku tych szaleńców. Potem jednak oblał go zimny pot, bo okazało się, że pechową pacjentką wcale nie była Brenna. A jeśli dzisiejszy nieklątwowy przypadek był tak szalony, to co do cholery wydarzy się, gdy zobaczą się z Longbottom?
No cóż… Na odpowiedź nie musiał długo czekać, bo został wezwany do izolatki z informacją, że do jednego Brygadzisty doczepił się czarnomagiczny przedmiot, a druga Brygadzistka również mogła być przeklęta.
Wszedł do pomieszczenia i… Niemal nie odetchnął z ulgą.
Brenna wyglądała dalej jak człowiek, nic jej nie wyrosło i nigdzie nie widział śladów czegoś gorszego niż brokat.
– Jak jest źle? – spytał kontrolnie nie tylko o to aby poznać szczegóły całej sytuacji, ale i by upewnić się, że mózg Longbottom dalej działał.
A dzisiaj na dodatek był piątek trzynastego.
Oczywiście, że o tym pamiętał. A nawet gdyby jakimś dziwnym trafem tak nie było, to Brenna zadbała o to, aby dostał odpowiednie przypomnienie.
Nie zdziwił się więc, gdy dzisiaj z samego rana wezwano go do zdecydowanie niecodziennego przypadku. Co więcej, nawet nie uniósł brwi, gdy magipielęgniarka oznajmiła mu, że czeka na niego wymiotująca brokatem pacjentka, której nie dość że wyrosły skrzydła strusia i róg jednorożca na głowie to jeszcze wydawała z siebie jedynie kocie dźwięki. Właściwie to nawet się ucieszył, bo to oznaczało, że może i Brenna miała dziwne zabawy, ale przynajmniej nie padła ofiarą ataku tych szaleńców. Potem jednak oblał go zimny pot, bo okazało się, że pechową pacjentką wcale nie była Brenna. A jeśli dzisiejszy nieklątwowy przypadek był tak szalony, to co do cholery wydarzy się, gdy zobaczą się z Longbottom?
No cóż… Na odpowiedź nie musiał długo czekać, bo został wezwany do izolatki z informacją, że do jednego Brygadzisty doczepił się czarnomagiczny przedmiot, a druga Brygadzistka również mogła być przeklęta.
Wszedł do pomieszczenia i… Niemal nie odetchnął z ulgą.
Brenna wyglądała dalej jak człowiek, nic jej nie wyrosło i nigdzie nie widział śladów czegoś gorszego niż brokat.
– Jak jest źle? – spytał kontrolnie nie tylko o to aby poznać szczegóły całej sytuacji, ale i by upewnić się, że mózg Longbottom dalej działał.